Kiedy zniknie powyborczy śmietnik? 30 dni na sprzątnięcie plakatów

Brzydkie, nachalne, wszechobecne - plakaty wyborcze. Polskie miasta w czasie wyborów stają się ich zakładnikami. Każde takie miejsce jest dobre dla agitacji politycznej. Teraz jednak pora jest posprzątać. Zająć się tym mają komitety wyborcze.
 
A jest co usuwać. Tylko w Warszawie w okresie wyborców pojawia się 10 razy więcej bilbordów niż w Paryżu. Rozwiązań z nad Sekwany chcieliby przedstawiciele Stowarzyszenie "Miasto jest Nasze". - To są śmieci jak śmieci, czy ktoś robi reklamę pierogarni, czy kandydata na prezydenta to nie ma znaczenia, ważne żeby to było zbierane - powiedział Piotr Micuła ze stowarzyszenia Miasto jest Nasze.
 
Choć na sprzątanie jest 30 dni, to dla wielu ugrupowań to wciąż za mało. Tym bardziej, że politycy bagatelizują sprawę powyborczych porządków. - Akurat w przypadku naszego, tych plakatów nie było za dużo, być może to było jedną z przyczyn porażki - powiedział Michał Szczerba z PO.
 
Takie śmieci naprawdę sporo kosztowały. - Pewnie partie wydały około 15-10 mln złotych, z tego wynika jakie będą proporcje, kilka milionów jest wydawanych na tak zwany outdoor, czyli głownie na bilbordy i różne inne nośniki - przyznał dr Bartłomiej Biskup, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
 
 
W efekcie wyborcze plakaty będą jeszcze długo zaśmiecały miasta. Za usunięcie takich reklam odpowiedzialne są firmy zewnętrzne, ale to sztaby zlecają im sprzątnięcie powyborczego "śmietnika". - Sporo tych plakatów będzie zaklejonych komercyjnymi innymi plakatami, natomiast reszta zniknie w terminie ustawowym - powiedziała Magdalena Kotuła PR manager firmy Stroer.