Piłkarska LE: Hiszpanie bardziej widoczni w Warszawie

Wielu fanów Sevilli, w której gra reprezentant Polski Grzegorz Krychowiak, nie spodziewało się, że w Polsce będzie tak zimno. Nie wzięli ze sobą kurtek, a niektórzy mieli wyłącznie koszulki z krótkim rękawem. "Czy u was zawsze jest tak niska temperatura?" - pytał jeden z nich.

 

Na Nowym Świecie kawiarnie i restauracje zajmowane są przez kibiców z czerwonymi flagami z godłem obrońcy trofeum. Mają także szaliki i częściowo pomalowane twarze.

 

"Wieczorem wygramy. Nikt w Hiszpanii w to nie wątpi" - zgodnie twierdzą. Niektórzy mają ze sobą także duże flagi, na których widać mapę Europy z zaznaczonymi miastami, gdzie Sevilla grała w drodze do warszawskiego finału.

 

Organizatorzy jako miejsce spotkania fanów Sevilli wyznaczyli ulicę Francuską na Saskiej Kępie w pobliżu Stadionu Narodowego. W środę po południu w okolicach było już czerwono od koszulek w klubowych barwach. Ok. godz. 16 zgromadziło się tam około dwóch tysięcy osób.

 

Ulica przypominała Strefę Kibica, której początek wyznaczał czerwony autobus, na co dzień wykorzystywany do obsługi warszawskiej linii turystycznej. Z głośników płynęły głośne hiszpańskiej rytmy, a kibice "rozgrzewali się" piwem.

 

"Hiszpańska muzyka, dobre piwo, świetne towarzystwo ludzi, których łączy jeden cel - puchar dla Sevilli" - podkreślił jeden z kibiców-turystów ubrany w koszulkę upamiętniającą ubiegłoroczny finał Ligi Europejskiej. "Mam nadzieję, że po powrocie odłożę ją na półkę, a założę nową, różniącą się tylko datą" - dodał z uśmiechem.

 

Ręce mogli zacierać właściciele okolicznych barów, restauracji i sklepów, które były oblegane przez przybyszów z Andaluzji. O wolne miejsca szczególnie trudno było w tapas barze, który nęcił kibiców m.in. paellą podawaną na olbrzymich patelniach, kiełbasą chorizo i innymi hiszpańskimi smakami.

 

Wśród sympatyków Sevilli byli i tacy, który założyli koszulki z numerem 4 i nazwiskiem "Krychowiak".

 

"Jest jednym z Sevillistas, jednym z nas. Szybko wkomponował się w zespół, a na boisku haruje jak... hiszpański byk. Mamy do niego wiele szacunku. A dziś liczymy też, że dzięki niemu naszą drużynę wspierać będą polscy kibice. Przecież my też jesteśmy biało-czerwoni" - powiedział PAP 31-letni Carlos.

 

Znacznie mniej w oczy rzucają się Ukraińcy. Najczęściej mają na sobie jedynie szaliki klubowe i plecaki obwinięte narodową flagą.

 

"Do końca nie było wiadomo, czy uda nam się przyjechać. Bardzo się cieszymy, że udało się dotrzeć i choć nie jesteśmy faworytem, to na pewno piłkarze powalczą" - powiedziała Natasza, która dotarła do Warszawy razem z 15 innymi kibicami. Wynajęli z Kijowa specjalny busik i nim przyjechali do stolicy Polski.

 

"Jesteśmy pod wrażeniem stadionu. Jeszcze tam nie byliśmy, ale widzieliśmy go ze Starego Miasta. Pięknie się komponuje i już nie możemy się doczekać" - dodał jej kolega.

 

Finałowy mecz rozpocznie się o godz. 20.45.

(PAP)