Młodzi i gniewni kluczem do wyborczego sukcesu?

Obietnice, rozliczenia i nowe propozycje programowe. Przed nami kilka miesięcy politycznej walki o wyborców. Ale wybory prezydenckie pokazały jasno, że trzeba zmienić strategię, bo ta sprawdzona od lat polegająca na wyborczej kiełbasie już nie wystarcza. Dlatego w sejmowych kuluarach i na partyjnych zjazdach trwa poszukiwanie sposobu na  zdobycie głosów poparcia młodego elektoratu. To co nie udało się starym wyjadaczom politycznej sceny zrobił Paweł Kukiz. Przyciągnął do siebie ludzi, którzy mają dosyć tej klasy politycznej. - On pokazał, że generalnie jest przeciwko tej polityce i ludziom się to spodobało - powiedziała publicystka Joanna Miziołek.
 
Politycy rządzącego obozu ponieśli sromotną klęskę w walce o młodych wyborców. Nie pomogły próby ocieplania wizerunku urzędującego prezydenta i mówienie o problemach młodych. Wręcz przeciwnie - wpadka goniła wpadkę. Dlatego jak mówią politycy Platformy Obywatelskiej czas na nowe rozdanie. - Musimy skupić się na młodych, na tej energii i na wiarygodności - przyznał Adam Szejnfeld.
 
Zdaniem sojuszników z PSL takie podejście nie wystarczy. Ludowcy chcą postawić na nowe twarze i nowych działaczy. Przede wszystkim młodych. - Musimy wprowadzić młodych na listy, dać im wysokie pozycje i wysokie miejsca - powiedział Marek Sawicki.
 
Z kolei opozycja chce się skupić na wytykaniu niespełnionych obietnic Platformie Obywatelskiej. Jak mówi rzecznik partii Jarosława Kaczyńskiego - ta kampania będzie zdecydowanie inna. Oparta przede wszystkim na konkretach i realnych propozycjach. - Konkrety, nie ma co obiecywać gruszek na wierzbie - powiedział Dariusz Mastalerek z PiS.
 
Z drugiej strony zdaje się, że część polityków wreszcie zrozumiała, że młodym ludziom nie chodzi o konkretne partie i nazwiska, a o zmianę wizerunkową polityki i polityków w ogóle. - Tak, ludzie maja już dosyć, ciągle to samo - przyznał Adam Bielan z Solidarnej Polski.
 
Dlatego eksperci podkreślają, że w tej kampanii najważniejsza będzie wiarygodność i świeżość. To coś, co umiejętnie wykorzystał Andrzej Duda. - Jeśli będzie taka lekkość, a poza tym wiarygodność i będą mówić j ęzykiem młodych i do młodych razem z nimi, równy z równym to wygrają - dodała Miziołek.
 
I o ile trudno sobie wyobrazić, że Ewa Kopacz, czy Jarosław Kaczyński zaczną chodzić po ulicach żeby rozmawiać z ludźmi o ich problemach, to inni politycy  już powinni zacząć to robić. A najlepiej zacząć od własnych podwórek i problemów sąsiadów, bo w sejmowych kuluarach zaufania się nie zdobywa.