Po wyborach w Turcji. Partia Erdogana traci większość absolutną

Wśród obywateli Turcji, którzy wybrali się do urn  przekonanie, że te wybory parlamentarne będą kluczowe dla przyszłości kraju było właściwie powszechne. Wstępne wyniki wskazują na zwycięstwo rządzącej od 13 lat Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. Islamizującve ugrupowanie zdobyło ponad 40 procent głosów. Wciąż będzie najsilniejszą partia parlamencie, ale prawdopodobnie tym razem bez większości absolutnej.

 

A to oznaczałoby, że upada plan zmiany ustrojowej. Prezydent Recep Tayip Erdogan marzył o zdobyciu 2/3 głosów. Wtedy mógłby zmienić konstytucję tak, by przyznać sobie dodatkowe uprawnienia i wprowadzić w kraju system rządów prezydenckich. Obawiała się tego świecka i liberalna część Turcji. Prezydent, któremu zdarzało się przemawiać z Koranem w ręku, był oskarżany o ciągoty dyktatorskie i próby islamizacji kraju. Do tego oburzenie wywołał jego niedawno ukończony Pałac Prezydencki, przy którem bledną Kreml i Biały Dom. Budynek jest największą siedzibą głowy państwa na świecie i kosztował 350 milionów dolarów. Oburzenie wzbudziły też dyskryminujące wypowiedzi jego samego i jego otoczenia. Jak choćby o nieprzyzwoitości śmiechu kobiet.

 

Na nowa siłę wyrasta Ludowa Partia Demokratyczna. Ugrupowania, które początkowo reprezentowało tylko mniejszość kurdyjską pociągnęło niezadowolonych z rządów Erdogana. Ugrupowanie, które stawia na obronę grup dyskryminowanych o włos przekroczyło bardzo wysoki, bo 10-procentowy próg wyborczy. Zdaniem analityków dobry wynik opozycji i straty partii rządzącej oznaczają, że wyborcy nie chcą zmian systemu.