USA wzmocnią iracką armię, ale zdaniem opozycji niedostatecznie

USA wzmocnią iracką armię, ale zdaniem opozycji niedostatecznie
EPA/BARAA KANAAN

Prezydent Barack Obama zatwierdził wysłanie do Iraku dodatkowych 450 żołnierzy (ponad 3100 jest już na miejscu) którzy mają doradzać siłom irackim i szkolić je w walce z dżihadystyczną organizacją Państwo Islamskie (IS). Jak poinformował Pentagon, celem tego posunięcia jest "pomoc siłom irackim w odbiciu Ramadi oraz korytarzu Faludży", który prowadzi do Bagdadu.

 

Żołnierze USA mają stacjonować w prowincji Anbar (zachodni Irak), około 40 km od Ramadi, gdzie mają otworzyć kolejny, piąty ośrodek szkoleniowy w al-Takkaddum na terenie bazy lotniczej, z której amerykańskie siły korzystały podczas wojny w Iraku w latach 2003-2011. Pentagon zapowiedział, że ośrodek będzie w pełni operacyjny za "6-8 tygodni".

 

Wśród wysłanych żołnierzy będzie około 100 doradców i instruktorów, resztę mają stanowić logistycy i personel bezpieczeństwa. Nie będą uczestniczyli w walkach, ale ich obecność ma pomóc koordynację działań z koalicją pod przewodnictwem USA przeprowadzającą bombardowania z powietrza. Chodzi o to - jak wyjaśnili przedstawiciele rządu USA - by zredukować czas oczekiwania na wsparcie z powietrza, o które występują siły lądowe. Po zdobyciu przez Państwo Islamskie Ramadi, Pentagon tłumaczył, że dowództwo irackie zdecydowało się opuścić to miasto z obawy, że nie otrzyma wsparcia lotniczego koalicji z powodu problemów komunikacyjnych wewnątrz irackiej armii.

 

Drugim celem ma być nawiązywanie kontaktów z sunnickimi plemionami, tak aby włączyć je do walki z dżihadystami. Jak tłumaczył rzecznik Pentagonu chodzi o ułatwienie kontaktów między sunnickimi milicjami a irackim rządem, zdominowanym przez szyitów. Celem jest, aby jak największą liczba sunnickich milicji została włączona do regularnego wojska irackiego walczącego z IS.

 

Biały Dom podkreślił w opublikowanym komunikacie, że decyzja o wysłaniu dodatkowych żołnierzy, podjęta przez Obamę na prośbę premiera Iraku Hajdera al-Abadiego i po konsultacjach z Pentagonem, nie stanowi zmiany w dotychczasowej strategii USA, lecz odpowiada na potrzebę większego zaangażowania sunnitów w walkę przeciw dżihadystom.

 

Komentatorzy przyznają jednak, że otwartą kwestią pozostaje to, czy zdominowany przez szyitów rząd iracki w końcu wywiąże się z obietnicy rekrutowania bojowników spośród sunnickich milicji, w celu wyparcia IS z Ramadi i pobliskiej Faludży. Dotychczas irackie władze wolały kierować większość wyszkolonych przez Amerykanów sił do zabezpieczenia Bagdadu.

 

Przewodniczący Izby Reprezentantów, republikanin John Boehner, określił decyzję Obamy jako "krok w dobrym kierunku". Dodał jednak, że Obama wciąż nie ma dalekosiężnej strategii jak pokonać IS.

 

Krytyki nie szczędził natomiast prezydentowi republikański “jastrząb”, przewodniczący senackiej komisji sił zbrojnych senator John McCain. Oskarżył Obamę o brak zdecydowania i uciekanie się do półśrodków, które - jak tłumaczył - przypominają mu fatalne błędy popełnione przez USA podczas wojny w Wietnamie, w której brał udział.

 

Zauważył on, że obecnie aż trzy czwarte misji samolotów wykonujących naloty w ramach prowadzonej przez USA kampanii powietrznej, wraca do baz bez zrzucenia bomby "gdyż nie mamy nikogo w trenie, by zidentyfikować cele".

 

Także Fred Kagan, ekspert ds. bezpieczeństwa z American Enterprise Institute, uważanego za zaplecze Republikanów, ocenił, że decyzja Obamy jest "śmieszna" i najprawdopodobniej nie doprowadzi do żadnej prawdziwej zmiany.

 

Cytowany przez portal "Politico" Kagan powiedział, że amerykańscy żołnierze powinni wesprzeć Irakijczyków w zadaniach zwiadowczych, tak by poprawić skuteczność kampanii powietrznej. Jego zdaniem prezydent Obama wciąż nie zrozumiał, że sytuacja w Iraku "kompletnie zmieniła się od czasu, gdy objął urząd". Ocenił, że Irakijczycy potrzebują w walce z IS "znacznie więcej pomocy" niż USA im obecnie zapewnia.

 

Fakt, że głównym celem strategii USA jest obecnie odbicie Ramadi, oznacza, że traktowane dotychczas jako priorytetowe zadanie wyzwolenia Mosulu, drugiego co do wielkości miasta Iraku, zostanie wykonane później, być może dopiero w 2016 r. - zauważył dziennik "New York Times".

 

W Iraku przebywa obecnie ok. 3100 amerykańskich żołnierzy, którzy pełnią role wspierające. Siły irackie są szkolone przez Amerykanów w czterech ośrodkach - dwóch pod Bagdadem oraz po jednej w prowincji Anbar i pod Irbilem, na północy kraju. W pobliżu Bagdadu znajduje się również baza szkoleniowa sił specjalnych.

 

(PAP)