Homoseksualiści chcą drugiej Irlandii. Parada Równości przeszła ulicami stolicy

- Myślę, że Irlandia powinna być przykładem dla Polski - powiedział jeden z uczestników tegorocznej parady. Takich głosów można było tu usłyszeć wiele. Bo właśnie w katolickiej Irlandii wprowadzono to, czego od lat nie udało się wprowadzić w Polsce. - Jesteśmy za tym, aby osoby tej samej płci tak samo jak w Irlandii mogły zabierać związki partnerskie - powiedział Michał Bielecki 

 
W Irlandii geje i lesbijki nie czekali na działania polityków. Przeprowadzili referendum, gdzie większość społeczeństwa opowiedziała się za związkami partnerskimi. Uczestnicy warszawskiej parady marzą o podobnym referendum w naszym kraju. - W przypadku związków partnerskich myślę, że by się udało. W przypadku małżeństw jednopłciowych to byłby ciężki orzech do zgryzienia, ale powinno coś takiego być - powiedział Bartłomiej Krasucki, uczestnik parady.
 
Ale środowisko gejowskie w tej sprawie jest podzielone. Nie brakuje też przeciwników referendum. - Jakbyśmy mieli głosować czy ktoś powinien czy nie powinien głosować.  To są rzeczy, nad którymi nie powinno się dyskutować one powinny być - przyznał Dawid.
 
Zwolennicy referendum mogą liczyć na pomoc Sojuszu Lewicy Demokratycznej. - Poprośmy prezydenta odchodzącego, aby do referendum które będzie się odbywało 6 września dopisał jeszcze jedno pytanie: czy Polacy chcą związków partnerskich - powiedział Wincenty Elsner z SLD.
 
Na jednym z portali społecznościowych pojawiają się nawet profile do tego zachęcające. Najpopularniejszy polubiło ponad 20 tysięcy osób. Ale skręcająca w prawo Platforma raczej na to nie pójdzie. Mniejszości seksualne muszą same zebrać podpisy. - Jeżeli będzie milion podpisów to w zgodzie z moimi przekonaniami. W zgodzie z zapowiedziami prezydenta elekta, to takie referendum powinno się odbyć - przyznał Jarosław Gowin z Polski Razem.
 
Andrzej Duda proponował w kampanii, aby wszystkie wnioski o referendum podpisane przez milion obywateli zmuszało polityków do jego przeprowadzenia. Później zapowiedział, że spotka się z osobami o innych poglądach. Także gejami. Niektórzy z nich zresztą  poparli go w kampanii.
 
Ale na referendum w sprawie związków partnerskich musiałby się zgodzić nowy Sejm, który będzie prawdopodobnie zdominowany przez PiS i inne partie prawicowe. - To jest akcja garstki ludzi. A Prawo i Sprawiedliwość zgodnie z konstytucją Rzeczypospolitej opowiada się za tym, żeby małżeństwo było związkiem kobiety i mężczyzny - powiedział Mariusz Błaszczak z PiS.
 
Zmusić PiS do poparcia takiego wniosku mogłoby tylko jedno. - Żeby milion podpisów pod wnioskiem referendum był wiążącym dla Sejmu, to musi być zmiana konstytucji przeprowadzona wcześniej - dodał Jarosław Kalinowski z PSL.
 
To bardzo mało prawdopodobne. Mało realna jest też przekraczająca 50 procent frekwencja podczas ewentualnego referendum o związkach partnerskich. Problem nie dotyczy bowiem wszystkich Polaków. Dla tych ludzi to nie ma znaczenia. Na ustawę czekają od lat i każdy sposób, aby przypomnieć postulaty jest dobry.