WikiLeaks uderza w Arabię Saudyjską - ujawnią pół miliona dokumentów

WikiLeaks uderza w Arabię Saudyjską - ujawnią pół miliona dokumentów
fot. David Shankbone CC BY 3.0

Jak podkreśla Associated Pres, dokumenty te dają niezwykły wgląd w codzienność saudyjskiej dyplomacji, ujawniają rozrzutność członków saudyjskiej rodziny królewskiej, rzucają światło na polityczne intrygi na Bliskim Wschodzie.

 

Wiele z ujawnionych dokumentów pokazuje, jak uważnie sunnicka Arabia Saudyjska stara się śledzić aktywność szyickiego Iranu. Widać też starania o szkodzenie interesom Teheranu. Są depesze dyplomatyczne z sugestiami, jak ujawniać niepokoje społeczne w Iranie za pośrednictwem Facebooka, czy Twittera. Jedna z depesz sugeruje też zachęcanie irańskich opozycjonistów za granicą do pokazywania w galeriach zdjęć dokumentujących "torturowanie narodu przez reżim irański".

 

W depeszy z 2012 roku Zjednoczone Emiraty Arabskie oskarża się o pomaganie Rosji i Iranowi w obchodzeniu sankcji międzynarodowych.

 

Agencja AP zwraca też uwagę na depeszę, wedlug której państwa arabskie nad Zatoką Perską były gotowe zapłacić 10 mld dolarów, by zapewnić bezpieczeństwo obalonemu dyktatorowi Egiptu Hosniemu Mubarakowi. W tej depeszy oznaczonej jako ściśle tajna cytowany jest niewymieniony z nazwiska przedstawiciel egipskich władz, który miał powiedzieć, że Bractwo Muzułmańskie zgodziłoby się zwolnić Mubaraka w zamian za gotówkę, "ponieważ naród egipski nie skorzysta na trzymaniu go w więzieniu".

 

Nie wiadomo, czy koncepcja zapewnienia wolności Mubarakowi kiedykolwiek przybrała bardziej konkretną formę. Na depeszy widnieje odręczny dopisek "to nie jest dobry pomysł".

Wśród wielu ujawnionych już przez WikiLeaks dokumentów Associated Press natrafiła na żądanie zapłaty 1,5 mln franków szwajcarskich za hotel i luksusową limuzynę. Z depesz wynika, że jedna z saudyjskich księżnych opuściła w 2009 roku Genewę, nie płacąc rachunków - uznała je za zbyt wysokie i poleciła saudyjskim dyplomatom zajęcie się negocjacjami w sprawie płatności.

 

Strona szwajcarska potwierdziła, że zaistniała taka sytuacja, ostateczny rachunek był "znacznie wyższy" niż 1,5 mln franków i że został w całości uregulowany.

Arabia Saudyjska wezwała w sobotę swych obywateli, by nie rozpowszechniali "dokumentów, które mogą być fałszywe", co - jak pisze Reuters - jest najwyraźniej reakcją na przeciek WikiLeaks. Saudyjskie MSZ przestrzegło na Twitterze przed zaglądaniem na strony internetowe "z zamiarem pozyskania dokumentów, czy informacji, które mogą być nieprawdziwe i mają na celu wyrządzenie krajowi szkody.

 

Demaskatorski portal nie ujawnił, w jaki sposób wszedł w posiadanie saudyjskich dokumentów dyplomatycznych. W oświadczeniu dla prasy zwrócono jednak uwagę na przyznanie przez Rijad w maju, że włamano się do saudyjskich sieci komputerowych. Do tamtego ataku przyznało się ugrupowanie pod nazwą Jemeńska armia cybernetyczna. (PAP)