Platforma przechodzi do ataku i uderza w PiS

Chyba nie o taki punkt zwrotny chodziło wyborcom Platformy Obywatelskiej. Przed konwencją wyborczą władze PO zapowiadały zmiany. Tymczasem z mównicy nie padły żadne konkrety. Nie brakowało za to ostrych słów pod adresem politycznych oponentów. - Wzywam pana panie prezesie do debaty jako szefa opozycji bo chce rozmawiać o zmianach dla Polski. No chyba, że Pan abdykował! - mówiła Ewa Kopacz.

 

Politycy i sympatycy PiS twierdzą, że Platforma próbuje rozpaczliwie ratować się przed nieuchronną klęską. - Treść tego wystąpienia opierała się na zaczepkach, ataku wobec PiS, retoryce wojennej, pokazywaniu że ta kampania będzie się opierała wyłącznie na takiej przepychance słownej - oceniał Jacek Sasin z PiS. - Zostało im tylko straszenie i to jest żałosne, wydaje mi się, że to ich jeszcze bardziej pogrąża - dodał Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.

 

A to nie pierwszy raz, kiedy w ostatnich dniach politycy Platformy nie przebierają w słowach. W piątek Joanna Mucha kpiła z Beaty Szydło na antenie Telewizji Polskiej. - Niestety jest osobą bardzo mało kompetentną. Wykształcenie? Ona jest etnolożką, która zajmowała się w muzeum, w którym pracowała, organizowaniem szopek bożonarodzeniowych - mówiła Mucha.

 

Platforma broni się i tłumaczy, że rzetelna kampania wymaga punktowania wad przeciwnika. - O Prawie i Sprawiedliwości były dwa czy trzy ostatnie zdanie, trudno żebyśmy ignorowali takiego przeciwnika - mówiła Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO.

 
Jednak zdaniem ekspertów, wchodzenie w stare buty po Jarosławie Kaczyńskim, znanym swego czasu z agresywnych wystąpień, nie wróży Platformie niczego dobrego. - Premier Ewa Kopacz musi grać na 2 fortepianach. I to jest takie odwoływanie się do starego elektoratu Platformy, porównywanie PO z PiSem, wtedy jest taki dysonans z tym elektoratem świeżości, odnowienia, a gdy mamy dysonans - niewiele z tego wychodzi - ocenił ekspert ds. wizerunku dr Norbert Maliszewski.