Korwin-Mikke oskarżony ws. spoliczkowania Boniego

Korwin-Mikke oskarżony ws. spoliczkowania Boniego
fot. PAP
Naruszenie nietykalności cielesnej, czyli czyn o który oskarżony jest Korwin-Mikke, zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do trzech lat.
 
Jak poinformował prokurator Nowak, akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Oskarżenie Korwin-Mikkego było możliwe, bo 19 maja na wniosek prokuratury Parlament Europejski wyraził zgodę na pociągnięcie europosła do odpowiedzialności karnej, uchylając mu immunitet. Korwin-Mikke mówił wtedy PAP, że sam głosował za uchyleniem immunitetu, ponieważ chce z zainteresowaniem śledzić, jak prokuratura będzie zajmowała się tą sprawą. On sam uznaje ją za honorową. Pytany, czy nie żałuje swojego czynu, odparł: Ależ skąd! Po raz drugi bym mu dołożył.
 
18 czerwca Korwin-Mikke został wezwany na przesłuchanie w charakterze podejrzanego i usłyszał zarzut. Nie przyznał się do winy. - Podejrzany wyjaśnił, iż w jego przekonaniu spoliczkowanie nie jest przestępstwem, a jedynie czynnością dehonorującą człowieka - poinformował w poniedziałek prok. Nowak.
 
Chodzi o zdarzenie z 11 lipca 2014 r., do którego doszło podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Zawiadomienie w tej sprawie złożyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego i w grudniu ubiegłego roku wystąpiła o uchylenie immunitetu Korwin-Mikkemu.
 
Według art. 222 par. 1 Kodeksu karnego, kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech.
 
Korwin-Mikke mówił po incydencie, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał. - Kiedy w czasie debaty w sprawie ustawy lustracyjnej Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - mówił Korwin-Mikke.
 
31 października 2007 r. Michał Boni, który otrzymał propozycję wejścia do rządu Donalda Tuska, poinformował, że podpisał pod wpływem szantażu w 1985 r. deklarację współpracy z SB, choć samej współpracy nigdy nie podjął.
 
Po incydencie na spotkaniu Boni napisał na Twitterze: Powiedziałem "dzień dobry" posłowi Korwin-Mikkemu, uderzył mnie w twarz. To nie jest normalne!. Zaznaczył też, że za różne rzeczy już przepraszał. - Z pokorą przyjmuję ataki! Ale jest granica! - podkreślił.
 
Jak wyjaśniał niejednokrotnie prok. Nowak, z materiału dowodowego wynika, iż do inkryminowanego czynu doszło podczas oficjalnego spotkania polskich posłów do PE, a cel spotkania pozostawał w bezpośrednim związku ze sprawowaniem mandatu. Prokuratura uznała więc, że do naruszenia nietykalności doszło więc podczas pełnienia obowiązków służbowych przez pokrzywdzonego.
(PAP)