Miller: Inicjatywa Biało-Czerwoni to działanie dzielące lewicę

Miller: Inicjatywa Biało-Czerwoni to działanie dzielące lewicę
fot. PAP

Napieralski, który ostatnio opuścił szeregi SLD oraz Andrzej Rozenek do niedawna polityk Twojego Ruchu, ogłosili, że powołują do życia nową formację polityczną pod nazwą Biało-Czerwoni.

 

Leszek Miller proszony na poniedziałkowej konferencji prasowej w Gdańsku o komentarz do tej inicjatywy stwierdził: Kilka lat temu Aleksander Kwaśniewski powiedział: "nie idźcie tą drogą". Dedykuję słowa klasyka zarówno panu Rozenkowi, jak i panu Napieralskiemu. - Jesteśmy w sytuacji prób porozumienia różnych ugrupowań lewicowych pod patronatem OPZZ. Trwają prace i programowe, i organizacyjne. Polska lewica próbuje się łączyć, a nie dzielić. Inicjatywa pana Rozenka i pana Napieralskiego jest działaniem odwrotnym: działaniem nie łączącym, a dzielącym. Z tego punktu widzenia musimy odnieść się do tego krytycznie – podkreślił Miller.

 

Jak dodał, z jednej strony trwa proces kooperacji, nawiązywania rozmaitych więzi, a z drugiej strony pojawia się kolejny podmiot, który jakby stoi na zewnątrz tego jakże korzystnego procesu.

 

Informując o powstaniu nowej formacji, Rozenek mówił, że to co proponujemy jest skierowane absolutnie do każdego. - Jak jest program dla wszystkich, to znaczy absolutnie dla nikogo – skwitował Miller.

 

Do nowej inicjatywy odniósł się także na briefingu w Łodzi rzecznik SLD Dariusz Joński. - Szkoda, że Grzegorz Napieralski, który prosił sąd partyjny jeszcze w zeszłym tygodniu, żeby zostać w Sojusz, mówił, że będzie budował wspólną lewicę, gdzieś już po cichu od paru tygodni budował inną formację - podkreślił Joński. - Jego sprawa, jego wybór, my wiemy co robić. Budujemy szerokie porozumienie na lewicy. Po raz pierwszy chyba jest na to ogromna szansa, bo wszystkie organizacje, stowarzyszenia, ludzie lewicy się spotkali w jednym miejscu. Żałuję, że dwóch z nich nie potrafi tego zrozumieć. Ale chcą budować, niech budują, my robimy swoje i budujemy porozumienie - dodał rzecznik Sojuszu.

 

- Jeśli w takim momencie, kiedy wszyscy się spotykają w OPZZ - i są to też ludzie, którzy czasami od wielu lat ze sobą nie rozmawiali - oni zakładają inną formację, to albo tego nie rozumieją, w jakiej są sytuacji, albo specjalnie to robią, żeby zwrócić na siebie uwagę i żeby przyjść za parę tygodni i powiedzieć, że są w stanie dopisać się do tego porozumienia - zaznaczył Joński. Według niego tak nie powinno się robić. - To jest nie fair wobec tych wszystkich koleżanek i kolegów, którzy ciężko pracują, żeby to porozumienie budować - dodał.

 

- Nie wiem, dlaczego próbują rozbijać lewicę, ale nie tacy już próbowali. Chcą, niech spróbują sił. Znam życie, jestem już 14 lat w jednej formacji, wszyscy, którzy wychodzili, później wracali. Szkoda, że nie mogą tego zrozumieć na cztery miesiące przed wyborami - podkreślił Joński. Miller na konferencji prasowej w Gdańsku był też pytany o planowane na wtorek wyjazdowe posiedzenie rządu, które ma się odbyć na Śląsku. Jego zdaniem to część kampanii wyborczej. - To manewr z obszaru PR-u. To sygnał, że rząd bardzo przejmuje się sytuacją na Śląsku i Zagłębiu i interwencja pani premier nie wystarczy, tylko potrzeba wyjazdowego posiedzenia całego rządu. To jest też odpowiedź na pytanie, w jakim stanie znajduje się Śląsk i Zagłębie, skoro cały rząd musi ten region ratować – powiedział Miller.

 

Pytany, jakie mogą nastąpić w Polsce po wyborach parlamentarnych, mówił: To będzie pierwsza od lat kampania, której wyniku nie będzie można do końca przewidzieć. Jest zbyt wiele zmiennych i zbyt wiele nowych okoliczności, które będą powodować trudności w oszacowaniu końcowego rezultatu.

 

Miller nie sądzi, aby ruch Pawła Kukiza „otrzymał tak dobry wynik, jak on sam w wyborach prezydenckich”. - Nie jest prawdziwa teza, że wszyscy wyborcy Pawła Kukiza, którzy oddali na niego głos jako na kandydata na prezydenta, będą teraz głosować w wyborach parlamentarnych w takim samym procencie – ocenił.

 

Szef SLD przypomniał też, że SLD jest zdecydowanie przeciwko jednomandatowym okręgom wyborczym. - Nie chodzi tu tylko o ordynację wyborczą, ale też o model państwa, który z tego wynika: model państwa, w którym silny staje się jeszcze silniejszy, a słaby staje się jeszcze słabszy – podkreślił.

 

Zauważył, że zaplanowane na 6 września referendum w sprawie JOW-ów będzie kosztowało ponad 100 mln zł. - To jest poważna kwota, która mogłaby być przeznaczona na ważne cele bytowe i społeczne – podkreślił Miller. Przypomniał też, że SLD w najbliższym czasie będzie prowadził akcję, która ma przekonać Polaków, by nie godzili się w referendum na wprowadzanie JOW-ów.

 

Miller był też pytany o pomysł kandydatki PiS na premiera Beaty Szydło, aby wrześniowe referendum rozszerzyć o kolejne pytania dotyczące: obniżenia wieku emerytalnego, obowiązku szkolnego 6-latków oraz przyszłości Lasów Państwowych. - To są sensowne pytania – uważa szef Sojuszu. Przypomniał, że SLD zbierał podpisy pod referendum ws. wieku emerytalnego, starał się także o referendum ws. sześciolatków. - Takie pytania są właściwe i ważne, ale - z powodów konstytucyjnych - nie sądzę, aby można było dodać tego rodzaju pytania do tych, które zostały już przez pana prezydenta i Senat ogłoszone – powiedział Miller. Dodał, że wprowadzenie nowych pytań wymagałoby powtórzenia całej procedury formalnej związanej z referendum.

 

Miller zapowiedział, że po jesiennych wyborach parlamentarnych chciałby podjąć bardzo energiczne działania zmierzające do tego, by przywrócić do Gdyni dowództwo Marynarki Wojennej, które przeniesione niedawno do stolicy.

(PAP)