NIK ostrzega. Gangi mogą przejmować znaczne ilości ładunków wybuchowych

NIK wskazuje też, że urzędnicy MSW w różny sposób traktowali przedsiębiorców, którzy na czas nie zawiadomili organu koncesyjnego o rozpoczęciu działalności gospodarczej lub o zmianach danych zawartych we wniosku o wydanie koncesji, w sprawach dot. materiałów wybuchowych.

 

Izba skierowała w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, gdyż jej zdaniem dowolność postępowania pracowników MSW może świadczyć o "występowania mechanizmów korupcjogennych". Rzecznik NIK Paweł Biedziak poinformował PAP, że trwa śledztwo w tej sprawie.

 

Z raportu NIK wynika m.in., że urzędnicy nierzetelnie prowadzą postępowania, na podstawie których przedsiębiorcy wytwarzają, handlują i przechowują materiały wybuchowe. - Urzędnicy nie wdrożyli na czas unijnych przepisów, uruchamiających elektroniczny system monitorowania. Zaniedbali również obowiązek szczegółowego wytyczania tras dla transportów i w efekcie samochody z niebezpiecznymi ładunkami mogły przejeżdżać np. przez centra miast - podkreślił Biedziak.

 

Według kontrolerów obowiązujące przepisy prawne utrudniają też wykorzystanie w tych postępowaniach związanych z wytwarzaniem i handlem materiałami wybuchowymi, wiedzy operacyjnej policji i służb specjalnych. Służby nie mogą też - według kontrolerów - skutecznie śledzić materiałów wybuchowych.

 

Dodatkowo informacje operacyjne o zainteresowaniu daną osobą (która pojawia się w takiej sprawie - PAP) nie mogą zostać ujawnione w postępowaniu administracyjnym, więc - co za tym idzie - nie mogą też, jak wskazuje NIK, zostać wykorzystane jako uzasadnienie negatywnej opinii przy wydawaniu koncesji lub pozwolenia.

 

Urzędnicy z kolei - wynika z raportu - nie mogą wydać decyzji odmownej bez jej uzasadnienia. W efekcie wydawane są decyzje pozytywne, w zgodzie z obowiązującym prawem, ale również ze świadomością, że niektóre mogą powodować wzrost zagrożenia bezpieczeństwa państwa i obywateli. - Rocznie policja i ABW notują kilkadziesiąt zdarzeń przestępczych z wykorzystaniem materiałów wybuchowych. Część z nich wytwarzana jest nielegalnie, cześć pochodzi z niewybuchów lub niewypałów, a część z kradzieży legalnie wprowadzonych do obrotu materiałów wybuchowych wojskowych lub tych przeznaczonych do użytku cywilnego. W tym ostatnim przypadku kluczowe znaczenie ma sprawnie funkcjonujący system zapobiegający przedostawaniu się materiałów w ręce osób nieuprawnionych. Obecnie w Polsce dużo łatwiej legalnie kupić dowolną ilość materiałów wybuchowych, niż dostać pozwolenie na broń - wynika z kontroli Izby.

 

Kontrolerzy zwracają uwagę też na to, że wszystkie upoważnione instytucje nierzetelnie prowadziły postępowania w sprawie wydawania koncesji i pozwoleń uprawniających do dostępu do materiałów wybuchowych (także do użytku cywilnego). - Urzędnicy ograniczali się wyłącznie do sprawdzenia kompletności wniosków, rezygnując z badania prawdziwości dołączanych oświadczeń - np. o braku wpisu w rejestrze dłużników niewypłacalnych KRS. Nie sprawdzano też, czy istnieją przesłanki uzasadniające wydanie decyzji odmownych, ani nie analizowano ewentualnych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa i obywateli, płynących z działalności planowanej przez wnioskodawców - zaznaczył Biedziak.

 

Jak dodał nieprawidłowości takie stwierdzono w dokumentach dotyczących: udzielania przez Ministra Spraw Wewnętrznych koncesji na wytwarzanie i/lub obrót materiałami wybuchowymi, wydawania przez Ministra Gospodarki zgody na przemieszczanie materiałów wybuchowych do użytku cywilnego oraz udzielania przez wojewodów i dyrektorów Okręgowych Urzędów Górniczych pozwoleń na nabywanie, przechowywanie i używanie materiałów do użytku cywilnego. - W ocenie NIK takie działania nie zapewniają bezpieczeństwa państwa i obywateli oraz nie gwarantują, że dostęp do materiałów wybuchowych uzyskają wyłącznie podmioty i osoby, dla których jedynym celem jest prowadzenie legalnej działalności gospodarczej - podkreśla rzecznik Izby.

 

Kolejny zarzut kontrolerów dotyczy kontroli prowadzonych przez MSW i Ministerstwo Gospodarki. Według NIK oba resorty niemal w ogóle nie kontrolowały firm działających na rynku materiałów wybuchowych. - W 2013 roku wytwarzaniem i obrotem materiałami wybuchowymi zajmowało się 27 firm, a 141 samym obrotem. W tym samym roku urzędnicy z MSW przeprowadzili tylko jedną z dwóch w ogóle zaplanowanych kontroli, a urzędnicy Ministerstwa Gospodarki ani jednej, która dotyczyłaby przechowywania i ewidencjonowania materiałów wybuchowych. W 2014 r. było niewiele lepiej – MSW przeprowadziło trzy, a Ministerstwo Gospodarki dwie kontrole. NIK zauważa też, że żaden z urzędników przeprowadzających takie kontrole nie przeszedł przeszkolenia w zakresie wytwarzania i obrotu materiałami wybuchowymi - dodał Biedziak.

 

Kontrolerzy zwracają też uwagę, że w przypadku sytuacji nadzwyczajnych - np. kradzieży materiałów wybuchowych policja nie potrafi szybko określić grona osób mających do nich dostęp. - Komendy wojewódzkie nie mają bowiem rejestru informatycznego podmiotów i osób, które prowadzą działalność związaną z materiałami wybuchowymi lub występowały o wydanie takiego pozwolenia – który umożliwiałby takie wyszukanie - zaznaczył Biedziak.

 

Z raportu wynika, że poszczególni komendanci wojewódzcy otrzymują od Ministra Spraw Wewnętrznych, wojewodów i dyrektorów Okręgowych Urzędów Górniczych kopie wydanych koncesji i pozwoleń. - Gromadzone są one w aktach prowadzonych odrębnie dla każdej firmy. Dostęp do nich mają wyłącznie pracownicy wydziału postępowań administracyjnych komend wojewódzkich, a odnalezienie danych dotyczących poszczególnych osób wymaga ręcznego przeszukania nieokreślonej liczby teczek poszczególnych spraw. Brak jednego, zbiorczego rejestru powoduje, że pracownicy komend nie mogą szybko odnaleźć potrzebnych informacji, ani stwierdzić, czy posiadane przez nich dane są aktualne i kompletne - zaznaczają kontrolerzy NIK.

(PAP)