Kiełbasa wyborcza to przeżytek. Kopacz i Biedroń proponują... lody

- Jak pan prezydent Biedroń proponuje mi loda w Słupsku, to ja wolę wuzetkę w Poznaniu, kremówkę we Wrocławiu. Gdziekolwiek, ale nie loda w Słupsku - powiedział Ryszard Czarnecki z PiS.
 
Ale polityczną modę na lody zapoczątkowała premier Ewa Kopacz podczas wizyty na warszawskiej plaży. Śmiech jednego ze świadków nietypowej propozycji wyraźnie oburzył panią premier. Nie wiadomo, czy zajrzała potem do internetu. Jeśli tak się stało, to spotkała ją niespodzianka. W sieci pojawiły się bowiem tysiące prześmiewczych artykułów i komentarzy na temat zdarzenia.
 
- Każdy ma na myśli to o czym sam myśli i to świadczy też o osobach, które takie komentarze wygłaszają - powiedział Marcin Święcicki z PO. - Jeśli pani premier chce rysować obraz swoich wyjazdów na bazie kotletów i lodów, to życzę jej powodzenia. A z drugiej strony jestem też ciekaw, dlaczego pan minister Halicki nie przyjął tego loda - zastanawiał Dariusz Joński, polityk SLD.
 
 
Nic bardziej mylnego. Minister Halicki kilka chwil po propozycji podążał za panią premier z lodem. Jednak zdaniem Prawa i Sprawiedliwości cała ta ustawka ośmiesza stanowisko prezesa rady ministrów. - Pani Ewa Kopacz jest mistrzem jeżeli chodzi o wpadki. Uczyła się od Bronisława Komorowskiego, ale widać, że czasem uczeń może przerosnąć mistrza - powiedział Bartosz Kownacki.
 
Bo odchodzący prezydent też był wyśmiewany przez źle kojarzące się wypowiedzi. - Niefortunne zachowanie może przykryć starania całego sztabu - powiedział Tomasz Kalita z SLD. Ironiczny śmiech to w polityce broń masowego rażenia, ale broń obosieczna na miarę własnego zepsucia. - Takie skojarzenia świadczą o osobach, które mają takie skojarzenia co mają w głowie - dodał Święcicki.
 
Podczas podsłuchanej rozmowy Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego ten pierwszy miał mówić o robieniu Amerykanom laski. Przyjaciele ówczesnego ministra spraw zagranicznych długo przekonywali, że Sikorski miał na myśli łaskę, a nie laskę.