Grecja podzielona przed referendum

Jeśli głosujący powiedzą "tak", może to otworzyć drogę do negocjacji nad nowym programem pomocowym. Głosowanie na "nie" oznaczać będzie odrzucenie przyjęcia pomocy finansowej na warunkach wierzycieli. Rządowa kampania jednoznacznie wzywa do głosowania przeciwko. Premier Grecji Aleksis Cipras wzywał Greków, by wybrali odpowiedź negatywną, twierdząc, że wzmocni to pozycję negocjacyjną Aten, choć przedstawiciele Unii przestrzegają, że będzie inaczej. Greckie władze przekonują, że odrzucenie warunków kredytodawców w referendum nie będzie oznaczało wyjścia Grecji ze strefy euro.

 

Minister finansów Janis Warufakis zapowiadał, że jeśli w referendum Grecy przyjmą propozycję międzynarodowych wierzycieli, możliwa jest dymisja rządu.

 

Lokale wyborcze będą czynne od godz. 7 czasu lokalnego (godz. 6 w Polsce) do godz. 19 (godz. 18 w Polsce). Pierwsze wyniki są oczekiwane godzinę lub dwie po zamknięciu lokali. Próg frekwencji, aby referendum było ważne, ustalono na co najmniej 40 proc. wyborców. Jednak ze względu na krótki czas między ogłoszeniem referendum a jego przeprowadzeniem wielu greckich wyborców za granicą nie będzie mogło zagłosować.

 

Wśród międzynarodowych komentatorów kontrowersje wzbudziło już brzmienie pytania, na które mają odpowiedzieć Grecy, a także nietypowy układ karty do głosowania: odpowiedź "nie" została umieszczona jako pierwsza, a "tak" dopiero jako druga, poniżej. Pytanie, które przekazały światowe media, brzmi natomiast: "Czy powinien zostać przyjęty plan porozumienia, który został przedłożony przez Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy na posiedzeniu eurogrupy 25 czerwca 2015 roku i który składa się z dwóch części, stanowiących ich wspólną propozycję?". W formularzu przywołane zostały także tytuły obu części.

 

Sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland oceniał w środę, że planowane referendum nie spełnia standardów międzynarodowych, głównie ze względu na ogłoszenie go ze zbyt krótkim, zaledwie tygodniowym, wyprzedzeniem.

 

Ateny były pod kroplówką finansową strefy euro i MFW od 2010 roku. Otrzymały blisko 240 mld euro z dwóch programów pomocowych. Greckie banki są zasilane dzięki Europejskiemu Bankowi Centralnemu i jego pożyczkom ratunkowym, przekazywanym za pośrednictwem greckiego banku centralnego (tzw. ELA - emergency liquidity assistance).

 

Międzynarodowe wsparcie pozwoliło greckiemu państwu na obsługę zadłużenia i wywiązywanie się z wewnętrznych zobowiązań, jednak społeczeństwo poniosło ogromne koszty narzuconych przez wierzycieli cięć i reform. W styczniu 2015 roku lewicowa Syriza pod przywództwem Ciprasa wygrała wybory w Grecji, obiecując koniec zaciskania pasa i renegocjację warunków międzynarodowej pomocy finansowej.

 

Trwające cztery miesiące negocjacje z pożyczkodawcami zakończyły się jednak fiaskiem. Mimo prób porozumienia w ostatniej chwili i greckiej prośby o nowe wsparcie, we wtorek o północy wygasł drugi program pomocowy dla Grecji, która straciła ostatnią ratę wsparcia w wysokości 7,2 mld euro. Tego samego dnia upłynął termin spłaty części należności wobec MFW w wysokości 1,55 mld euro. Grecja jest pierwszym w historii krajem o rozwiniętej gospodarce, który zalega ze spłatą do Funduszu, co w praktyce uważane jest za niewypłacalność.

 

Jeśli w niedzielę zwycięży obóz "tak" możliwe jest rozpoczęcie negocjacji nad nowym programem pomocowym. Jak wyjaśnił pragnący zachować anonimowość unijny urzędnik, "czysto hipotetycznie" Grecja może się ubiegać o pomoc w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ang.ESM). Jednak warunkiem otrzymania pomocy byłoby porozumienie o przeprowadzeniu głębokich reform.

 

Taki scenariusz pozwoliłby Atenom na uregulowanie zaległości wobec MFW oraz oddalenie groźby bankructwa i opuszczenia strefy euro.

 

Z kolei wynik referendum na "nie" może oznaczać, że bez międzynarodowej pomocy w nadchodzących tygodniach Grecja będzie mieć trudności z obsługą długu z tytułu obligacji krótkoterminowych, zaś 20 lipca najpewniej nie zdoła spłacić części należności wobec EBC. Bank w każdej chwili może uznać greckie banki za zagrożone niewypłacalnością i odciąć wsparcie, przekazywane za pośrednictwem ELA. Sytuacja greckich banków pogorszyła się w ostatnich dniach ze względu na reakcje na kryzys klientów, którzy wypłacali ze swoich kont oszczędności wyprowadzając je za granicę. Od poniedziałku władze wprowadziły tymczasowe kontrole przepływu kapitału.

 

Zaległości wobec MFW mogą też skłonić innych wierzycieli Grecji, głównie strefę euro, do żądania wcześniejszej spłaty obligacji. Rządy krajów eurolandu deklarowały jednak, że nie wystąpią z takimi żądaniami.

 

Zdaniem niemieckiego ekonomisty, szefa Instytutu Ifo w Monachium Hansa-Wernera Sinna pozbawienie greckich banków finansowania w ramach ELA mogłoby w praktyce zapoczątkować proces wyjścia Grecji ze strefy euro. Wyjaśnia on, że nawet przy utrzymywaniu kontroli przepływu kapitału greckie banki nie byłyby w stanie udzielać rządowi kredytów, bo wydawane pieniądze i tak nie wracałyby do systemu bankowego, a zostałyby wyprowadzone z kraju oraz trafiłyby na sfinansowanie importu. W takiej sytuacji grecki rząd mógłby być zmuszony do wypłacania pensji urzędniczych i innych zobowiązań w postaci weksli, co byłoby pierwszym krokiem w kierunku wprowadzenia nowej greckiej waluty.

 

Unijne traktaty nie przewidują wprawdzie możliwości opuszczenia eurolandu; nie przewidują jednak także możliwości bailoutu, czyli ratowania przeżywającego trudności kraju strefy euro przez innych jej członków. Tymczasem od pięciu lat bailout jest faktem i to nie tylko w przypadku Grecji.

 

Przez pewien czas euro i nowa waluta musiałyby funkcjonować w Grecji równolegle, do czasu wydrukowania i wybicia odpowiedniej ilości nowych banknotów i monet. W ten sposób Grecja przestałaby być członkiem strefy euro.

 

(PAP)