Kolejny szczyt przywódców Unii. Co dalej z pomocą dla Grecji?

Po niedzielnym referendum, w którym zdecydowana większość Greków wypowiedziała się przeciw przyjęciu warunków pomocy mającej uratować ich kraj przed bankructwem, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zwołał na wtorkowy wieczór nadzwyczajny szczyt strefy euro.

 

Komentatorzy spodziewają się, że rząd w Atenach wystąpi na szczycie o nowy program pomocy finansowej oraz o restrukturyzację greckiego długu. Jednak wynik spotkania przywódców jest trudny do przewidzenia, bo wśród państw, które de facto złożyły się na wielomiliardowe pakiety ratunkowe dla Grecji nie ma jednomyślności co do tego, jak należy teraz postąpić.

 

Prezydent Francji Francois Hollande jeszcze w zeszłym tygodniu, przed niedzielnym referendum w Grecji, nalegał na zawarcie porozumienia z tym krajem. Francuski minister finansów Michel Sapin zasygnalizował w poniedziałek, że Paryż jest gotowy negocjować w sprawie złagodzenia ciężaru greckiego zadłużenia w nadchodzących latach.

 

Dużo twardszą linię prezentuje Berlin, który jest największym wierzycielem Grecji. Rzecznik gabinetu kanclerz Angeli Merkel, Steffen Seibert, oświadczył, że po zwycięstwie w referendum przeciwników programu pomocy, niemiecki rząd nie widzi obecnie warunków do podjęcia nowych negocjacji z władzami w Atenach.

 

Zastrzegł jednak, że ruch należy teraz do Greków i to od tego, jakie propozycje zostaną położone na stole, będzie zależało, jak potoczą się rozmowy.

 

Jeszcze w poniedziałek wieczorem w Paryżu ma dojść do spotkania prezydenta Francji i niemieckiej kanclerz. Po rozmowach poinformują oni o swoim stanowisku w sprawie Grecji.

 

Zaskakująco koncyliacyjną postawę przyjęła Hiszpania, której obecny prawicowo-konserwatywny rząd Mariano Rajoya obawia się rosnącego w siłę Podemosu, ugrupowania określanego mianem hiszpańskiej Syrizy.

 

Minister finansów Hiszpanii Luis de Guindos powiedział w poniedziałek, że "wszyscy" chcą, by Grecja pozostała częścią strefy euro, a jego kraj jest otwarty na negocjacje w sprawie nowego pakietu pomocowego dla Aten.

 

Z kolei minister finansów Finlandii Alexander Stubb napisał na blogu, że negocjacje mogą zostać wznowione, gdy grecki rząd będzie gotowy do współpracy i zobowiąże się do wprowadzenia reform koniecznych do spłaty zadłużenia.

 

Komisja Europejska, która namawiała do głosowania Greków na "tak", w poniedziałek zadeklarowała, że jest nadal gotowa "pracować z władzami greckimi", ale nie może negocjować nowego porozumienia bez mandatu od eurogrupy.

 

Ministrowie finansów państw strefy euro spotkają się we wtorek o godz. 13 w Brukseli, by przygotować wieczorny szczyt przywódców. Szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem powiedział dziennikarzom, że utrzymanie Grecji w tej grupie "jest wciąż ich (Greków) i moim celem". Zastrzegł jednak, że wynik greckiego referendum utrudnił rozmowy z kredytodawcami.

 

Eurogrupa ogłosiła, że czeka na nowe propozycje władz Grecji, co oznacza, że niewykluczone są dalsze negocjacje.

 

Wiceszef KE Valdis Dombrovskis podkreślił, że wynik referendum zwiększa przepaść pomiędzy Grecją a innymi państwami strefy euro. Przypomniał, że dotychczasowy pakiet pomocowy wygasł, a o ewentualnych negocjacjach nad kolejnym muszą zdecydować liderzy krajów strefy euro.

 

Rozmowy może ułatwić dymisja greckiego ministra finansów Grecji Janisa Warufakisa, który działał na swoich odpowiedników z innych państw strefy euro jak przysłowiowa płachta na byka.

 

Szef resortu finansów Belgii Johan Van Overtveldt powiedział w telewizji VTR w reakcji na dymisję Warufakisa, że sam skomplikował on sobie życie. "Nie było to miłe, gdy nazywał kolegów (z eurogrupy - PAP) terrorystami" - zaznaczył Overtveldt. Ustępujący minister finansów Grecji określał takim mianem kredytodawców. Sam Warufakis powiedział, że ma nadzieję, iż jego następcą zostanie główny negocjator greckiego rządu w rozmowach z wierzycielami Euklid Cakalotos.

 

W niedzielę przeciwko przyjęciu warunków zagranicznej pomocy mającej ratować Grecję przed bankructwem zagłosowało 61,31 proc. uczestników referendum. Warunki te, oznaczające dalsze oszczędności, poparło tylko 38,69 proc. głosujących.

 

Grecja była pod kroplówką finansową strefy euro i MFW od 2010 roku; otrzymała blisko 240 mld euro z dwóch programów pomocowych. Międzynarodowe wsparcie pozwoliło greckiemu państwu na obsługę zadłużenia i realizowanie wewnętrznych zobowiązań, jednak społeczeństwo poniosło ogromne koszty narzuconych przez wierzycieli oszczędności i reform.

 

(PAP)