Nielegalni przewoźnicy żerują na niewiedzy. Bez zezwoleń wożą pasażerów na Ukrainę

Naciągają pasażerów i przewożą na Ukrainę. Na Dworcu Zachodnim w Warszawie zaroiło się od nielegalnych przewoźników. - Oni w pełni na dziko łapią tych pasażerów bo nie dają nawet podstawowego biletu co stanowi umowę przewozową w myśl ustawy - powiedziała Oksana Sapeta, dyrektor administracyjny  Dworca Zachodniego.
 
Władze dworca są bezradne. bo parking to teren miasta i bezpłatnie może tu parkować każdy. Wielokrotnie przeprowadzano tu kontrole prywatnych przewoźników. Jednak Ukraińcom, nic udowodnić się nie da. - Pasażerowie twierdzili, że są kuzynami kierowców, znajomymi. Nie ma możliwości nałożyć jakiejkolwiek kary jeżeli pasażerowie i kierowcy zgodnie twierdzą, że jest to przewóz bezzarobkowy - powiedział Alvin Gajadhur, rzecznik Inspekcji Transportu Drogowego.
 
Nie wiadomo jednak, dlaczego kontrolowani pasażerowie nie przyznawali się do korzystania z ich usług. Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja niezarejestrowanych przewoźników. Kierowcy udają, że nikogo nie wożą, a na parkingu stoją w celach prywatnych. - Korzystanie z takich przewozów jest bardzo niebezpieczne, po pierwsze nie wiadomo. kto siedzi za kierownicą, czy to nie jest osoba np. karana lub poszukiwana listem gończym, nie wiadomo też w jakim stanie technicznym są te pojazdy - ostrzegał Gajadhur.
 
Ofiarą ukraińskich naciągaczy padła pani Ałła. - Pierwszy raz tam poszłam, bo myślałam, że jest taniej, ale wcale nie było, jak dowiedziałam się później w kasie ile ten bilet kosztuje. Było podejrzane, bo kierowcy niewyspani byli, wyglądali dziwnie i bałam się z takimi jechać - zdradziła w rozmowie z reporterką Superstacji.
 
 
Działania tzw "naganiaczy" powodują straty dla polskich przewoźników. - Oni w ostatniej chwili podchodzą do kas, do ich, jak to się mówi "rodaków" i po prostu na siłę ich odciągają - powiedział Zbigniew Gaca, kierowca autobusu Polonus Warszawa.
 
 
Ceny ukraińskich przewoźników są nawet trzykrotnie wyższe niż bilet polskimi autobusami. Nieświadomi pasażerowie dają się nabrać, niewiedząc, że bilet na Ukrainę na polskim dworcu kupią taniej. - Podejmiemy rozmowy z miastem stołecznym Warszawa o wydzierżawieniu terenu od miasta żeby móc nim zarządzać. Wtedy ustalilibyśmy po prostu swoje reguły tego parkingu - powiedziała Sapeta.
 
Na razie jedyną możliwością, by ostrzec przed tymi przewoźnikami, jest kampania informacyjna zarządców dworca.