Lewica się jednoczy. SLD i TR utworzyły wyborczą koalicję

Nie ma jeszcze decyzji, pod jaką nazwą koalicja wystartuje w wyborach. Liderzy TR powiedzieli, że będą rekomendować nazwę Zjednoczona Lewica. Miller pytany o nazwę komitetu koalicyjnego, odparł, że nie była ustalana i będzie przedmiotem dalszych negocjacji. Zaznaczył, że "obojętnie, jak ten komitet się będzie nazywał, to będzie oznaczało, że SLD dalej istnieje".

 

Miller przekonywał, że porozumienie koalicyjne ma wzmocnić siłę lewicy w Polsce. "Niezależnie od różnych zaszłości, od różnych zdarzeń, uważamy, że trzeba stawić czoło polskiej prawicy. I można to uczynić tym energiczniej i w sposób tym bardziej przekonujący, jeśli pójdziemy w formule koalicji różnych partii politycznych i podmiotów" - powiedział po posiedzeniu Rady Krajowej SLD. "My chcemy uzyskać znacznie więcej niż 8 proc. i wierzymy w to głęboko, że formuła zjednoczonej lewicy nam w tym pomoże" - mówił.

 

Współprzewodniczący Twojego Ruchu Janusz Palikot powiedział, że jego formacja opowiedziała się za "trudnym, ale jedynym ambitnym, mającym prawdziwy polityczny, społeczny sens rozwiązaniem - za koalicją Zjednoczonej Lewicy". Do innych formacji apelował o odwagę: "Pytanie do wszystkich pozostałych ludzi lewicy, centrolewicy czy liberalnej lewicy jest takie: czy walczymy o to, by mieć 7, 10 czy 12 stołków dla wybranych przedstawicieli lewicy, czyli startować samodzielnie jako SLD, Twój Ruch i inne organizacje, czy też walczymy o prawdziwą alternatywę dla PO-PiS-u" - podkreślił Palikot. "Kto się kurczowo trzyma 5 proc., traci wszystko" - mówił.

 

Współprzewodnicząca TR Barbara Nowacka powiedziała, że decyzja o wspólnym starcie nie była łatwa, ponieważ w każdej partii jest silna wiara, że powinna startować samodzielnie. Jak mówiła, były też obawy przed "trudną koalicją z trudnymi koalicjantami".

 

TR zdecydował, że jeśli do 7 sierpnia negocjacje polityczne nie zostaną zamknięte, nie powstaną wspólne listy i nie zostanie zawarta umowa koalicyjna, to wystartują samodzielnie.

 

Gotowa na start w koalicji jest gotowa także Partia Zieloni - taką decyzję podjęła Rada Krajowa partii. "To opcja startu, która w największym stopniu umożliwi nam realizowanie naszego programu w przyszłej kadencji Sejmu, czy walkę o realizację naszych postulatów" - powiedział współprzewodniczący tej formacji Adam Ostolski.

Politolog dr Wojciech Jabłoński uważa, że próba wejścia do Sejmu przez koalicję partii lewicowych kierowanych przez słabych, skompromitowanych liderów to polityczna fantazja. Ocenił, że lewica mogłaby mieć szanse na sukces startując jako jedna partia.

 

Źle wyznaczono cel. Liderzy są już słabi, opatrzyli się opinii publicznej i mediom, zdążyli się skompromitować w ubiegłych latach. Postawili sobie poprzeczkę powyżej swoich możliwości. Elektoraty partii nie będą się dodawać, a wręcz przeciwnie. Wyborcy, którzy stali za jedną opcją lewicową niekoniecznie mogą sprzyjać tej, która jest jej współkoalicjantem. Zawiodła matematyka polityczna i to wśród ludzi, którzy w polityce są od wielu lat. I zawiódł też chyba instynkt samozachowawczy" - powiedział.

 

Z kolei politolog ze Uniwersytetu SWPS prof. Radosław Markowski podkreślił, że lewicy potrzebny jest program, zjednoczenie to za mało. "Długo, bardzo długo jeszcze będą musieli ustalać szczegóły. Potrzebny jest też jakiś wyraźny, klarowny przekaz, po co się ta lewica jednoczy. W tej chwili przekaz jest taki, że jednoczy się, aby przekroczyć magiczny 8-procentowy próg poparcia, żeby zaistnieć w parlamencie. Ale pozostaje pytanie, jaki jest jej program" - mówił Markowski.

 

Rozmowy o wspólnym starcie lewicy - m.in. SLD, Twojego Ruchu i Zielonych - toczyły się pod auspicjami OPZZ. Co do wspólnego minimum programowego ugrupowania lewicowe porozumiały się na początku lipca.

 

(PAP)