USA: Donald Trump prowadzi w sondażach przedwyborczych

USA: Donald Trump prowadzi w sondażach przedwyborczych
fot. PAP/EPA

Trump, multimiliarder, tytan rynku nieruchomości i gwiazda programów typu reality show ma w sondażach poparcie rzędu 24 proc. - prawie dwukrotnie większe niż następny w rankingu popularności gubernator stanu Wisconsin Scott Walker.

 

Na trzecim miejscu plasuje się były gubernator Florydy Jeb Bush, jednak jego notowania spadają: cztery miesiące temu popierało go 21 proc. wyborców, teraz jest to 12 proc.

 

Tak wysokie notowania Trumpa są tym bardziej zdumiewające, że w ostatnich dniach popełnił on spore gafy, które ściągnęły na niego krytykę pozostałych Republikanów aspirujących do funkcji prezydenta, a nawet Krajowego Komitetu Partii Republikańskiej - pisze "WP".

 

Trump oskarżył bowiem rząd Meksyku o to, że wysyła do USA "kryminalistów, dealerów narkotyków i gwałcicieli". W miniony weekend miliarder zaatakował popularnego republikańskiego senatora i bohatera wojennego Johna McCaina. Skrytykował wiele jego decyzji, zarzucił mu, że uczynił Amerykę krajem mniej bezpiecznym oraz wysłał żołnierzy na niebezpieczne misje. Przede wszystkim jednak powiedział, że McCain, który był jeńcem wojennym w Wietnamie i przetrwał lata tortur, nie jest bohaterem, "bo dał się złapać".

 

"On nie jest bohaterem wojennym. Uważa się go za takiego, bo dał się złapać. Ja lubię ludzi, którzy nie dają się złapać" - powiedział Trump.

 

McCain służył w Wietnamie jako pilot marynarki wojennej; został zestrzelony i pojmany. Mimo ciężkich tortur nie ujawnił żadnej informacji poza swoimi danymi oraz stopniem wojskowym. Wielki szacunek zyskało mu to, że jako syn admirała marynarki wojennej USA, dowódcy operacji wojennych na Pacyfiku, mógł zostać zwolniony z wietnamskiej niewoli przed innymi jeńcami, ale odmówił preferencyjnego traktowania.

 

Za wypowiedzi Trumpa o McCainie skrytykowało go wielu prominentnych Republikanów, ale "atakowanie go za pomocą krytyki to jak próba zniszczenia Godzilli prądem: to go tylko uczyni silniejszym" - komentuje w osobnym artykule znany publicysta waszyngtońskiego dziennika Eugene Robinson.

 

Trump stał się sporym problemem dla establishmentu Partii Republikańskiej, „bo w większym stopniu niż jego bardziej doświadczeni politycznie rywale nadaje ton kampanii wyborczej" - wyjaśnia Robinson.

Dodatkowym problemem dla Republikanów jest to, że - zdaniem Robinsona - dla Trumpa nie ma czegoś takiego jak zła reklama i zależy mu na rozgłosie za wszelką cenę, nawet jeśli to będzie oznaczało następne gafy.

 

(PAP)