Policyjny pościg za posłami PiS

W nocy z czwartku na piątek na terenie miejscowości Grzędy k. Warszawy policja próbowała zatrzymać do kontroli kierowcę samochodu osobowego, który o 45 km/h przekroczył dozwoloną prędkość. W pierwszej chwili auto - jak się okazało, prowadzone przez posła - nie zatrzymało się do kontroli. Według informacji radia ZET kierowca zjechał na pobocze dopiero w miejscowości Wola Mrokowska.

 

Na tej drodze obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h, a według pomiaru auto jechało 115 km/h. Grozi za to 8 punktów karnych oraz mandat w wysokości 300-400 złotych - poinformowała w piątek PAP komisarz Anna Kędzierzawska z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

 

Poseł okazał legitymację i policja odstąpiła od działań. Funkcjonariusze skierują do Komendy Głównej Policji, a ta do marszałka Sejmu pismo o uchylenie mu immunitetu - dodała.

 

Poseł PiS tłumaczył dziennikarzom, że nie zauważył jadącego za nim radiowozu na sygnale. Jak mówił, radiowóz poruszał się "nie do końca prawidłowo, to był tylko sygnał świetlny" - dodał. Podkreślił, że zatrzymał się i wyjaśniał sprawę z policjantami. Policja zapewnia, że kontrola była prowadzona w taki sposób, żeby policjanci byli widoczni.

 

"Jest procedura prawem opisana i tej procedurze się poddam. Z chwilą, gdy przyjdzie wniosek o uchylenie immunitetu, zrzeknę się go. Skierowany zostanie wniosek do sądu o ukaranie mnie grzywną i tyle" - powiedział Lipiec. Zaznaczył, że podda się procedurze karnej za nieprzestrzeganie ograniczenia prędkości.

Pytany, czy może warto byłoby od razu zapłacić mandat, odparł: "Nie warto było, ponieważ ja jestem zobowiązany jako osoba, którą państwo chroni immunitetem, informować tego typu organy, że jestem tym immunitetem chroniony i policjanci wiedzą, jakie czynności wykonywać".

 

"Przepraszam za to, że popełniłem to wykroczenie, bo w jakimś sensie zawiodłem swoich wyborców. Ale ta cała sytuacja również pokazuje, jaki jest bałagan w polskim prawie" - dodał.

 

"Rozumiem, że posłowie są osobami publicznymi, więc z tego względu procedura wobec nich jest bardziej ostra. Tu nie mamy żadnej nadzwyczajnej sytuacji. Każdy może popełnić wykroczenie w sytuacji takiej, w jakich to było okolicznościach, droga pusta" - dodał. Dopytywany, gdzie się śpieszył, odparł: "Do Warszawy. Na obrady".

 

Zgodnie z nowymi przepisami, prawo jazdy traci się za przekroczenie w terenie zabudowanym dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h oraz za zbyt dużą liczbę przewożonych w aucie osób. W praktyce policjant w czasie kontroli drogowej, po stwierdzeniu np. przekroczenia prędkości, zatrzymuje kierowcy prawo jazdy i przesyła je do właściwego starosty, który - wydając decyzję administracyjną - formalnie zatrzyma dokument.

 

Za pierwszym razem zatrzymanie prawa jazdy następuje na 3 miesiące. Jeśli mimo to kierowca dalej będzie prowadzić auto bez uprawnień i zostanie zatrzymany, ten okres przedłuży się do sześciu miesięcy; kolejna "wpadka" bez prawa jazdy zakończy się cofnięciem uprawnień i koniecznością ponownego zdawania egzaminu.

 

Na początku lipca Sejm uchwalił przepisy, według których przyjęcie mandatu karnego albo uiszczenie grzywny za wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji przez prokuratora, posła, senatora, RPD, GIODO lub szefa IPN automatycznie stanowić będzie oświadczenie o wyrażeniu przez niego zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności w tej formie. Oznacza to, że osoby te będą mogły zapłacić mandat drogowy w momencie zatrzymania przez służby drogowe.

 

Obecnie jest tak, że zgodę na to musi najpierw wyrazić: w przypadku posła, RPD, GIODO i szefa IPN - Sejm, w przypadku senatora - Senat, a jeśli chodzi o prokuratora (również prokuratora generalnego) - sąd dyscyplinarny. (PAP)