Antydemokratyczna ustawa? Będą kary za wyzwiska pod adresem rządu

Rząd kilka dni temu po cichu i bez szumu medialnego przyjął nową ustawę dotyczącą zgromadzeń publicznych. Krytykuje ją opozycja. - Kiedy manifestanci zdecydują się na skandowanie okrzyków, które będą naruszały interesy władzy, będą krytyczne wobec władzy wtedy może policja zażądać rozwiązania takiej manifestacji od organizatorów, to jest zaprzeczenie wolności gwarantowanych przez konstytucję - powiedział Mariusz Błaszczak z PiS.
 
Ale partia rządząca oskarża opozycję o hipokryzję. - Głosowałem "za", nie wiem dlaczego PiS twierdzi, że są to mało demokratyczne rozwiązania, rozumiem, że jak będzie PiS to dopiero będą mało demokratyczne rozwiązania i na pewno wtedy nie będę głosował za tym - powiedział Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej.
 
Protestów PiS nie rozumie także lewica. - PiS jak widać nie stoi na straży wolności choć często deklaruje tego typu działania jak jest w opozycji, jak jest bliżej rządu to chciałaby ograniczać te prawa gromadzenia się obywateli - mówił Dariusz Joński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
 
Trudno jednak z interpretacją nowej ustawy. Nasuwa się pytanie, czy jest antydemokratyczna? - My mamy jedynie co do tego wątpliwości, czy nie będzie to nadmierne ograniczenie wolności zgromadzeń, którą Trybunał Konstytucyjny rozumie jednak bardzo szeroko, zarówno jako manifestowanie poglądów w sprawach publicznych, jak i wszystkich innych sprawach - powiedział Michał Szwalc z Helslińskiej Fundacji Praw Człowieka.
 
Zgodnie z ustawą, bez zmian, w przypadku naruszenia przepisów karnych, istnieje możliwość rozwiązania zgromadzenia, np jeżeli zagrożone jest mienie, bezpieczeństwo lub zdrowie innych osób. - Czas i praktyka pokaże czy rzeczywiście władze będą chciały nadużywać uprawnień wynikających z ustawy, czy też będą funkcjonować z duchem demokracji w zgodzie z konstytucyjnymi prawami każdego obywatela, czyli wolności zgromadzeń - uważa prawnik Bartłomiej Serafinowicz.
 
Zgodnie z nową ustawą takie okrzyki mogą być interpretowane jako zakłócanie porządku publicznego i stać się pretekstem, by zgromadzenie rozwiązać.