Koniec marzeń Lecha? Porażka 1:3 Z FC Basel

Koniec marzeń Lecha? Porażka 1:3 Z FC Basel
PAP/Jakub Kaczmarczyk

Mistrzowie Polski zagrali momentami dobre spotkanie, zostawili sporo zdrowia na boisku, ale fatalne błędy w obronie zadecydowały o porażce 1:3, która raczej przekreśla ich szanse na awans do kolejnej rundy. FC Basel pokazało w Poznaniu, że nieprzypadkowo regularnie występuje w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Mecz rozpoczął się od... hucznej oprawy, podczas której odpalono dziesiątki rac. To może sporo kosztować klub, bo UEFA, podobnie jak władze polskiej ekstraklasy, nie akceptują tego typu fajerwerków.

 

Piłkarze początkowo musieli grać przy nieco zadymionym powietrzu, ale najwyraźniej zupełnie im to nie przeszkadzało. Już od pierwszych minut kibice byli świadkami bardzo żywego spotkania. Oba zespoły odpuściły sobie część wstępną meczu czyli rozpoznanie rywala, ale od razu postawiły na ofensywę.

 

Gospodarze już w piątej minucie mogli objąć prowadzenie, lecz Dariusz Formella chyba sam był zaskoczony swoją dobrą sytuacją i posłał piłkę wysoko nad bramką. Kontrolę nad meczem próbowali przejąć Szwajcarzy, a lechici starali się grać z kontry, co na własnym stadionie im się bardzo rzadko zdarza.

 

Po jednej z nich wyborną szansę na pokonanie bramkarza FC Basel zmarnował Denis Thomalla, który z ok. 12 metrów posłał piłkę obok interweniującego Tomasa Vaclika. Goście też nie pozostawali dłużni, przy odrobinie szczęścia Birkir Bjarnason mógł trafić do siatki.

 

W 34. minucie przysnęła poznańska defensywa i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niepilnowany Michael Lang głową zdobył prowadzenie dla mistrza Szwajcarii. Radość gości nie trwała zbyt długo, bowiem niespełna dwie minuty później lechici wyrównali. Z dystansu huknął Szymon Pawłowski, piłka odbiła się od poprzeczki, spadła na linię. Tam stał akurat Thomalla, który głową tylko ją trącił.

 

Choć przed meczem trener drużyny z Bazyeli Urs Fischer mówił, że remis nie byłby złym wynikiem, jego piłkarze nie mieli zamiaru się tym zadowalać. Druga odsłona przebiegała już zdecydowanie pod ich dyktando. Widać było po zespole gości przede wszystkim większe ogranie i doświadczenie zdobyte w Lidze Mistrzów. Mimo kilku zmian kadrowych, braku kontuzjowanych i rozegraniu zaledwie dwóch meczów ligowych, Szwajcarzy wyglądali jak dobrze naoliwiona maszyna.

 

Kluczowym momentem spotkania była 65. minuta, kiedy to Tomasz Kędziora popchnął w polu karnym Bjarnasona. Angielski arbiter bez wahania pokazał na "wapno" i wyrzucił obrońcę "Kolejorza" z boiska. Buric jednak wyczuł intenecje najlepszego strzelca ligi szwajcarskiej Shkelzena Gashiego i na tablicy wciąż był remis 1:1.

 

Trener Maciej Skorża musiał jednak wyrównać liczbę obrońców i ściągnął Formellę, co sprawiło, że grający w osłabieniu Lech niemal zupełnie stracił siłę w ofensywie.

 

Tymczasem piłkarze FC Basel nie rezygnowali z uzyskania korzystnego wyniku. W 77. minucie zagapili się Tamas Kadar i Barry Douglas, do bezpańskiej piłki dopadł rezerwowy Marc Janko i rozwiał nadzieję poznaniaków na korzystny rezultat. Już w doliczonym czasie gry inny zmiennik - Davide Calla łatwo uciekł spod opieki obrońców i ustalił wynik meczu.

 

Bramki: 0:1 Michael Lang (34-głową), 1:1 Denis Thomalla (36-głową), 1:2 Marc Janko (77), 1:3 Davide Calla (92+2).

 

Czerwona kartka: Lech – Tomasz Kędziora (66 min za faul); FC Basel – Taulant Xhaka (90+3 min za faul).

 

Żółte kartki: Lech - Denis Thomalla, Karol Linetty, Tamas Kadar.

 

Lech: Jasmin Buric – Tomasz Kędziora, Tamas Kadar, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Dariusz Formella (69. Kebba Ceesay), Karol Linetty, Kasper Hamalainen (75. Gergo Lovrencsics), Łukasz Trałka, Szymon Pawłowski, Denis Thomalla (55. Marcin Robak).

 

FC Basel: Tomas Vaclik – Michael Lang, Daniel Hoegh, Marek Suchy, Behrang Safari – Birkir Bjarnason, Zdravko Kuzmanovic (87. Mohamed Elneny), Luca Zuffi, Taulant Xhaka, Shkelzen Gashi (75. Davide Calla) – Breel Embolo (62. Marc Janko).

 

Sędziował: Anthony Taylor (Anglia). Widzów 25 478.

 

(PAP)