Koniec marzeń Lecha Poznań. Druga porażka z FC Basel

Koniec marzeń Lecha Poznań. Druga porażka z FC Basel
EPA/GEORGIOS KEFALAS

Po porażce 1:3, Lech potrzebował cudu, by awansować do czwartej rundy eliminacji LM, jednak w Bazylei sensacji nie było. Gospodarze zagrali w sposób nieco wyrachowany, ale mając taką zaliczkę, nie musieli podejmować ryzyka. Mistrzowie Szwajcarii w rewanżu nie byli lepszym zespołem, ale znów wygrali. Poznaniakom natomiast na pocieszenie pozostała gra w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej.

 

Szkoleniowiec "Kolejorza" Maciej Skorża nieco przemeblował skład w porównaniu do ostatnich spotkań, przesuwając Dariusza Dudkę na środek obrony, a Kaspra Hamalainena do ataku. Początek meczu w wykonaniu lechitów był dość obiecujący, Fin razem z Szymonem Pawłowskim próbowali sprawdzić czujność szwajcarskiej defensywy. Brakowało jednak klarownych sytuacji pod bramką Tomasa Vaclika.

 

Gospodarze nie forsowali tempa i sporadycznie atakowali bramkę Jasmina Buricia. Niezłą sytuację stworzyli po rzucie rożnym, ale poznaniacy zdążyli wyjaśnić sytuację. Minuty mijały, a sytuacja mistrzów Polski nie zmieniała się i wciąż potrzebowali strzelić trzy bramki, by przedłużyć nadzieje na awans. W drugiej połowie tych okazji było już znacznie więcej, jednak nadal brakowało przysłowiowej kropki nad "i".

 

W 59. minucie goście przeprowadzili bardzo ładną akcję. Marcin Kamiński uruchomił Barry Douglasa, jego podanie nie było zbyt dokładne, a do bezpańskiej piłki dopadł Darko Jevtic. Wychowanek klubu z Bazylei strzelił mocno, ale trafił w głowę Marka

Suchego.

 

Ta sytuacja nieco zaostrzyła apetyty lechitom, których na St. Jacob-Park dopingowała ponad tysięczna grupa kibiców z Wielkopolski. Znakomitą sytuację miał Hamalainen, ale nie trafił w bramkę, a sędzia i tak by gola nie uznał, bowiem piłkarz Lecha był na spalonym. Chwilę po wejściu na boisko Gergo Lovrencsics w sytuacji sam na sam mógł pokonać Vaclika, jednak bramkarz FC Basel zdołał wybić piłkę na rzut rożny.

 

Dwie szanse w końcówce meczu miał Łukasz Trałka - najpierw główkował tuż obok słupka, potem minimalnie przestrzelił z dystansu. W doliczonym czasie gry jedna z nielicznych akcji gospodarzy zakończyła się bramką. Jasnowłosy Birkir Bjarnason znakomicie przymierzył głową i Buric był bezradny.

 

FC Basel: Tomas Vaclik – Michael Lang, Daniel Hoegh, Marek Suchy, Behrang Safari (89. Adama Traore) – Davide Calla, Zdravko Kuzmanovic, Matias Delgado (77. Luca Zuffi), Mohamed Elneny, Birkir Bjarnason – Marc Janko (70. Breel Embolo).

 

Lech: Jasmin Buric – Kebba Ceesay, Dariusz Dudka, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Dariusz Formella (68. Gergo Lovrencsics), Łukasz Trałka, Darko Jevtic (73. Denis Thomalla), Karol Linetty, Szymon Pawłowski – Kasper Hamalainen (84. Marcin Robak).

 

Żółte kartki: FC Basel - Marek Suchy, Michael Lang, Davide Calla; Lech - Karol Linetty, Marcin Kamiński, Barry Douglas.

 

Sędziował: Ruddy Buquet (Francja). Widzów: ok. 16 tys.

 

(PAP)