Jeb Bush: to Hillary Clinton stoi za wzrostem znaczenia Państwa Islamskiego

Jeb Bush: to Hillary Clinton stoi za wzrostem znaczenia Państwa Islamskiego
PAP/EPA

W jego ocenie administracja prezydenta Baracka Obamy pozwoliła na pojawienie się Państwa Islamskiego (IS), zbyt wcześnie wycofując amerykańskie siły z Iraku. "To był fatalny błąd" - ocenił Bush we wtorkowym przemówieniu na temat polityki zagranicznej w Bibliotece Prezydenckiej im. Ronalda Reagana w Kalifornii.

 

"Gdzie była pani Clinton przez cały ten czas?" - zapytał, zwracając uwagę, że Clinton tylko raz odwiedziła Irak jako Sekretarz Stanu.I to właśnie wojna w Iraku - jak zauważa agencja AFP - przyczyniła się do porażki Clinton w 2008 r., kiedy to w prawyborach Barack Obama otrzymał z rąk Demokratów nominację prezydencką. Obama był wojnie przeciwny.

 

Doradca Clinton ds. polityki zagranicznej Jake Sullivan, który w razie jej wygranej ma zostać doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego, oskarżył Jeba Busha o "zuchwałą próbę pisania na nowo historii oraz przerzucanie odpowiedzialności". Przypomniał, że to George W. Bush w 2011 r. ustalił datę wycofania żołnierzy z Iraku. "(Republikanie) nie mogą uciekać od swej odpowiedzialności" w tej sprawie - dodał Bush, wskazując że IS wywodzi się z Al-Kaidy w Iraku, która to rozrosła się podczas amerykańskiej okupacji.

 

To ugrupowanie terrorystyczne rozwinęło się w kraju "w dużej mierze w wyniku porażki strategii prezydenta (George'a W.) Busha" - podkreślił Sullivan.

 

IS "werbowało dawnych sunnickich oficerów z armii Saddama Husajna, którą rząd George'a W. Busha rozwiązał" - ocenił.

W swym przemówieniu Jeb Bush podkreślił, że Stany Zjednoczone powinny prowadzić ofensywę przeciwko IS "zamiast reagować na każde zwycięstwo terrorystów".

 

Ubiegający się o nominację Republikanów nie wykluczył też wzmocnienia amerykańskich sił w Iraku. "Obecnie w Iraku jest 3,5 tys. naszych żołnierzy i marines, potrzebnych może być ich więcej" - oświadczył. "Nasi przyjaciele nie proszą o znaczne zwiększenie liczby członków amerykańskich sił bojowych" - zastrzegł jednocześnie.

 

Bush opowiedział się też za udzielaniem większego wsparcia Kurdom walczącym z IS oraz za współpracą z sojusznikami USA w regionie, by wprowadzić strefę zakazu lotów nad Syrią i w ten sposób powstrzymać siły prezydenta Baszara el-Asada i wpływy Iranu.

 

Polityk skrytykował też porozumienie nuklearne z Teheranem, ostrzegając, że jeśli nie odrzuci go Kongres, to sam będzie do tego dążył, gdy dojdzie do władzy.(PAP)