Kolejna afera z kilometrówkami w tle. Gronkiewicz-Waltz jak Duda?

Prezydent Warszawy bierze przykład z głowy państwa? Burmistrz dzielnicy Bemowo składa do prokuratury wniosek, w którym oskarża Hannę Gronkiewicz-Waltz o prywatne podróże służbową limuzyną. - W każdy poniedziałek od ośmiu lat pani prezydent spędza dzień nie w ratuszu, tylko na UW, gdzie ma wykłady. I za każdym razem, mimo że to nie jest praca na rzecz miasta, tylko chałtura, tak to nazwijmy, dodatkowe źródło jej zarobku, korzysta z samochodu miejskiego z kierowcą - powiedział Krzysztof Zygrzak.
 
Rzecznik warszawskiego ratusza nie zaprzecza. Twierdzi jednak, że podróżowanie w celach prywatnych na koszt podatnika to... element pracy prezydent miasta. - Musi być cały czas na tzw. stand-by'u, czyli musi być dostępna i w sytuacjach kryzysowych, nadzwyczajnych, mieć możliwość poruszania się po mieście - przekonywał Bartosz Milczarczyk.
 
W ciągu 8 lat rządzenia Warszawą, taka sytuacja przydarzyła się jednak pani prezydent... zaledwie raz. - Po wybuchu gazu w kamienicy Przy Nowakowskiego, dzięki temu że kierowca czekał na panią prezydent, ona przerwała wykład i natychmiast pojawiła się na miejscu jako szef sztabu kryzysowego - dodaje Milczarczyk. 
 
Szczególnie, że kamienica, o której mowa, to w sporej części własność rodziny Gronkiewicz-Waltz. Opozycja nie ma wątpliwości - prezydent Warszawy nadużywa przywilejów, zaniedbując przy okazji interesy miasta. - Sam fakt podejmowania pracy zarobkowej, nie społecznej, w innym miejscu, jest z natury rzeczy czymś niezwykle wątpliwym - uważa Jarosław Zieliński z PiS.
 
PiS zdaje się jednak zapominać o tym, że o podobne nadużycia, tylko na większą na skalę, oskarżany jest prezydent Andrzej Duda. - To jest niedobra cecha naszej epoki, kiedy polityka stała się bezideowa, a scena polityczna jest wypełniona przez bezideowych dusigroszy - uważa profesor politologii Kazimierz Kik.
 
Według ekspertów - tych nie brakuje ani po lewej, ani po prawej stronie tej sceny. Sprawą podróży Hanny Gronkiewicz-Waltz zajmie się prokuratura. Pewne jest jednak to, że tzw. kilometrówki stają się jednym z głównych narzędzi tej kampanii wyborczej. Bo w końcu nic nie bulwersuje ludzi tak, jak nadużywanie władzy i marnotrawienie publicznych pieniędzy.