Berlin zmaga się z falą uchodźców i apeluje do UE o solidarność

Berlin zmaga się z falą uchodźców i apeluje do UE o solidarność
PAP/EPA/BERND VON JUTRCZENKA

Temat uchodźców od miesięcy nie schodzi z pierwszych stron niemieckich gazet; dominuje także w serwisach mediów elektronicznych. Jego wagę podkreśliła ostatnio kanclerz Angela Merkel, oświadczając tydzień temu na nadzwyczajnym posiedzeniu Bundestagu, że kwestia imigrantów okaże się zapewne trudniejszym do rozwiązania problemem niż kryzys w Grecji.

 

Z szacunków niemieckich władz wynika, że w tym roku liczba cudzoziemców, którzy wystąpią o azyl w Niemczech, może wynieść ponad 800 tys. - czterokrotnie więcej niż rok temu i najwięcej od zjednoczenia kraju w 1990 roku. Rzeczywista skala imigracji jest jeszcze większa, ponieważ prognoza MSW nie obejmuje przepływu osób z innych krajów UE, w tym z Bułgarii i Rumunii.

 

Duża liczba uchodźców stawia niemieckie władze, zaskoczone skalą zjawiska, przed poważnymi problemami. Odpowiedzialne za rozlokowanie i wyżywienie przybyszów władze lokalne nie dysponują wystarczającymi możliwościami lokalowymi, brakuje im też często środków finansowych. Uciekinierzy umieszczani są w halach sportowych, opuszczonych hotelach, szkołach, w naprędce budowanych kontenerach, a nawet w miasteczkach namiotowych.

 

Problem uchodźców, z których wielu uciekło przed wojną domową i prześladowaniami z Syrii, Iraku czy krajów afrykańskich, wyzwoliła w niemieckim społeczeństwie falę współczucia i pomocy. Powstały liczne inicjatywy społeczne stawiające sobie za cel pomoc uciekinierom i ich integrację. Zdarzają się nawet przypadki przyjmowania azylantów do prywatnych rodzin.

 

Równocześnie rośnie jednak też - podsycany przez skrajną prawicę - sprzeciw wobec polityki przyjmowania uchodźców. Od miesięcy niemal codziennie dochodzi do incydentów, ataków i podpaleń ośrodków dla imigrantów. Na porządku dziennym są pikiety i demonstracje przeciwko azylantom. W miniony weekend w Heidenau pod Dreznem doszło na tym tle do zamieszek, w których rannych zostało ponad 30 policjantów.

 

Antyimigranckie wybryki spotykają się ze zdecydowaną ripostą polityków. Znany z ciętego języka wicekanclerz Sigmar Gabriel nazwał sprawców zamieszek w Heidenau "neonazistowską hołotą". Merkel potępiła incydenty jako "zawstydzające i odpychające". W kręgach rządowych widoczna jest obawa, że obecna sytuacja może doprowadzić do ponownego wzrostu popularności skrajnej prawicy.

 

Przedstawiciele niemieckich władz zapewniają, że w tym roku i w najbliższej przyszłości są w stanie poradzić sobie z falą imigrantów. Berlin stoi na stanowisku, że problem uchodźców można rozwiązać tylko w skali całej UE. Odpowiedzialnością za swoje kłopoty Niemcy obarczają inne kraje UE, zarzucając im, że nie przestrzegają unijnych przepisów azylowych, co powoduje, że większość uchodźców zamiast pozostać w Grecji czy we Włoszech, przyjeżdża do ich kraju.

 

W ubiegłym roku Niemcy przyjęły jedną trzecią wszystkich uchodźców, którzy znaleźli się na terytorium UE. W tym roku może być podobnie.

 

W związku z tym niemiecki rząd systematycznie zwiększa presję na Brukselę, zabiegając o poparcie Paryża. W poniedziałek Merkel i prezydent Francji Francois Hollande po spotkaniu w Berlinie zaapelowali o przestrzeganie wspólnych europejskich zasad dotyczących przyjmowania uchodźców i rozpatrywania wniosków o azyl.

 

Istnienie jednolitego systemu przyznawania azylu jest - zdaniem Merkel i Hollande'a - warunkiem utrzymania systemu swobodnego przemieszczania się na obszarze umowy z Schengen. Niemcy zabiegają ponadto na stworzenie obowiązującej w całej UE listy krajów bezpiecznych. Wnioski obywateli tych krajów o azyl polityczny mogłyby być rozpatrywane w przyspieszonym tempie. Po odrzuceniu wniosku osoby takie mogłyby być szybko odsyłane do krajów pochodzenia. Obecnie kraje europejskie różnią się w ocenie wniosków o azyl składanych przez obywateli krajów Bałkanów Zachodnich.

 

Nad Szprewą rośnie zniecierpliwienie brakiem porozumienia w sprawie rozdziału 40 tys. uchodźców. "Postawa większości krajów członkowskich, które mówią: nas nic to nie obchodzi, jest wielką hańbą" - mówi Gabriel. Jego zdaniem "UE zapadła w głęboki sen". Jak zaznaczył wicekanclerz, część krajów UE "najwidoczniej opacznie rozumie, czym jest UE". "Nie jest ona wspólnotą do pomnażania majątku, w której się uczestniczy, by dostać pieniądze, lecz jest wspólnotą wartości" - powiedział niemiecki socjaldemokrata.

 

Gabriel ostrzegł, że jeśli pozostałe kraje UE nie okażą Niemcom solidarności, "zostanie narażona na szwank nie tylko umowa Schengen, lecz cała idea otwartych granic". "Otwarte granice będą zagrożone, jeżeli powstanie wrażenie, że tylko Niemcy, Austria i Szwecja przyjmują uchodźców" - powiedział Gabriel w wywiadzie dla telewizji ARD.

 

Niemieccy politycy z partii rządzących wystrzegają się wymieniania konkretnych krajów, jednak publicyści wskazują bez ogródek na Polskę jako na jeden z krajów nastawionych negatywnie do współpracy przy rozwiązywaniu problemu imigrantów. Lider opozycji, szef klubu parlamentarnego Lewicy Gregor Gysi wyraził w jednym z wywiadów zdziwienie postawą Polski. "Polska to taki katolicki kraj, a sprzeciwia się przyjmowaniu uciekinierów" - powiedział, nie kryjąc ironii, Gysi.

 

Polska zapowiedziała, że może przyjąć w ramach unijnych planów relokacji i przesiedlania uchodźców 2 tys. osób, czyli mniej niż zakładały plany KE.

 

(PAP)