Prokuratura: Bury i Kwiatkowski usłyszą zarzuty

Bury miał wpływać na decyzje o wyborze niektórych kandydatów na stanowiska w delegaturach NIK. Kwiatkowski miałby natomiast usłyszeć zarzuty związane z organizacją i wpływem na przebieg konkursów.

 

W czwartek wnioski Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach o uchylenie immunitetów Kwiatkowskiego (ma go jako prezes NIK) oraz Burego (jako posła) trafiły do Prokuratury Generalnej. W piątek rano rzecznik PG Mateusz Martyniuk poinformował, że Andrzej Seremet skierował je do Sejmu. Bez uchylenia immunitetu prokuratura nie może postawić zarzutu osobie nim objętej.

 

Martyniuk poinformował, że obu funkcjonariuszom publicznym prokuratura chce przedstawić zarzuty z art. 231 Kodeksu karnego, czyli przekroczenia uprawnień - co jest zagrożone karą do 3 lat więzienia.

 

W przypadku prezesa NIK chodzi o cztery zarzuty, "niezgodnego z prawem wpływania na przebieg konkursów na szefów delegatury NIK w Rzeszowie i w Łodzi, a także wicedyrektora departamentu środowiska w NIK". Zdaniem Martyniuka prezes NIK miał "manipulować przebiegiem konkursów na te stanowiska".

 

Jak powiedział, w przypadku posła PSL chodzi o trzy zarzuty "nakłaniania wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych do niezgodnego z prawem wpływania na wyniki konkursu na stanowiska szefów delegatury NIK w Rzeszowie i wpływania na wyniki kontroli prowadzonej przez NIK w jednej z podkarpackich gmin".

 

Dodał, że zarzuty wobec Burego można podzielić na dwie grupy: chodzi zarówno o nakłanianie funkcjonariuszy publicznych do wpływania na wyniki konkursów na te stanowiska, ale również o nakłanianie funkcjonariuszy publicznych w trakcie trwania kontroli prowadzonej przez NIK w jednej z gmin na Podkarpaciu.

 

Martyniuk podał, że postępowanie jest efektem wielomiesięcznego śledztwa prowadzonego przez prokuraturę w Katowicach i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dodał, że prokuratorzy dysponują "bardzo obszernym materiałem dowodowym", w tym m.in. nagraniami rozmów telefonicznych. "W każdym przypadku zgodę na ich utrwalanie wyrażał niezawisły sąd" - zaznaczył Martyniuk. "Prokuratorzy przez kilkanaście miesięcy bardzo wnikliwie, krok po kroku, bardzo wnikliwie, bardzo dokładnie analizowali materiał dowodowy przekazywany przez CBA" - powiedział.

 

Dodał, że wnioski do Sejmu są bardzo obszerne i zawierają "materiał dowodowy na poparcie tez prokuratury". "Prokuratorzy czekają na decyzje parlamentu" - zaznaczył.

 

Pytany przez PAP, czy prokuratura nie obawia się zarzutów o wpływanie na sytuację polityczną w okresie przedwyborczym, Martyniuk odparł: "Jest to zarzut, który w takiej sytuacji się pojawia; on się pojawił również i teraz". "Od kilkunastu miesięcy prowadzimy to postępowanie; prokurator działa zgodnie z planem śledztwa; chcę bardzo wyraźnie podkreślić: wszyscy jesteśmy w naszym kraju równi wobec prawa, niezależnie od tego, jaką funkcję pełnimy" - oświadczył.

 

Rzecznik katowickiej Prokuratury Apelacyjnej Leszek Goławski poinformował z kolei, że sprawa rozpoczęła się w październiku 2013 r., wtedy CBA zawiadomiło o udokumentowanych informacjach związanych z nieprawidłowościami przy wyłudzaniu środków z funduszy unijnych. Prokuratura Generalna skierowała sprawę do Katowic. W śledztwie pojawiły się nowe wątki, w tym – sprawa, w której prokuratura chce przedstawić zarzuty Kwiatkowskiemu i Buremu.

 

Goławski wyjaśnił, że ten wątek został już zakończony. „Potrzebujemy teraz tylko zgody Sejmu, aby te zarzuty przedstawić” - powiedział prokurator. Kiedy to nastąpi Kwiatkowski i Bury zostaną wezwani na przesłuchanie.

Jak mówił Goławski z ustaleń prokuratury wynika, że konkursy, których będą dotyczyć zarzuty, były przeprowadzane niezgodnie z zasadami.

 

Według niego "Jan Bury wpływał na decyzję o wyborze niektórych kandydatur na stanowiska w delegaturach NIK - to są dwa zarzuty. Trzeci dotyczy wpływania na zmianę członków komisji, którzy przeprowadzali kontrolę w jednej z gmin na Podkarpaciu" - wyjaśnił. „Tam zastrzeżenia zostały złożone przez wójta i starano się zmienić członków komisji tak, aby te zastrzeżenia zostały przyjęte i merytorycznie rozpoznane na korzyść tej gminy” - powiedział Goławski.

 

Z kolei - jak mówił - szef NIK ma usłyszeć zarzuty związane z organizacją i wpływem na przebieg konkursów na dyrektorów delegatur Izby i wicedyrektora w centrali NIK. Według niego przy wyborze jednego z kandydatów – na dyrektora delegatury w Łodzi – prezes NIK bezprawnie unieważnił konkurs, w którym jego kandydat źle wypadł.

 

"Był najgorszym kandydatem, wbrew temu, co się mówi w mediach, w związku z tym konkurs ten został, niezgodnie z prawem, unieważniony i powtórzony" - powiedział rzecznik PA. "W międzyczasie przekazane zostały pytania dla tego kandydata, żeby wiedział, jak na nie ma odpowiadać, jak ma się zachowywać przed tą komisją, tak żeby ten konkurs wygrać. Przekazywane również były materiały, z których ma korzystać i przedstawić je jako swoją wizje, mimo że były to materiały pochodzące od szefa NIK" - powiedział.

 

Jak zaznaczył Goławski, jednym z dowodów w sprawie są bezpośrednie rozmowy z kandydatami na kierownicze stanowiska NIK o tym, jak wygrać konkurs.

 

Goławski przytoczył fragment jednej z zarejestrowanych wypowiedzi Kwiatkowskiego podczas rozmowy z promowanym znajomym: „Zadam takie pytanie, że to prawda, kandyduje pan – każdemu zadam je po kolei – czy ta delegatura, co by pan w niej zmienił, w funkcjonowaniu całego NIK. Masz tam moją prezentację, więc sobie wybierzesz, to będzie dobrze wyglądało”.

 

Zarejestrowanych rozmów jest bardzo dużo i jak powiedział rzecznik katowickiej prokuratury – świadczą one o dużej zażyłości pomiędzy rozmówcami oraz ujawniają mechanizm bezprawnych działań.

 

W nocy z czwartku na piątek Kwiatkowski nadesłał PAP oświadczenie w którym napisał m.in., że pragnie szybkiego wyjaśnienia sprawy, o której finał – jak zapewnił - jest spokojny. W piątek wystąpił do marszałka Sejmu o uchyleniu mu immunitetu. Kwiatkowski nie jest posłem, ale ponieważ prezesa NIK wybiera Sejm, to wniosek o uchylenie mu immunitetu musiał tam trafić.

Szef NIK zapewnił w oświadczeniu, że "zawsze postępował uczciwie". Podkreślił też, że kierując NIK – organem podległym Sejmowi - musi rozmawiać z różnymi osobami, m.in. z szefami klubów parlamentarnych oraz członkami komisji sejmowych.

 

Zaznaczył, że między rozmową a złamaniem prawa "jest zasadnicza różnica". "Nie odpowiadam za nadinterpretacje moich spotkań i rozmów, odpowiadam wyłącznie za swoje zachowanie. A ono było zgodne z prawem" - dodał prezes NIK.

 

Poinformował też, że postanowił "wyłączyć się z wszelkiej aktywności zewnętrznej, w tym także z uczestniczenia w posiedzeniach komisji sejmowych oraz z prac w Kolegium NIK, po to, aby wyjaśniana przez prokuraturę sprawa i towarzysząca jej dyskusja nie rzutowały na codzienną pracę NIK". "Szanując NIK, kierując się nadrzędnym interesem dobra publicznego, przekazałem nadzór nad wszystkimi kontrolami i jednostkami organizacyjnymi moim zastępcom" - dodał.

 

Podkreślił, że "katowicka prokuratura od dwóch lat wyjaśnia sprawę niektórych konkursów na stanowiska dyrektorów departamentów i delegatur". "Żaden z pracowników NIK nie ma przedstawionych zarzutów. Nikt z kontrolerów nie jest o nic podejrzany. Izba zawsze w pełni wspierała i będzie wspierać wszystkie działania prokuratur zmierzające do wyjaśnienia każdej sprawy" - dodał.

 

Według tvn24, która jako pierwsza poinformowała o sprawie, Jan Bury miał zabiegać jeszcze u poprzedniego prezesa NIK Jacka Jezierskiego, by ówczesny wiceprezes Izby wygrał konkurs na dyrektora delegatury w Rzeszowie, jednak wybór został przeprowadzony zgodnie z przepisami. Po objęciu w NIK stanowiska przez Kwiatkowskiego w 2013 r. Bury miał próbować wpłynąć na niego, by jego człowiek znalazł się w kierownictwie rzeszowskiej delegatury. Wskazana przez Burego osoba wygrała ten konkurs.

 

Według portalu szefowi klubu PSL zależało na obsadzie stanowisk w rzeszowskiej delegaturze NIK w Rzeszowie, ponieważ próbował chronić swoich ludzi w podkarpackiej gminie Chmielnik. Z tego samego powodu polityk PSL miał naciskać, by Kwiatkowski zmienił wyniki kontroli NIK w tej gminie ws. nieprawidłowości w budowie farmy wiatraków w Woli Rafałowskiej i w Malawie.

 

W 2012 roku kontrolerzy NIK w gminie Chmielnik przeprowadzili kontrolę dotyczącą wydania warunków zabudowy na budowę czterech elektrowni wiatrakowych. Siłownie miały powstać na terenie podrzeszowskich gmin Chmielnik i Krasne; w wyniku porozumienia między gminami decyzje wydawała gmina Chmielnik.

 

"Kontrolerzy wskazali na pewne uchybienia. Myśmy się z nimi nie zgadzali. Od protokołu pokontrolnego odwołaliśmy się do komisji odwoławczej NIK; w części te zarzuty zostały uchylone w części zostały potrzymane" – powiedział w piątek PAP wójt Chmielnika Krzysztof Grad.

 

W ocenie NIK, obowiązujący wtedy plan zagospodarowania przestrzennego nie dawał możliwości na wydanie decyzji o warunkach zabudowy na budowę elektrowni wiatrakowej. Przeciw budowie protestowali również mieszkańcy miejscowości w których miały powstać siłownie.

 

W 2013 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że pozwolenie na budowę wydano z naruszeniem prawa. W konsekwencji siłownie nie powstały.

 

Reagując na informacje prokuratury, Bury oświadczył, że zachowa się stosownie "do zaistniałej sytuacji". Zapewnił, że ma pełną świadomość niezależności Najwyższej Izby Kontroli i nigdy nie miał intencji, by w tę niezależność ingerować.

 

Prezes PSL, wicepremier Janusz Piechociński zapewnił, że Jan Bury wie co się robi w takich sytuacjach. Według niego najdalej w sobotę "podjęte zostaną stosowne decyzje".

 

W ostatnim czasie nazwisko Burego pojawiło się także w kontekście innych spraw. W lipcu zeszłego roku CBA, na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, przeszukało m.in. biuro poselskie i pokój poselski Burego. Działania prokuratury prowadzone były w ramach śledztwa ws. korupcji i powoływania się na wpływy w instytucjach przez biznesmenów z Podkarpacia.

 

Bury mówił wówczas, że nie jest oskarżony i nie ma zarzutów, a w Polsce każdy ma prawo do domniemania niewinności. Złożył też wówczas zażalenia na działania prokuratury i CBA, ale warszawski sąd rejonowy je oddalił.

 

Ponownie głośno wokół szefa klubu ludowców i lidera podkarpackiego PSL było na początku czerwca b.r., kiedy media opublikowały list szefa CBA Pawła Wojtunika do premier Ewy Kopacz, w którym napisał on, o "próbach destabilizacji pracy i obniżenia skuteczności funkcjonowania Biura" przez Burego.

 

W liście tym Wojtunik miał zarzucać szefowi klubu PSL, że ten, publikując na swojej stronie anonimy o działaniach CBA, sprowadza realne zagrożenie dla życia funkcjonariuszy Biura. Pismo szefa CBA zostało skierowane także do marszałka Sejmu i sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

 

Polityk PSL zwrócił się wówczas do Andrzeja Seremeta z prośbą o zbadanie spraw poruszonych w anonimach, które dołączył do swego zawiadomienia o możliwych nieprawidłowościach w delegaturze CBA w Rzeszowie. Z kolei szef PSL mówił wtedy, że Bury mógłby zaproponować posiedzenie komisji ds. służb specjalnych i tam doprowadzić do konfrontacji z szefem CBA.

 

(PAP)