Zamieszanie wokół "złotego pociągu". Wojewoda chce pomocy wojska

Od kilku dni media informują, że zlokalizowano w okolicach Wałbrzycha (Dolnośląskie) historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Prawnicy reprezentujący dwie osoby prywatne zgłosili ten fakt miejscowemu samorządowi, domagając się od Skarbu Państwa należnego – ich zdaniem - dziesięciu procent znaleźnego.

 

Pojawiły się przy tym spekulacje, że może chodzić o tzw. pociąg ze złotem i innymi cennymi rzeczami, którym pod koniec wojny wywieziono z Wrocławia kosztowności m.in. dzieła sztuki. Nigdy nie odnaleziono zawartości, ani samego pociągu.

 

Generalny Konserwator Zabytków, wiceminister kultury Piotr Żuchowski powiedział w piątek, że jest "na ponad 99 proc." przekonany, że tzw. złoty pociąg istnieje. Jak ocenił, może nim być zlokalizowany niedawno k. Wałbrzycha historyczny pociąg z okresu II wojny światowej. Żuchowski zaznaczył jednocześnie, że "dowodem jednoznacznym może być jedynie dotarcie do tego pociągu".

 

Wojewoda zwołał w poniedziałek zespół zarządzania kryzysowego z powodu dużego zainteresowania poszukiwaniem tzw. złotego pociągu w rejonie Wałbrzycha.

 

„Zwołaliśmy posiedzenie zespołu kryzysowego w trosce o bezpieczeństwo ludzi, również mieszkańców tamtego terenu. Akcję zabezpieczenia kilku hektarów prowadzi teraz policja, Służba Ochrony Kolei, straż leśna i straż miejska. Nadleśnictwo Świdnica wprowadziło całkowity zakaz wstępu do lasu” - zaznaczył Smolarz.

 

Podkreślił, że zabezpieczany teren obejmuje m.in. uczęszczaną linię kolejową, po której od czasu podania informacji o zgłoszeniu znaleziska chodzi wiele osób. W niedzielny wieczór w pobliskim lesie wybuchł pożar.

 

„To nie był groźny pożar, objął zaledwie kilka arów i strażacy nie znają jeszcze jego przyczyn. Postawimy m.in. tablice ostrzegawcze, by nie wchodzić na zabezpieczony teren” - mówił wojewoda.

 

Prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej zaznaczył, że w pobliżu tego terenu oprócz linii kolejowej znajdują się też dwa duże osiedla oraz tereny specjalnej strefy ekonomicznej.

 

„Chodzi nam o zapewnienie bezpieczeństwa nie tylko amatorom eksplorerom, którzy pojawili się w tym rejonie, ale również naszym mieszkańcom. Zależy nam na i spokojnym funkcjonowaniu miasta” - dodał prezydent, który złożył wniosek do wojewody, by ten zwrócił się o pomoc do MON.

 

„Jeszcze w poniedziałek skieruję wniosek do szefa MON, by siły zbrojne podjęły czynności rozpoznawcze z użyciem georadaru. W ten sposób będzie można wykluczyć prawdopodobieństwo znalezienia tam tego pociągu” – zapowiedział wojewoda.

 

Smolarz podkreślił, że na podstawie zawartych w zgłoszeniu dokumentów „nie można stwierdzić, by znalezisko mogło być potwierdzone, dlatego bardziej chodzi o wykluczenie tego faktu”.

 

„To jest kilka stron i nieczytelna mapa. Dlatego oceniamy, że prawdopodobieństwo znalezienia tego pociągu w tym miejscu jest niskie. Nie ma w tych dokumentach wyników badań georadarem”- dodał wojewoda.

 

Wojewódzka konserwator zabytków Barbara Nowak-Obelinda poinformowała, że jej urząd przez kilkadziesiąt lat wydawał zgody na poszukiwania – nawet prywatnym osobom.

 

„Odkryto na Dolnym Śląsku kilka sztolni, sporo złomu z czasów II wojny. Nigdy nie natrafiono na rzeczy cenne materialnie czy dzieła sztuki” - zauważyła konserwator.

 

Jej zdaniem informacje na temat pociągu mogą się znajdować np. w archiwach wojskowych, ponieważ do lat 60.tych w zamku Książ stacjonowały wojska zarówno polskie jak i radzieckie.

 

(PAP)