NIK jak urząd pracy dla polityków

Można jednak odnieść wrażenie, że pod kierownictwem Krzysztofa Kwiatkowskiego Najwyższe Izba Kontroli pełni rolę urzędu pracy.
 
Takie spojrzenie przynoszą najnowsze stenogramy dotyczące afery w NIK. Bo prezes izby miał załatwić pracę nie tylko byłemu asystentowi posła Jana Burego z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Także ludziom Platformy Obywatelskiej. - No tych spraw jest za dużo i te sprawy na pewno powinny być wyjaśnione przez pana prezesa Kwiatkowskiego. Zrzeczenie się immunitetu przez pana prezesa NIK to dobry przykład - powiedział Michał Szczerba.
 
Ale może nie wystarczyć. Kwiatkowski miał ulec między innymi byłej szefowej gabinetu premier Ewy Kopacz. Konkurs na wicedyrektora departamentu NIK wygrał mąż jej koleżanki. Choć szef izby stwierdził w rozmowie telefonicznej, że w przesłuchaniu wypadł najsłabiej. - To jest kolejny sygnał pokazujący, że nasze państwo jest w rozsypce, Polska jest w rozsypce - powiedziała Elżbieta Witek z PiS. - Jeśli potwierdziłoby się, że politycy Platformy wydzwaniali do prezesa NIK-u i załatwiali sobie posady, a jeszcze robiła to była minister, która miała walczyć z korupcją, to okazałoby się że ten rząd Platforma jest nic nie warta - powiedział Dariusz Joński z SLD
 
Chodzi o Julię Piterę, obecnie europoseł PO. Zadzwoniła do Kwiatkowskiego i prosiła, aby pamiętał o znajomym. Ten stwierdził, że nie ma wolnego etatu, ale kilka miesięcy później etat się znalazł. Dzisiaj Pitera nie ma sobie nic do zarzucenia, bo prokuratorzy nie dopatrzyli się w jej działaniu przestępstwa. - Byłoby śledztwo w tej sprawie, przecież byłoby śledztwo w tej sprawie, tak jak w każdej innej - powiedziała polityk.
 
Pochodzący z Łodzi Kwiatkowski miał też zdradzić kandydatowi na szefa łódzkiej delegatury NIK pytania konkursowe. - Ja ubolewam, że ostatnia instytucja, która cieszyła się zaufaniem opinii publicznej jest obiektem takich informacji - uważa Jadwiga Wiśniewska z PiS.
 
Opozycja jest wyjątkowo zgodna. Afera wokół NIK pokazuje jakie są polskie urzędy. - Najbardziej bulwersujący jest fakt, że konkurs wygrywa osoba najsłabiej przygotowana do tego konkursu - powiedział Stanisław Wziątek z SLD. - Ludzie, którzy nic nie umieją, nie mają żadnej roboty, pchają się do urzędów państwowych - dodał Ryszard Petru.
 
Po cichu słychać, że Kwiatkowski prędzej czy później odejdzie ze stanowiska, ale nie będzie to łatwe. Musiałby go skazać sąd, a to mogłoby potrwać długo. - Z wyciętych z kontekstu stwierdzeń my do końca nie wiemy jak wyglądały te informacje, jak przebieg rozmów wyglądał - powiedział Mariusz Witczak z PO.
 
Na korzyść Kwiatkowskiego przemawia fakt, że jego krytyczne wobec rządu raporty, nadal chwali opozycja. Pojawiają się też teorie spiskowe, że afera wybuchła, bo NIK szykował raport wyjątkowo krytyczny wobec Centralnego Biura Antykorupcyjnego.