Senat. PiS: referendum należy się obywatelom; PO pyta o zasadność pytań

Senat. PiS: referendum należy się obywatelom; PO pyta o zasadność pytań
Fot. PAP/Leszek Szymański
W środę Senat zajął się wnioskiem prezydenta Dudy ws. zarządzenia na 25 października referendum, które odbyłoby się równocześnie z wyborami parlamentarnymi. Debata na ten temat zajęła senatorom cały pierwszy dzień obrad.
 
W proponowanym przez prezydenta Dudę referendum Polacy mieliby odpowiedzieć na trzy pytania: czy są za obniżeniem wieku emerytalnego i powiązaniem uprawnień emerytalnych ze stażem pracy; czy są za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i czy są za zniesieniem powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego sześciolatków i przywróceniem powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego od siódmego roku życia.
 
Szefowa prezydenckiej kancelarii Małgorzata Sadurska zaapelowała do senatorów o "konsekwentne traktowanie prezydenckich inicjatyw referendalnych". Według niej izba powinna potraktować tak samo referenda 6 września - które za zgodą Senatu odbędzie się z inicjatywy poprzedniego prezydenta Bronisława Komorowskiego - i 25 października proponowane przez prezydenta Dudę.
 
Sadurska mówiła o 6 milionach podpisów, które złożyli Polacy pod wnioskami o referendum w sprawach, których dotyczą pytania zaproponowane przez prezydenta. - Takiego kapitału społecznego nie można marnować - przekonywała. Zaznaczyła, że prezydent nie wskazał w uzasadnieniu swojego wniosku ewentualnych skutków finansowych i społecznych, bo pytania mają charakter kierunkowy, a odpowiedzi obywateli nie są ostatecznie wiążące dla Sejmu.
 
Szefowa Kancelarii Prezydenta mówiła, że mimo negatywnej opinii senackich komisji, sprawa referendum nie jest jeszcze przesądzona; apelowała o ponowne przemyślenie sprawy.
 
Występujący w imieniu połączonych komisji senackich, które rekomendują izbie odrzucenie wniosku, senator Marek Borowski (niezależny) zaznaczył, że większość konstytucjonalistów uznała, iż pytania proponowane w referendum dotyczą spraw o szczególnym znaczeniu dla państwa, choć większość ma zastrzeżenia dotyczące rzetelności pytania ws. Lasów Państwowych. Dodał, że wielu ekspertów wskazywało na nieprecyzyjny charakter pytań.
 
O zasadność, celowość i precyzję pytań pytali też senatorowie PO, w tym Jan Rulewski i Mieczysław Augustyn, oraz senatorowie niezależni.
 
Sadurska odpowiadała, że pytania nie są ogólne, czy nieprecyzyjne, ale kierunkowe. Zwróciła uwagę, że podczas debaty w Senacie nad wnioskiem prezydenta Komorowskiego ws referendum także padały zarzuty dot. ogólności pytań i ich niekonstytucyjności. Podkreśliła, że wówczas Senat przychylił się do stanowiska reprezentowanego przez ówczesnego prezydenckiego ministra Krzysztofa Łaszkiewicza, że precyzyjna powinna być norma prawna, a pytania są ogólne, gdyż kierowane są do obywateli i muszą być dla nich zrozumiałe. - Jeśli będzie dobra wola Izby, to te pytania też będą zrozumiałe - stwierdziła Sadurska.
 
Z kolei sprawozdawca mniejszości połączonych komisji Kazimierz Wiatr (PiS) przekonywał, że to referendum obywatelom się po prostu należy, bo przywraca ich podmiotowość. Podkreślał, że przemawia co prawda jako sprawozdawca mniejszości, ale do przegłosowania przez komisje odmiennego stanowiska zabrakło tylko dwóch głosów.
 
O koszty przywrócenia wieku emerytalnego sprzed reformy, czyli do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, pytał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO).
 
Wiceminister finansów Izabela Leszczyna podkreśliła, odpowiadając na to pytanie, że koszty cofnięcia reformy byłyby najbardziej dotkliwe z punktu widzenia przyszłego emeryta. - Powrót do poprzedniego wieku emerytalnego oznacza odejście od wzrostu emerytur mężczyzn o 20 procent, a kobiet o 70 procent. To znaczy - emerytura mężczyzny będzie mniejsza o 20 proc., a emerytura kobiety będzie niższa o 70 proc. jeśli wrócimy do poprzedniego wieku emerytalnego - mówiła wiceszefowa resortu finansów.
 
Według niej, koszt cofnięcia reformy dla sektora finansów publicznych do 2023 roku wyniósłby 100 mld zł, a do 2060 - prawie 1,5 bln zł. Leszczyna stwierdziła też, że obniżenie wieku emerytalnego w Polsce byłoby ewenementem na skalę europejską.
 
Z kolei Bogdan Pęk (PiS) stwierdził, że w UE jest tendencja do obniżania wieku emerytalnego do 63. roku życia. Według niego, Polacy powinni decydować, zgodnie ze swoją wolą, jaki chcą mieć system emerytalny. Jeżeli odrzucicie to referendum, uczynicie to z pobudek stricte politycznych i mam nadzieję, że będzie was to kosztować bardzo drogo, bo to obłuda i zakłamanie - zwrócił się Pęk do senatorów PO.
 
Natomiast Mieczysław Augustyn (PO), odnosząc się do pytania dotyczącego wieku emerytalnego, podkreślił, że trzeba pokazać jego konsekwencje i zapytać Polaków czy godzą się, by obniżając wiek emerytalny, mieli niższą emeryturę. - Brak pokazania konsekwencji wskazuje na to, że albo prezydent otwiera zawór do pojemnika, w którym tkwi dżin populizmu, albo jedynym celem tej propozycji jest wielka polityczna mistyfikacja i próba zagrania na emocjach, by zyskać w wyborczych sondażach - mówił Augustyn.
 
W czasie dyskusji senator Włodzimierz Cimoszewicz (niez.) przekonywał, że zarówno wniosek prezydenta Dudy o referendum, jak i zaakceptowany przez Senat wniosek referendalny prezydenta Bronisława Komorowskiego były niestosowne.
 
Zdaniem Cimoszewicza celem obu wniosków referendalnych było uzyskanie odpowiedzi na pytania, ale wpłynięcie na wynik wyborów parlamentarnych. - Uważam, że tak nie wolno postępować z referendum, bo jest to instytucja wyjątkowa i powinna panować powszechna zgoda, że odwołujemy się do tej instytucji w sytuacjach rzeczywiście nadzwyczajnych - powiedział b. premier i b. marszałek Sejmu.
 
Oceniał też same pytania, zawarte we wniosku prezydenta Dudy. Jeśli chodzi o sześciolatki - wskazał - to są one dziś na zupełnie innym poziomie intelektualnym niż 20 czy 30 lat temu i dobrze sobie radzą z nauką. Pytanie o Lasy Państwowe jest - jego zdaniem - sformułowane "absolutnie niefortunnie". Według niego należało spytać: "czy jesteś za utrzymaniem lasów państwowych jako własności Skarbu Państwa" albo: "czy jesteś za dopuszczalnością prywatyzacji lasów państwowych?" "Wtedy byłoby jasno, prosto, węzłowato" - ocenił.
 
Senatorowie mieli też pytania dotyczące kwestii organizacyjnych i prawnych w sytuacji, gdy referendum odbywałoby się wraz z wyborami parlamentarnymi. Senator Borowski zapytał, czy głosy nieważne w referendum, wrzucone do urny, będą liczyły się do frekwencji. Chciał też wiedzieć, czy - skoro podczas jednoczesnego wydawania kart do głosowania w wyborach i w referendum Polacy będą mogli odmówić przyjęcia jednej z kart, nie narusza to zasady tajności wyborów i czy nie należałoby zapewnić osobnych lokali wyborczych.
 
- Bo wszyscy wiemy, jak wygląda lokal wyborczy - stoi kolejka ludzi i oto ja mówię, że "poproszę na wybory, ale bez karty referendalnej"; informuję tym samym wszystkich, że w referendum nie biorę udziału - uzasadniał pytanie Borowski.
 
Odpowiadając, przedstawiciel Krajowego Biura Wyborczego Krzysztof Lorentz zaznaczył, że w przypadku łącznego głosowania w referendum oraz wyborach parlamentarnych nie ma możliwości rozdzielenia lokali, bo nie pozwala na to ustawa o referendum. Poinformował też, że do frekwencji liczą się wszystkie wrzucone do urny głosy - zarówno ważne jak i nieważne.
 
Lorentz przypomniał, że zgodnie z przepisami, referendum w dniu wyborów może zostać przeprowadzone, mimo "dysharmonii" przepisów m.in. dotyczących godzin głosowania (referendum odbywa się w godz.6-22, wybory godz. 7-21). - Tego rodzaju wątpliwości zostaną usunięte, jeśli referendum zostanie zarządzone - zapewniał.
 
Do zarządzenia przez prezydenta referendum ogólnokrajowego potrzebna jest zgoda Senatu. Izba wyraża zgodę na jego zarządzenie bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
(PAP)