USA: Trump zobowiązał się do poparcia kandydata Republikanów w wyborach

USA: Trump zobowiązał się do poparcia kandydata Republikanów w wyborach
PAP/EPA/JUSTIN LANE

"By wygrać, najlepiej będzie jeśli zdobędę nominację i zmierzę się bezpośrednio z kimkolwiek (ze strony Demokratów). Dlatego podpisałem dziś to zobowiązanie" - powiedział Trump w czwartek, po spotkaniu z szefem Republikańskiego Komitetu Narodowego (NRC) Reince'em Priebusem. Podkreślił, że za tę deklarację "wierności Partii Republikańskiej i konserwatywnym zasadom" nie otrzymał absolutnie niczego od NRC, "poza zapewnieniem, że będzie traktowany uczciwie".

 

Republikański establishment od dłuższego czasu nalegał na Trumpa, by zobowiązał się, że jeśli nie uzyska nominacji w prawyborach republikańskich, to nie wystartuje jako kandydat niezależny. Złożenia takiej deklaracji Trump odmówił m.in. podczas pierwszej prezydenckiej debaty Republikanów, która odbyła się na początku sierpnia w telewizji FOX News. Start Trumpa jako kandydata niezależnego oznaczałby ryzyko podzielenia głosów republikańskich, co dramatycznie zwiększyłoby prawdopodobieństwo zwycięstwa kandydata Demokratów.

 

Trump zapewnił w czwartek, że "nie widzi takich okoliczności, które zmusiłyby go do podarcia zobowiązania o lojalności". Niemniej komentatorzy zwracają uwagę, że podpisany przez niego dokument w sprawie poparcia Republikanina z nominacją GOP, nie ma mocy wiążącej prawnie i nie ma gwarancji, że Trump, magnat rynku nieruchomości i gwiazdor telewizyjny, nie zmieni swojego zdania. Zwłaszcza że w przeszłości Trump mówił, że decyzja w tej sprawie będzie uzależniona od tego, w jaki sposób jest "traktowany" przez establishment republikański.

 

Tymczasem rosnące notowania miliardera są powodem wielkiej konsternacji liderów partii, którzy nie ukrywali zażenowania jego kontrowersyjnymi deklaracjami czy to w sprawie imigracji (nazwał imigrantów z Meksyku kryminalistami i gwałcicielami), kobiet (zasugerował, że dziennikarka Megyn Kelly zadawała mu agresywne pytania podczas debaty w telewizji Fox, bo miała miesiączkę), czy innych Republikanów. Analitycy polityczni uważają, że takie wypowiedzi szkodzą Partii Republikańskiej, która - jeśli chce przejąć władzę w Białym Domu - musi otworzyć się na elektorat kobiecy, a także mniejszość latynoską.

 

Za ulubieńca establishmentu partii uchodzi natomiast były gubernator Florydy Jeb Bush. Ale na 14 miesięcy przed wyborami to Trump, któremu początkowo nikt nie dawał żadnej szansy, prowadzi w sondażach, osiągając poparcie ok. 30 proc. wśród wyborców Partii Republikańskiej i pozostawiając w tyle wszystkich pozostałych 16 kandydatów do nominacji. Według sondażu Reuters/Ipsos z ubiegłego tygodnia, przewaga Trumpa nad Bushem wzrosła do ponad 20 pkt. procentowych wśród ankietowanych zwolenników Partii Republikańskiej. Na syna i brata byłych prezydentów USA chce głosować 8 proc. ankietowanych.

 

Analitycy podkreślają, że spadek poparcia dla Busha nastąpił, gdy wdał się on w polemikę z Trumpem i skrytykował jego stanowisko w sprawie imigracji. Określił on deklarowane przez Trumpa zamiary deportacji z USA wszystkich "nieudokumentowanych" (czyli nielegalnych) imigrantów oraz budowy muru na granicy z Meksykiem jako "kosztowne i nierealistyczne".

 

Na korzyść Trumpa przemawia - jak uważają komentatorzy – kreowany przez niego wizerunek niezależnego polityka, który nie boi się mówić tego, co myśli i nie waha się krytykować rządzących. Według sondażu Ipsos, 77 proc. Republikanów podoba się to, że Trump nie stara się być "politycznie poprawny" i rzuca wyzwanie mediom. Ponadto 68 proc. ankietowanych wyraziło przekonanie, że dzięki swej olbrzymiej fortunie Trump nie musi korzystać ze wsparcia donatorów, rzuca wyzwanie partyjnemu establishmentowi i otwiera partię na nowe idee.

 

(PAP)