Więcej imigrantów trafi do Polski? Czekamy na propozycję UE

W piątek spotykają się premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej - Polski, Czech, Słowacji i Węgier - aby wypracować wspólne stanowisko Europy Środkowo-Wschodniej w sprawie migracji. Na spotkanie do Pragi udała się premier Ewa Kopacz. Z kolei minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna weźmie udział w dwudniowym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw UE w Luksemburgu, na którym również omawiany będzie problem uchodźców w Unii.

 

„Myślę, że wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, że skala kryzysu z uchodźcami przechodzi wyobrażenia, które wiele krajów miało jeszcze kilka miesięcy temu. Potrzeba nowej dyskusji i nowego podejścia do tej sprawy. Ale żeby mówić o liczbach, o systemie, za wcześnie” - zaznaczył, pytany w Gdańsku o sprawę, Siemoniak.

 

Odnosząc się do deklaracji, że Polski nie stać na przyjęcie imigrantów ekonomicznych, powiedział: "Nikt nie ma wątpliwości, ze ludziom, których życie lub zdrowie jest zagrożone, trzeba pomagać. Myślę, że każdy Polak ma tu naturalny odruch pomocy, natomiast Polska nie jest krajem, który mógłby być obiektem takiej emigracji ekonomicznej, sami jesteśmy państwem na dorobku; przyjmowanie takich osób wymaga znacznych środków".

 

"Wiele osób z Ukrainy pracuje w Polsce. Polska jest krajem otwartym dla obcokrajowców, ale wtedy, kiedy mają pracę - w wielu branżach potrzebujemy rąk do pracy, np. w rolnictwie. Ale nie sprowadzałbym tego problemu tylko do kwestii: uchodźcy ekonomiczni czy uchodźcy, którzy są zagrożeni, to jest znacznie poważniejsza sprawa i te państwa, które doświadczają tej fali, są w bardzo trudnej sytuacji” - powiedział wicepremier.

 

Przypomniał, że np. granice Macedonii przekracza 3 tys. uchodźców dziennie.

 

„Jedno jest pewne: tego się nie da rozwiązać w skali jednego kraju, potrzeba działań w skali UE” - dodał.

W przyszłym tygodniu Komisja Europejska ma przedstawić nowe propozycje działań w obliczu bezprecedensowej fali imigrantów i uchodźców napływających do Unii, w tym dotyczące dystrybucji uchodźców pomiędzy kraje UE. Z kolei premier Kopacz, wyjeżdżając do Pragi, poinformowała dziennikarzy, że na sobotę zwołała posiedzenie Rządowego Zespołu Zarządzania

 

Kryzysowego ws. imigrantów. "Napływ i duża fala imigrantów do Europy powoduje, że trzeba rozważyć wszelkie możliwe sposoby na zakończenie tej tragedii humanitarnej" - mówiła. Polska zaproponowała w lipcu, że w ciągu 2 lat przyjmie 2 tys. uchodźców, głównie z Syrii i Erytrei.

 

W czerwcu część państw, w tym Polska, sprzeciwiła się propozycji ustanowienia wiążących kwot rozmieszczenia uchodźców między państwa unijne. Według tych kwot miano by rozdzielić 40 tysięcy uchodźców, którzy dotarli do Włoch i Grecji, oraz 20 tysięcy z obozów poza UE. W obliczu nasilenia kryzysu migracyjnego w UE rośnie presja na ustanowienie obowiązkowego systemu dystrybucji uchodźców.

 

Rzeczniczka KE ds. migracji Natasha Bertaud powiedziała w czwartek, że czerwcowe propozycje w sprawie relokacji imigrantów były "tylko punktem startowym". "Zastanawiamy się, co więcej można zrobić, by pomóc Włochom, Grecji i Węgrom" - dodała.

 

Z kolei przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk również w czwartek ocenił, że kraje UE powinny sprawiedliwie rozdzielić między siebie co najmniej 100 tysięcy uchodźców. Podkreślił, że ci, którzy w przeszłości doświadczyli solidarności UE, powinni okazać ją teraz.

 

Według nieoficjalnych doniesień mediów plany KE mają zakładać relokację między kraje UE dodatkowych 120 tysięcy uchodźców, oprócz 40 tysięcy, których rozdzielenie zaproponowano w czerwcu.

 

Pytany o to w piątek wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski powiedział, że Polska czeka na oficjalną propozycję: "Są przeróżnego rodzaju przecieki, przeróżnego rodzaju propozycje, natomiast nie ma propozycji oficjalnej. My czekamy na propozycję oficjalną, zgłoszoną przez Komisję Europejską, potem o tym będą dyskutować ministrowie spraw wewnętrznych i będziemy się do tego ustosunkowywać".

 

Jak dodał, ważny jest też horyzont czasowy i zasady ewentualnego przyjmowania imigrantów. "My mówimy o tym jasno, najpierw musimy zrealizować te zobowiązania, które podjęliśmy - czyli przyjąć 2 tys. uchodźców - potem będziemy rozmawiali o tym, w jaki sposób możemy pomóc Węgrom, w jaki sposób wziąć pod uwagę naszą specyfikę i będziemy się odnosić - tak jak powiedziała pani premier, w duchu solidarności - do tych propozycji. Natomiast w tej chwili jest zdecydowanie za wcześnie, żeby mówić o jakichkolwiek liczbach" - dodał.

 

Z kolei minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna, komentując w piątek w Radiu Zet wypowiedzi polityków PiS, według których problem uchodźców to problem tych krajów, które miały kolonie, powiedział: "To absurdalne, kompletnie bezrozumne.

 

Nie można takich słów używać w Europie, bo to jest tragedia tysięcy ludzi. Polakom, Polsce, w latach 80. pomagano na całym świecie - wtedy, kiedy był stan wojenny" - powiedział.

 

"Chcę mówić o bardzo wyraźnym rozdziale (przyczyn, dla których ludzie podejmują migrację do Europy - PAP). Uważam, że powinniśmy o tym w Polsce bardzo poważnie rozmawiać, nie wpisywać tego w retorykę kampanii wyborczej, jak robi to PiS" - dodał.

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel ostrzegła w poniedziałek, że jeśli UE nie porozumie się co do sprawiedliwego rozdziału uchodźców, zakwestionowane zostanie istnienie strefy Schengen.

 

(PAP)