Niemcy przywracają czasowo kontrole na granicach

"Celem przedsięwziętych środków jest ograniczenie aktualnego napływu (imigrantów) i przywrócenie uporządkowanej procedury przy wjeździe do Niemiec" - wyjaśnił de Maiziere wieczorem na spotkaniu z dziennikarzami w Berlinie, dodając, że decyzja jest ważna "również ze względów bezpieczeństwa".

 

W wywiadzie dla telewizji ARD minister sprecyzował, że obostrzenia potrwają "jakiś czas". "Nie byłoby jednak rozsądne informowanie już teraz, kiedy się skończą" - zastrzegł.

 

Telewizja publiczna ZDF, komentując na gorąco decyzję rządu, uznała, że świadczy ona o bezradności władz. Komentator przypominał, że tydzień temu kanclerz Angela Merkel zapewniała, że Niemcy "poradzą sobie" z napływem imigrantów. Agencja dpa pisze o "drastycznym zwrocie" w polityce wobec uchodźców.

 

Jak zaznaczył de Maiziere, decyzje podjęte przez stronę niemiecką są całkowicie zgodne z umową z Schengen, a ich uzasadnieniem jest zagrożenie bezpieczeństwa publicznego. W rozmowie z ARD wyjaśnił, że do Niemiec wjeżdża coraz więcej osób, które "podają, że są Syryjczykami, chociaż nimi nie są". "Chcemy wiedzieć, kogo wpuszczamy" - podkreślił.

 

Minister zaznaczył, że zgodnie z unijnymi przepisami Niemcy nie są odpowiedzialne za większość uchodźców, którzy do nich przyjeżdżają. Podkreślił, że umowa dublińska, przewidująca rejestrację azylantów w pierwszym kraju UE, do którego wjechali, jest nadal aktualna.

 

"Wzywam wszystkie kraje europejskie do przestrzegania tych przepisów" - powiedział polityk CDU. Kraj odpowiedzialny za osobę wnioskującą o azyl powinien nie tylko zarejestrować ją, lecz także rozpatrzyć wniosek.

 

De Maiziere powiedział, że azylanci muszą pogodzić się z tym, iż nie mogą wybrać sobie kraju, w którym chcieliby zamieszkać.

Szef MSW zaznaczył, że decyzja rządu nie jest "odwrotem od Europy", lecz jest "sygnałem pod adresem Europy". Jak podkreślił, Niemcy nie unikają odpowiedzialności za humanitarny problem, ale "wynikające z wielkiej liczby uchodźców ciężary muszą być solidarnie podzielone w ramach Europy".

 

Minister powiedział ARD, że decyzja jest "dowodem na to, że UE musi szybko działać". Dodał, że ma nadzieję na postęp podczas poniedziałkowego spotkania ministrów sprawiedliwości krajów UE. Komentatorka ARD podkreśliła, że upublicznienie informacji o kontrolach granicznych w przeddzień spotkania w Brukseli "z pewnością nie jest przypadkiem". Ministrowie 28 krajów mają rozmawiać m.in. o planach rozdziału 120 tys. uchodźców.

 

Przedstawiciele niemieckich władz ostrzegali wielokrotnie w minionych tygodniach, że jeśli inne kraje nie przejmą od nich części uchodźców, to system swobodnego poruszania się po Europie bez kontroli może zostać narażony na szwank.

 

De Maiziere przyznał, że kontrole graniczne nie rozwiążą wszystkich problemów. Ostrzegł, że może dojść do ograniczeń komunikacyjnych, w tym także na kolei. "Potrzebujemy trochę więcej czasu i więcej porządku na naszych granicach" - tłumaczył.

 

Jego zdaniem decydujące znaczenie będzie miała pomoc dla mieszkańców Syrii czy Iraku, gdzie toczą się działania wojenne. Wyjaśnił, że chodzi o to, by powstrzymać ludzi przed wyjazdem do Europy. "To będzie główny punkt dyskusji w Brukseli" - wyjaśnił. Jak dodał, będzie też forsował propozycję tworzenia "stref oczekiwania" w Grecji, we Włoszech i na Węgrzech.

 

Na spotkaniu z dziennikarzami de Maiziere nie odpowiadał na pytania.

 

Niemiecka Kolej (Deutsche Bahn) zawiesiła komunikację kolejową z i do Austrii do godz. 6 w poniedziałek. Rzeczniczka DB wyjaśniła, że poprosił o to niemiecki rząd.

 

Stacja telewizyjna Phoenix podała, że od 17.30 wzmocnione siły policyjne strzegą granicy z Austrią. "Bild" pisał o 21 dodatkowych kompaniach policji. Do ochrony granicy ma też zostać skierowana Bundeswehra. Według "Bilda" policja wzmocni kontrole prowadzone przez funkcjonariuszy cywilnych w 30-kilometrowym pasie przygranicznym z Polską i Czechami, aby uniemożliwić imigrantom ominięcie kontroli na granicy niemiecko-austriackiej.

 

Premier Bawarii Horst Seehofer wyraził zadowolenie z powodu decyzji Berlina. Granicząca z Austrią Bawaria domagała się od dawna zaostrzenia kontroli.

 

Kanclerz Angela Merkel podjęła ponad tydzień temu decyzję o czasowym otwarciu granicy dla uchodźców z Syrii, którzy - protestując przeciwko temu, jak traktowały ich władze węgierskie - wyruszyli na piechotę z Budapesztu w kierunku granicy austriackiej. Deklaracja niemieckiej kanclerz, że zostaną wpuszczeni do Niemiec bez zwykłych biurokratycznych procedur, spowodowała, że liczba przyjeżdżających gwałtownie wzrosła.

 

Podczas ubiegłego weekendu do Niemiec wjechało przez Monachium blisko 30 tys. azylantów. W ten weekend do stolicy Bawarii dotarło co najmniej 16,5 tys. uciekinierów. Od początku roku o azyl w Niemczech wystąpiło 450 tys. osób. Do końca roku ich liczba może przekroczyć 800 tys. Władze Monachium i kilku innych najbardziej obleganych landów ogłosiły, że ich możliwości przyjmowania uchodźców wyczerpały się.

 

Merkel broni swojej decyzji, uważając, że podjęła ją w sytuacji kryzysowej z pobudek humanitarnych. Jej bawarski koalicjant CSU jest natomiast zdania, że deklaracja była błędem, który wywołał falę przyjazdów.

 

(PAP)