PE poparł propozycję podziału 120 tys. uchodźców między kraje UE

Za przyjęciem rezolucji w sprawie planu Komisji Europejskiej opowiedziało się 372 europosłów, przeciw było 124, od głosu wstrzymało się 54. Z kolei w głosowaniu, które dotyczyło poparcia bez poprawek planu KE, za opowiedziało się 370 europosłów, przeciw - 134, a od głosu wstrzymało się 52.

 

Zdecydowana większość eurodeputowanych PO wstrzymała się od głosu w obu. Za propozycją KE z tego ugrupowania opowiedzieli się Michał Boni, Danuta Huebner oraz Róża Thun; przeciw był Jarosław Wałęsa. Przedstawiciele PiS również byli przeciwni, natomiast deputowani SLD wstrzymali się od głosu.

Zastosowanie szybkiej ścieżki ustawodawczej zostało zaproponowane przez przewodniczącego PE Martina Schulza.

 

"Mamy kryzys humanitarny. Uda nam się go pokonać, kiedy pomyślimy o zewnętrznym wymiarze sytuacji - w Syrii, ale również u jej sąsiadów. Sytuacja w tych krajach się pogarsza. Codziennie w związku z tym ludzie wyruszają do Europy, mając nadzieję na lepsze życie. Problem syryjski trwa już piąty rok, w ostatnich tygodniach i dniach jest tam coraz więcej przemocy" - mówił przed głosowaniem Schulz.

 

Przypomniał, że ponad połowa Syryjczyków żyje w skrajnym ubóstwie, a 4 mln mieszkańców tego kraju uciekło do Libanu, Turcji, a także innych państw, aby szukać lepszego życia. Szef PE wezwał Komisję Europejską do udzielenia pomocy finansowej, szczególnie w Libanie, Jordanii i Turcji. Ostrzegł, że bez takiego zaangażowania problemy będą narastać.

 

"Niedługo odbędzie się specjalny szczyt i mam nadzieję, że liderzy Europy też wezmą to pod uwagę" - oświadczył Schulz. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zapowiedział, że w czwartek ogłosi decyzję w sprawie ewentualnego zwołania spotkania przywódców państw i rządów UE na temat kryzysu z uchodźcami.

 

Wiceszef KE Frans Timmermans podkreślił, że kryzys ten będzie towarzyszył światu przez lata. "To jest wyzwanie humanitarne, gospodarcze, polityczne, ale również moralne - czy będziemy w stanie przedstawić takie rozwiązania, które będą miały charakter realistyczny, będą zgodne z naszymi zobowiązanymi prawnymi, ale przede wszystkim będą zgodne z naszym moralnym zobowiązaniem" - oświadczył Timmermans.

 

"Nie mówimy, że trzeba otworzyć wszystkie granice, ale nie możemy tracić kontaktu z naszymi duszami, z naszym sercem. Nie możemy mówić ludziom narażonym na prześladowania: trzymajcie się z daleka od granic Europy" - apelował w przemówieniu do europosłów.

 

W oświadczeniu wydanym po głosowaniu KE ponownie zaapelowała do rządów krajów unijnych o szybkie porozumienie w sprawie planu podziału 120 tysięcy uchodźców. Zapowiedziała, że jeśli państwa członkowskie na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych UE we wtorek podejmą decyzję w tej sprawie, będzie gotowa, by współpracować z nimi i z odpowiednimi agencjami europejskimi w celu natychmiastowego przenoszenia uchodźców z najbardziej obciążonych państw.

 

Szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber podkreślał, że Europa, a szczególnie instytucje unijne, muszą okazać solidarność. "To jest pierwszy krok, to nie wszystko (co możemy zrobić - PAP). Musimy myśleć o tym, co dzieje się na granicach państw trzecich" - wskazał.

 

O zmobilizowanie wsparcia dla państw przyjmujących uchodźców - Jordanii, Libii i Turcji - apelował lider socjalistów w PE Gianni Pittella. Dziękował wolontariuszom i organizacjom pozarządowym za pomaganie ludziom uciekającym przed wojną.

 

Nigel Farage, przewodniczący eurosceptycznej frakcji Europa Wolności i Demokracji, oświadczył, że "otwieranie drzwi na exodus to pomaganie przemytnikom". Jak zaznaczył, UNHCR szacuje, że obecnie przesiedlonych jest 59 mln ludzi na świecie.

 

"Głosowanie za tą rezolucją wysyła sygnał, że UE jest przygotowana do przyjęcia niegraniczonej liczby osób" - ostrzegał.

Propozycja KE, nad którą głosowali europosłowie, została przedstawiona w ubiegłym tygodniu. Dotyczy ona rozmieszczenia w krajach unijnych w ciągu dwóch lat 120 tysięcy uchodźców docierających do Włoch, Grecji i na Węgry, aby złagodzić obecny kryzys migracyjny. Bruksela zaproponowała ustalenie z góry, ilu uchodźców ma trafić do poszczególnych państw.

 

Mają to być działania nadzwyczajne, na które zezwala unijny traktat. Zgodnie z unijnym prawem Parlament Europejski nie ma tu kompetencji decyzyjnych, musi wydać jedynie opinię w tej sprawie, aby można było uruchomić program.

 

Wydanie opinii PE nie wymaga wcześniejszej zgody państw członkowskich na propozycję KE. Dotychczas kraje UE nie podjęły decyzji w sprawie programu relokacji 120 tysięcy uchodźców. Poniedziałkowe spotkanie ministrów spraw wewnętrznych nie przyniosło rozstrzygnięcia. Proponowanych zasad relokacji nie poparły kraje Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polska, które uważają, że podział uchodźców musi być oparty na zasadzie dobrowolności. 22 września odbędzie się kolejne spotkanie szefów MSW w tej sprawie.

 

(PAP)