Białoruski szpieg posiedzi w Polsce - nie będzie odbywał wyroku na Białorusi

Białoruski szpieg posiedzi w Polsce -  nie będzie odbywał wyroku na Białorusi

Lianiuka został prawomocnie skazany za to, że pozorując przez 8 lat współpracę wywiadowczą z b. Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, jako białoruski agent przekazał im bezwartościowe informacje - czym wyłudził 319 tys. dolarów i 18 tys. euro.

 

We wtorek SO rozpoznawał wniosek skazanego o przekazanie reszty kary do wykonania w Republice Białorusi. Lianiuka został doprowadzony na posiedzenie przez policję. Sąd zdecydował o utajnieniu posiedzenia; dziennikarze nie mogli nawet wejść na salę. Prokurator nie chciał ujawnić PAP, jaki wniosek w sprawie przedstawiła sądowi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

 

"Sąd wskazał, że przestępstwo z art. 130 par. 1 Kodeksu karnego, za które m.in. Aleksander L. został skazany, jako czyn godzący w bezpieczeństwo zewnętrzne Polski, nie jest przestępstwem według prawa białoruskiego" - przekazała PAP sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka SO ds. karnych. "Tym samym przekazanie kary do wykonania byłoby sprzeczne z umową między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Białorusi sporządzoną 26 października 1994 r. w Mińsku o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych, rodzinnych, pracowniczych i karnych" - dodała.

 

Art. 130 Kk stanowi: "Kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10". Polsko-białoruska umowa przewiduje możliwość przekazania skazanego do odbycia kary w drugim państwie m.in. gdy dany czyn jest karalny również w drugim państwie lub byłby karalny sądownie, gdyby został popełniony na jego terytorium. Przejęcie wykonania kary jest niemożliwe m.in., jeżeli czyn jest uważany przez umawiającą się stronę za przestępstwo polityczne lub wojskowe lub gdy zdaniem strony wykonanie orzeczenia zagrażałoby suwerenności lub bezpieczeństwu albo pozostawałoby w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa tego państwa.

 

Jak podawała w czerwcu br. stacja "Biełsat", szef białoruskiego KGB Walery Wakulczyk mówił, że Lianiuka był "zwyczajnym oszustem i zdrajcą". "Mówić o tym, że to szpieg jest bez sensu" - oświadczył.

 

W maju br. Lianiuka został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Warszawie na 7 lat więzienia za to, że od 1999 r. do 2007 r. "pozorował oddawanie usług wywiadowczych RP" przez dostarczanie podrobionych lub przerobionych dokumentów oraz doprowadzenia WSI do "niekorzystnego rozporządzenia mieniem". SA utrzymał taki wyrok SO z grudnia 2014 r., choć zarazem zmienił ustalenie SP, że nie działał on w ramach obcego wywiadu. Na wniosek Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie SA uznał, że Lianiuka działał w ramach "gry operacyjnej białoruskiego wywiadu przeciwko Polsce".

 

Według obu sądów Lianiuka świadomie przekazywał takie nieprawdziwe informacje, jak np. wiadomość o rzekomych agentach białoruskich, uplasowanych w najważniejszych instytucjach państwa polskiego oraz o działalności siatki szpiegów białoruskich w Polsce. Zmusiło to WSI do "nieefektywnych działań operacyjnych". Ponadto Lianiuka przekazał fałszywą listę oficerów białoruskich służb specjalnych oraz inne rzekome tajne dokumenty Białorusi, m.in. o jej siłach zbrojnych - w istocie były to przerobione materiały ogólnodostępne, pochodzące m.in. z czasów ZSRR.

 

By się uwiarygodnić w oczach WSI, Lianiuka przedłożył im sfałszowane zaświadczenie o ukończeniu kursu służb specjalnych Białorusi - było to przerobione zaświadczenie KGB ZSRR, na którym widniał m.in. herb ZSRR. Według sądów oskarżony ujawnił białoruskiemu wywiadowi metody pracy i obszary zainteresowania wywiadu WSI.

 

Jak ujawnił SO, współpraca Lianiuki z WSI - oraz krótko ze Służbą Wywiadu Wojskowego (zastąpiła ona WSI, rozwiązane przez rząd PiS) - trwała do 2007 r. W 2011 r. nawiązał on jeszcze kontakt z SWW, od której chciał wyłudzić pieniądze w zamian za rzekome materiały tajnych służb Białorusi (m.in. o rzekomym Polaku z nimi współpracującym). SWW nic mu jednak nie zapłaciła, a wkrótce po kontakcie z jej oficerem, Lianiuka został w listopadzie 2011 r. zatrzymany i aresztowany. Od tego czasu przebywa w polskim areszcie.

Akt oskarżenia wpłynął do SO w lutym ub.r., a tajny proces ruszył w czerwcu ub.r. Jako świadkowie anonimowi zeznawali w nim oficerowie służb specjalnych RP.

Koniec kary przypada 15 listopada 2018 r. Pod koniec roku skazany nabierze prawa do wystąpienia o przedterminowe warunkowe zwolnienia z reszty kary.

5 listopada przed warszawskim SO ma ruszyć niejawny proces innego obywatela Białorusi Jurija K., oskarżonego o udział w działalności wywiadowczej przeciw Polsce. Odpowiadającemu z aresztu oskarżonemu grozi do 10 lat więzienia.

 

Według rocznego raportu ABW "kierunek polski pozostaje jednym z priorytetów działalności służb specjalnych Białorusi. Są one ukierunkowane na "poszukiwanie rynków zbytu na towary białoruskie, firm gotowych inwestować w ich kraju, a także możliwości uzyskiwania środków z programów pomocowych UE". Ponadto interesują się one polskim sektorem zbrojeniowym, wojskiem i systemami bezpieczeństwa wewnętrznego.

 

W 2009 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, po tajnym procesie, skazał na pięć lat i sześć miesięcy więzienia obywatela Białorusi Siergieja Monicza. Sąd uznał, że za pieniądze chciał on zdobyć tajne informacje o polskim MSZ. Monicza zatrzymano w 2006 r. na Litwie na wniosek Polski, która zażądała jego ekstradycji, na co zgodził się litewski sąd. Monicz twierdził, że padł ofiarą prowokacji polskich służb.(PAP)