USA: Wizyta prezydenta Chin w Waszyngtonie; główny temat: cyberataki

USA: Wizyta prezydenta Chin w Waszyngtonie; główny temat: cyberataki
Prezydenta Chin z małżonką powitał na lotnisku wojskowym pod Waszyngtonem wiceprezydent USA Joe Biden. Następnie udali się na prywatną kolację do Białego Domu, już z udziałem prezydenta Baracka Obamy.
 
Wizyta ma charakter państwowy, a więc przywódca Państwa Środka przyjmowany jest z najwyższymi honorami, zarezerwowanymi dla najbliższych sojuszników USA. Jej uwieńczeniem, po roboczych rozmowach w Białym Domu w piątek, będzie kolacja wydana tego dnia wieczorem przez parę prezydencką na cześć Xi i jego małżonki, na którą zaproszono m.in. byłą sekretarz stanu Hillary Clinton i byłego prezydenta Jimmy'ego Cartera.
 
- Od początku prac tej administracji staliśmy na stanowisku, że należy zaangażować się w relacje z przywództwem Chin. I robimy to wierząc, że to najważniejsze dwustronne relacje na świecie - powiedział podczas briefingu na temat wizyty zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa USA Ben Rhodes. Przyznał, że oba kraje różnią się w wielu sprawach, ale rezygnacja ze współpracy - jak dodał - byłaby pozbawieniem się możliwości obrony naszych interesów oraz, by jasno powiedzieć Chinom, jakie jest nasze stanowisko.
 
Prezydent Obama po raz ostatni spotkał się z Xi w listopadzie ub.r. w Pekinie. Zapadły wówczas ważne decyzje o redukcji emisji gazów cieplarnianych przez oba kraje. Ale poza udziałem Chin w forsowanym przez administrację USA porozumieniu sześciu mocarstw z Teheranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego, w relacjach na linii Waszyngton-Pekin nie odnotowano znacznego postępu w innych, licznych spornych kwestiach, jak prawa człowieka, spory terytorialne Chin z sojusznikami USA w Azji, czy nasilające się ataki chińskich hakerów na komputery amerykańskich firm, media i agencje rządowe.
 
Temat cyberbezpieczeństwa, w tym kradzieży tajemnic przemysłowych i własności intelektualnej, jest niezwykle ważny dla USA. W środę okazało się, że w ujawnionym w lipcu wielkim ataku na federalną bazę danych amerykańskich urzędników, już wcześniej uważanym na największy w historii USA, wykradziono 5,6 mln odcisków palców.
 
Amerykański wywiad uznał, że atak został dokonany z Chin, ale nie jest jasne przez jaką dokładnie grupę czy organizację. Jak napisał czwartkowy "New York Times", śledczy USA uważają, że Chiny budują bazę danych o Amerykanach, by móc sprawdzić, kto dokładnie przybywa na teren ich kraju. To może pomóc im np. ustalić prawdziwą tożsamość amerykańskich szpiegów.
 
Administracja Obamy, która wielokrotnie straszyła Chiny sankcjami za hakerskie ataki, ogłosiła kilka dni temu, że do wizyty prezydenta Chin wstrzyma się z decyzją w tej sprawie. Co więcej, jak wynikało z wypowiedzi Rhodesa, Biały Dom liczy, że podczas wizyty Xi Jinpinga uda się wypracować minimalne zasady współpracy w obszarze cyberbezpieczeństwa. "Uważam, że jako dwie największe gospodarki na świecie możemy prowadzić wysiłki, by wypracować międzynarodowe normy, które regulują działalność w cyberprzestrzeni" - powiedział.
 
Jak zastrzegł "NYT", te normy nie dotyczyłyby oczywiście tradycyjnej działalności szpiegowskiej, którą prowadzą zarówno USA jak i Chiny. Współpraca ograniczałaby się do kradzieży tajemnicy handlowych i własności intelektualnej, czyli w większym stopniu miałaby zapobiegać atakom na komputery prywatnych firm niż np. państwowe bazy.
 
Ale i tak większość amerykańskich komentatorów podchodzi do tego sceptycznie, uważając, że Chinom nie można zaufać. Pekin regularnie zaprzecza zresztą, aby miał coś wspólnego z cyberatakami.
(PAP)