Niechciana Ewa Kopacz. Pani premier pojawia się tam, gdzie jej nie chcą

Nowy tydzień premier Ewa Kopacz zaczęła od walki o głosy przedstawicieli swojego zawodu, czyli lekarzy. Wzięła udział w uroczystości otwarcia Szpitala Pediatrycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Nasi lekarze są kształceni w sposób szczególny nie bez powodu są tak chętnie przyjmowani nie tylko w Europie - mówiła premier.
 
Pani premier czuła się w szpitalu niczym ryba w wodzie. Tym bardziej, że wielokrotnie bito jej brawa. Na tak ciepłe przyjęcie nie mogła liczyć podczas uroczystości pogrzebowych żołnierzy wyklętych zamordowanych przez komunistów. Żołnierzy, o których bohaterstwie mówiła do tej pory przede wszystkim prawica. 
 
Poza takimi wyrazami dezaprobaty przewodnicząca PO została wygwizdana przez uczestników pogrzebu. Incydenty na Powązkach nie dziwią PIS. Parlamentarzyści tej partii przekonują, że pani premier i Platforma nie cieszą się autorytetem wśród rodzin żołnierzy wyklętych. - Po co się pchać? Żeby pokazać całej Polsce, że jej nie szanują? To jest z punktu widzenia pewnego PR-u politycznego niezrozumiałe - powiedział Ryszard Czarnecki z PiS.
 
Ale rządząca partia nie ma wątpliwości. Jako szefowa rządu Ewa Kopacz ma prawo, a nawet obowiązek uczestniczyć we wszystkich uroczystościach. Bez względu na incydenty. - Jest dla mnie kompromitujące dla tych którzy buczą. Są takie chwile, kiedy powinniśmy być razem i wspominać naszych bohaterów - powiedział Łukasz Abgarowicz z PO
 
Tyle, że przewodnicząca PO pojawia się nie tylko na uroczystościach kojarzonych raczej z prawicą. Od tygodni puka do drzwi Pałacu Prezydenckiego.
 
Chce, żeby zaprosił ją prezydent Andrzej Duda. Ten woli rozmawiać z jej ministrami, ale pani premier nie daje za wygraną i ponawia apele o spotkanie. - Pani premier z niektórych imprez jest wyklęta, a mimo to próbuje wejść z powrotem oknem. No nie przystoi to za bardzo premierowi - powiedział Tomasz Kalita z SLD.
 
Zdaniem Zjednoczonej Lewicy Ewa Kopacz powinna szanować też samą siebie. To podstawa, żeby mogła dalej sprawować funkcję i żeby takie zapowiedzi polityków PO spełniły się. - Ja mam takie wrażenie, że pan prezydent się zdziwi i po 25 października będzie musiał współpracować z rządem Ewy Kopacz - powiedział Michał Szczerba.
 
Na razie jednak nie widać ofensywy ze strony szefowej rządu, ani jej ugrupowania. Nie widać nawet kolejnych podróży kolejowych po Polsce. - To jest dość typowe dla PO. Obiecują, obiecują, a postępują inaczej niż wynikałoby to z obietnic - powiedział Mariusz Błaszczak z PiS.
 
Opozycja żartuje, że z akcji "Kolej na Ewę" został tylko kolejowy billboard. Billboard, który wisi w setkach miejsc w całej Polsce.