Sąd: Miller i Palikot mają przeprosić Petru

Pełnomocnik Millera zapowiedział złożenie zażalenia. Miller i Palikot w sobotę podczas wspólnej konferencji prasowej nazwali Petru "człowiekiem wynajętym przez banki".
 
W poniedziałek komitet Nowoczesnej złożył w sądzie w trybie wyborczym pozew stwierdzając, że wypowiedzi liderów TR i SLD naruszają dobre imię Petru, i domagając się sprostowania nieprawdziwych informacji oraz przeprosin. Sam Petru mówił, że słowa liderów TR i SLD to oszczerstwo.
 
Sąd zajął się sprawą we wtorek. Zakazał liderom SLD i TR rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, a także zdecydował, że Miller i Palikot mają wyemitować przeprosiny w głównych programach informacyjnych stacji telewizyjnych. "Sąd postanowił zakazać Leszkowi Millerowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, jakoby Ryszard Petru był człowiekiem wynajętym przez banki, zakazać Januszowi Palikotowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji jakoby Ryszard Petru realizował zadania zlecone przez środowiska bankowe" - powiedział sędzia Jacek Bajak, odczytując wyrok.
 
W uzasadnieniu podkreślono - nawiązując do słów Millera i Palikota - że nie została udowodniona ich prawdziwość. "Nie przedstawili jakiegokolwiek dowodu na pozostawanie wnioskodawcy w takich relacjach z podmiotami bankowymi, by można było o nim powiedzieć, że na czas kampanii wyborczej został on wynajęty przez banki. Nie został również przeprowadzony żaden dowód, który mógłby wykazać, że wnioskodawca reprezentuje interesy, realizuje zadania zlecone przez środowisko bankowe lub osoby trzecie" - podkreślił sędzia.
 
Sąd postanowił oddalić wniosek w pozostałej części - oddalił znaczną część żądań dotyczących zakresu sprostowań i przeprosin, ograniczając zasięg publikacji do przekazu telewizyjnego, zdecydował też, że Miller i Palikot mają przekazać Petru po ponad 368 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania. Petru domagał się sprostowań ze strony Millera i Palikota w najważniejszych dziennikach i na stronach internetowych oraz przekazania 20 tys. zł na Polską Akcję Humanitarną.
 
Szef Nowoczesnej, komentując we wtorek wyrok sądu, powiedział dziennikarzom, że jest zadowolony. "Jak powiedziałem dziś rano - ktoś musi wychować Janusza Palikota. Padło na mnie. Cieszę się, że muszą przeprosić, mam nadzieję, że ze strony obu tych panów kolejne oszczerstwa nie będą padały i dobrze by było, aby ten wyrok był takim symbolicznym wyrokiem sygnalizującym, że musi być inny poziom kultury politycznej w Polsce. Spierajmy się na argumenty, a nie na obelgi, bo to do niczego nie prowadzi" - powiedział Petru.
 
Z kolei pełnomocnik Leszka Millera mec. Liwiusz Laska, komentując wyrok, mówił: "Wyrok jest salomonowy, odrzucający w dużej mierze nadmierne żądania". Nawiązując do tego, że wyrok zapadł w trybie wyborczym ocenił, że "ciężko było w trzy godziny zebrać materiał dowodowe na wykazanie prawdziwości tez". Zapowiedział też złożenie zażalenia.
 
Podczas rozprawy mec. Laska przekonywał, że Miller nie powiedział nic takiego, co uzasadniałoby skierowanie pod jego adresem "drakońskich" żądań finansowych. Podkreślił, że żądania dotyczyły Millera, nie komitetu wyborczego, z którego startuje.
 
"Leszek Miller nie powiedział niczego, co byłoby nieprawdziwe, co by przynosiło ujmę" - mówił Laska. Jak dodał, nie rozumie, w jaki sposób Petru mógł zostać obrażony stwierdzeniem, iż pracował dla banków. "Czy to jest dla kogoś dziś obraźliwe? (...) Fakt, iż pracował dla banków, nie narusza dobrego imienia" - wskazywał.
 
Z kolei pełnomocnik Petru, mec. Maciej Ślusarek podkreślał, że szef Nowoczesnej rzeczywiście jest ekonomistą i był doradcą banków, ale obecnie nie jest z żadnym związany. "Obecnie nie łączy pana Ryszarda Petru żadna umowa z jakimkolwiek bankiem czy instytucją bankową, parabankową czy nawet finansową, która mogłaby uprawniać tego rodzaju stwierdzenie, które zostało wypowiedziane przez obydwu panów w trakcie konferencji" - powiedział.
 
Tymczasem - jak mówił - przekaz z konferencji Millera i Palikota był taki, że Petru nie prowadzi kampanii i nie buduje partii "w imię obywatelskiego obowiązku, ale wyłącznie w ramach jakiegoś zlecenia, czytaj: finansowego". Podkreślił, że pozew przeciwko Millerowi i Palikotowi miał na celu "wyeliminowanie nieuczciwej gry wyborczej".
 
Podczas rozprawy nie było reprezentanta Janusza Palikota. Mówił on wcześniej we wtorek na konferencji prasowej w Lublinie, że nie został poinformowany o terminie rozprawy i chciał jej przełożenia na środę. Sąd w trakcie rozprawy ocenił, że Palikot został prawidłowo poinformowany o rozprawie.
 
Zgodnie z Kodeksem wyborczym na postanowienie kończące sprawę w trybie wyborczym przysługuje zażalenie do sądu apelacyjnego, który rozpoznaje ją w ciągu 24 godzin. Od tego postanowienia nie przysługuje skarga kasacyjna; podlega ono natychmiastowemu wykonaniu. (PAP)