Zjednoczona Lewica zapowiada bombę. W niedzielę poznamy kandydata na premiera

Mało zauważalna, bez ekscytujących opinię publiczną tematów i głośnych wystąpień. Tak do tej pory wyglądała kampania wyborcza Zjednoczonej Lewicy. 
 
Nic dziwnego, że poparcie dla inicjatywy utknęło w martwym punkcie i w większości sondaży nie przekracza 8 procent. Dokładnie tyle wynosi próg wyborczy w przypadku koalicji. - Przewidujemy w niedzielę wielką konwencję. Nie możemy zdradzać jeszcze wszystkich szczegółów, ale to będzie jedno z najmocniejszych uderzeń w tej kampanii. Tu nie chodzi tylko o Zjednoczoną Lewicę, ale i w ogóle. Myślę, że może zmienić bieg wydarzeń - powiedział Dariusz Joński z SLD.
 
Polityczna bomba zostanie odpalona w Łodzi. Miejscu, gdzie lewica zawsze była silna. Na specjalnej konwencji zostanie zaprezentowany kandydat koalicji na stanowisko premiera. Z informacji Superstacji wynika, że rozważane są cztery kandydatury. - Na pewno będzie osobą kompetentną i taką, na którą wyborcy lewicy i centrolewicy bardzo chętnie już nieco ponad trzy tygodnie zagłosują - mówił Wincenty Elsner.
 
Posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej przyznają, że jedną z kandydatek jest Barbara Nowacka, współprzewodnicząca Twojego Ruchu. Sama zainteresowana jednak od tygodni mówi o tym niechętnie. Ale wielkim walorem Nowackiej jest to, że jest lubiana. W koalicyjnym rządzie widzi ją Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej... - Pani Barbara Nowacka byłaby fantastyczną wicepremierką w rządzie Platformy-PSL i SLD - powiedział Michał Szczerba.
 
Liderkę Zjednoczonej Lewicy chwalą nawet politycy od lat związani z prawicą. - Ja bardzo sobie cenię panią Nowacką. To też jest miła i sympatyczna osoba, ale ma niestety ten sam problem, który miała pani Magdalena Ogórek, czyli dośwadczenie polityczne jest żadne - uważa Zbigniew Girzyński.
 
A bez doświadczenia trudno będzie o porywające przemówienia. Przemówienia, które mogłyby spełnić marzenia lewicy o powrocie do władzy. 
 
Z sondaży wynika, że Zjednoczona Lewica nie walczy o władzę, tylko wejście do Sejmu. W najgorszym wypadku utrzymanie dotacji budżetowych już poza Sejmem. Umowa między lewicowymi koalicjantami przewiduje już podział takich pieniędzy. Lwia część przypadnie SLD.  A to znak, że na lewicy niekoniecznie idzie nowe.