Rosyjskie naloty w Syrii trwają, mimo apeli Zachodu

Rosyjskie naloty w Syrii trwają, mimo apeli Zachodu
W Paryżu spotkali się w sprawie Syrii prezydenci Francji i Rosji, Francois Hollande i Władimir Putin. Rozmawiali o warunkach stawianych Rosji przez Francję w kwestii współpracy przy rozstrzyganiu konfliktu syryjskiego. Chodzi o atakowanie wyłącznie celów IS i Al-Kaidy, bezpieczeństwo cywilów oraz polityczną transformację, która zakładałaby ustąpienie prezydenta Syrii Baszara el-Asada, rosyjskiego sojusznika. Nie wiadomo, czy ponadgodzinne spotkanie dało pozytywne wyniki.
 
Interwencja rosyjskich sił powietrznych w Syrii potrwa 3-4 miesiące - ocenił Aleksiej Puszkow, szef komisji spraw zagranicznych Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, zastrzegając, że "zawsze istnieje ryzyko, że się ugrzęźnie".
 
Mimo zapewnień Kremla, że prowadzone od środy naloty są wymierzone w islamistów, koalicja pod wodzą USA, która od ponad roku prowadzi naloty na pozycje IS w Iraku i Syrii, wezwała w piątek Rosję do zaprzestania ataków na opozycję syryjską i skoncentrowania się na zwalczaniu islamistów. Podkreślono, że ataki w prowincjach Hama, Hims i Idlib spowodowały ofiary wśród ludności cywilnej, a celem nalotów nie byli dżihadyści z IS.
 
Ministerstwo obrony w Moskwie poinformowało, że od czwartku w nocy rosyjskie samoloty bojowe Su-34, Su-24M i Su-25 przeprowadziły 18 nalotów na pozycje IS w prowincjach Aleppo, Idlib i Hama w północno-zachodniej Syrii. Wśród zaatakowanych celów znalazło się centrum łączności i obóz szkoleniowy - podano. Według Reutera przynajmniej część tych nalotów przeprowadzono na obszarach atakowanych przez lotnictwo rosyjskie wcześniej, na których są tylko niewielkie siły IS lub nie ma ich tam wcale.
 
Opozycyjne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że w czwartkowych nalotach w prowincji Ar-Rakka, uchodzącej za bastion islamistów, zginęło co najmniej 12 bojowników.
 
Według libańskich mediów w piątek rosyjskie lotnictwo kontynuowało ataki w Idlibie, tym razem na cele rebeliantów z sojuszu Armia Podboju, a - według Obserwatorium - w prowincji Hama na pozycje "rebelianckiego ugrupowania Izza, wspieranego przez zagraniczne siły".
 
Według dziennika "Kommiersant", który powołuje się na źródła w resorcie obrony, siły powietrzne Rosji planują w Syrii do 20 nalotów dziennie z wykorzystaniem samolotów szturmowych Su-25SM, szturmowo-bombowych Su-24M i wielozadaniowych Su-34. Wybór celów i weryfikacja skuteczności nalotów odbywają się na podstawie informacji od syryjskich wojskowych, a także danych przesyłanych przez samoloty bezzałogowe i satelity rosyjskiego wywiadu wojskowego - poinformowała gazeta.
 
Ekspert niezależnej "Nowej Gaziety" Pawał Fielgiengauer powiedział, że Rosja przerzuciła na lotnisko koło Latakii, na północnym zachodzie Syrii, pułk lotniczy w składzie mieszanym. Składa się on z eskadry (12 sztuk) Su-24M, eskadry (również 12) Su-25SM i kilku wielozadaniowych Su-30SM, a także ciężkich śmigłowców bojowych Mi-24 i wielozadaniowych Mi-8 (łącznie do 14 maszyn).
 
Według niego w bazie koło Latakii ulokowano też batalion obsługi lotniskowej, radary, stanowisko kontroli lotów, sztab, środki obrony przeciwlotniczej oraz taktyczną grupę batalionową piechoty morskiej z czołgami i innym ciężkim sprzętem bojowym - łącznie 1500-2000 żołnierzy.
 
Zdaniem eksperta do Syrii przerzucono też sześć wielozadaniowych bombowców taktycznych Su-34 w celu przetestowania w warunkach bojowych oraz grupę żołnierzy specnazu, której zadaniem będzie ewentualne ewakuowanie zestrzelonych pilotów.
 
Fielgiengauer podkreślił, że strukturę pułku wybrano tak, by nie prowokować USA i ułatwić porozumienie, "jeśli nie o wspólnych działaniach, to co najmniej o koordynacji i nieingerowaniu we wzajemne operacje".
(PAP)