USA: w strzelaninie w college'u zginęło 10 osób

Wcześniej informowano o 10 ofiarach śmiertelnych strzelaniny. Rzeczniczka FBI powiedziała następnie, że w ten bilans wliczany jest także napastnik.

 

Według CNN na miejscu strzelaniny znaleziono trzy pistolety i karabin.

 

Lokalne władze nie podały do wiadomości publicznej tożsamości napastnika, ale media, cytując anonimowe źródła w siłach bezpieczeństwa, donoszą, że do studentów strzelał 26-letni Chris Harper-Mercer. Nie uczęszczał on do tego college'u.

 

Wcześniej gubernator stanu Oregon Kate Brown poinformowała, że napastnikiem był 20-letni mężczyzna.

 

Na razie nie wiadomo, jaki mógł być motyw jego działania. W lokalnych mediach pojawiła się informacja, że religijny.

 

Według dziennika "News-Review", powołującego się na świadków, napastnik kazał najpierw swym ofiarom położyć się na podłodze, a następnie podnieść się. Gdy to uczynili, zapytał się o ich religie i zaczął strzelać na oślep.

 

Prezydent Barack Obama był głęboko wstrząśnięty kolejną strzelaniną w amerykańskiej szkole. Po raz kolejny też powtórzył, że w USA konieczne jest zaostrzenie prawa do broni, o co bezskutecznie zabiega od kilku lat. "Jesteśmy jedynym rozwiniętym krajem na świecie, w którym co kilka miesięcy dochodzi do tego rodzaju zdarzeń" - powiedział Obama, przypominając m.in. strzelaninę w szkole w Newtown w grudniu 2012 roku, gdzie napastnik zabił 26 osób, w tym 20 dzieci.

 

"To się staje rutyną" - powiedział prezydent. "Rutynowe jest informowanie o tym przez media. Moje wypowiedzi na tym podium też stają się rutynowe. Jesteśmy zobojętnieni", gdy coś takiego się wydarzy - oświadczył.

 

Barack Obama podkreślił, że podejmowane przez niego próby zaostrzenia prawa do posiadania broni blokuje zdominowany przez Republikanów Kongres, w którym silne wpływy ma lobby strzeleckie.

 

Od stycznia 2015 roku w USA doszło do 293 masowych strzelanin, a ta czwartkowa była najkrwawsza w ostatnich 12 miesiącach.

 

College, w którym w tym tygodniu rozpoczął się semestr, ma być zamknięty co najmniej do poniedziałku. Po strzelaninie setki ludzi wzięły udział w wieczornym czuwaniu przy świecach w Roseburgu, miejscowości liczącej ok. 20 000 mieszkańców. (PAP)