Polityczna awantura o atom. Opozycja pyta o gigantyczną defraudację

Straszenie Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem nie poprawia notowań Platformy Obywatelskiej. Być może dlatego premier Ewa Kopacz znalazła nowy straszak - energię atomową. - W przeciwieństwie do moich konkurentów politycznych nie mam tyle głowy planu budowy kopalni... przepraszam elektrowni atomowych - mówiła premier.
 
Ale straszenie atomem jest dość ryzykowne, bo budować elektrownię chcieli nie tylko konkurenci pani premier. Także człowiek, któremu zawdzięcza stanowisko. - Lata dwudzieste to powinien być ten czas, kiedy w Polsce dwie elektrownie jądrowe będą pracować - mówił Donald Tusk.
 
Już trzy lata temu były minister skarbu Aleksander Grad został powołany na prezesa spółek PGE EJ1 i PGE EJ2, odpowiedzialnych za budowę elektrowni. Pobierał pensję w wysokości 55 tysięcy złotych miesięcznie.
 
Tylko do końca roku na poczet ewentualnej budowy pierwsza ze spółek wydała 182 miliony złotych. Dlatego opozycja domaga się od szefowej rządu wyjaśnień. - Premier polskiego rządu mówi w histerycznej wypowiedzi mówi, że ona nie będzie realizować tego projektu, bo w tej chwili jej to nie interesuje. Ja pytam gdzie sa te pieniądze i na co je wydano - mówiła Beata Szydło. - Są dwie możliwości. Albo pani premier po raz kolejny nie wie o czym mówi, albo doszło do gigantycznej defraudacji środków publicznych - powiedział Adam Bielan z Polski Razem. 
 
Na elektrownie atomowe przeznaczymy znacznie więcej pieniędzy niż do tej pory. Wszystko przez umowę spółki PGE EJ1 z brytyjskim konsorcjum. - Kto zapłaci za ten kontrakt na miliard trzysta milionów, który został rok temu zawarty? Kontrakt, w wyniku którego wyłoniono brytyjską firmę - powiedział Przemysław Wipler z partii KORWiN.
 
Ale rządzące ugrupowanie zaprzecza jakoby były to pieniądze wyrzucone w błoto. - Dzisiaj nie ma potrzeby, aby budować elektrownię atomową. Po to po co wydajemy na to pieniądze, żeby być przygotowani jak będziemy chcieli uczestniczyć w jakimś projekcie - powiedział Michał Szczerba z PO. 
 
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi zapewne o zbliżające się wybory. Platforma walczy o każdy głos. Także ekologów lub tych protestujących przeciwko budowie elektrowni atomowych w pobliżu ich domów. - Być może pani premier uznała, że opowiedzenie się jednoznaczne za elektrownią atomową mogłoby zmniejszyć szanse Platformy w wyborach - zastanawiał się Tadeusz Iwiński z SLD.
 
A takie wypowiedzi powinny zwiększać szanse Platformy chociażby na Śląsku. - Dla mnie priorytetem jest oprzeć bezpieczeństwo energetyczne Polski na polskim węglu - kamiennym i brunatnym - mówiła Kopacz.
 
Jednocześnie szefowa rządu stwierdziła, że program atomowy będzie kontynuowany, ale elektrownie nie powstaną z dnia na dzień.