Pikieta w obronie doktora Bachańskiego i leczniczej marihuany

Jednym z organizatorów pikiety był prezes Wolnych Konopi, poseł Andrzej Dołecki. Poinformował on, że przywiózł z Holandii medyczną marihuanę dla chorych na padaczkę dzieci; zrealizował recepty przepisane dzieciom przez Bachańskiego. Poseł pomógł w sumie dwójce rodziców; jak poinformował, przywiózł do Polski 55 g leczniczej marihuany. Podczas pikiety przekazał Dorocie Gudaniec ok. 30 g preparatu.

 

Uczestnicy pikiety podkreślali, że zebrali się przed placówką, bo żądają przywrócenia do pracy dr. Bachańskiego w poradni neurologicznej Kliniki Neurologii i Epileptologii CZD. Jedna z uczestniczek pikiety Dorota Gudaniec mówiła dziennikarzom, że w związku z odsunięciem lekarza (wyjaśniła, że został przeniesiony do innej poradni) pacjenci, których do tej pory leczył, są praktycznie pozbawieni możliwości konsultacji i prowadzenia dalszego leczenia.

 

Rodzice przekonywali, że marihuana medyczna jest ratunkiem dla ich dzieci. Z rozżaleniem podkreślali, że muszą łamać prawo, żeby zapewnić swoim dzieciom to, co im się należy. Dodawali, że dostęp do leków, które są przepisywane, jest możliwy zgodnie z prawem przez import docelowy, ale ta procedura - jak mówili - trwa nawet 12 tygodni.

 

Gudaniec powiedziała, że próbowała zrealizować receptę na marihuanę medyczną (przepisaną przez Bachańskiego) w 40 aptekach w Polsce, tylko jedna z nich zgodziła się na sprowadzenie leku w ramach importu docelowego, ale i tam procedura ostatecznie nie doszła do skutku.

 

Pikietujący rodzice przyznawali, że kupują leki poza granicami Polski i przywożą je do kraju, choć jest to niezgodne z prawem. Jedna z protestujących zwracała też uwagę, że koszt takiego leku w Holandii to 39 euro, w Polsce - ponad 500 zł.

 

Dołecki mówił, że jeśli będzie taka konieczność i będzie musiał odpowiadać za przywiezienie do Polski marihuany medycznej, zrzeknie się immunitetu. Kilkukrotnie podkreślił, że prawo nie może uderzać w chore dzieci. Podkreślał, że w Holandii nie miał żadnych problemów z realizacją recepty, a wręcz zaskoczenie budziły jego opowieści o tym, jak wygląda sytuacja w Polsce. "Chciałbym, aby te sprawy także w Polsce nie budziły sensacji" - dodał.

 

Delegacja rodziców spotkała się z dyrektor CZD Małgorzatą Syczewską. Ta - jak relacjonowali - chciała jednak rozmawiać tylko z Dołeckim. "Sytuacja była dla mnie dość dziwna, niepokojąca, bo chciano rozmawiać zemną jako z posłem z uwagi tylko na to, że taki obowiązek na dyrektora placówki nakłada ustawa. Dla mnie obowiązkiem moralnym jest to żeby dyrektor placówki stanął twarzą w twarz z rodzicami" - mówił poseł.

 

CZD nie chce komentować sprawy.

 

Prowadzone przez dr. Bachańskiego eksperymentalne leczenie padaczki środkami zawierającymi marihuanę zostało zawieszone - jak informowała w lipcu dyrekcja CZD - z powodu braków formalnych. Instytut informował wówczas, że lekarz został poproszony o wstrzymanie działań oraz wystąpienie do Komisji Bioetycznej o opinię i zgodę, ale bezskutecznie.

 

"Leczenie prowadzone przez dr. Bachańskiego nigdy nie zostało - wbrew przepisom i wielokrotnym prośbom dyrekcji IPCZD - zgłoszone i nie otrzymało zgody Komisji Bioetycznej, a więc było nielegalne. Było prowadzone bez planu dawkowania leków i badań kontrolnych, bez rzetelnej oceny skuteczności i bezpieczeństwa leczenia w dokumentacji medycznej pacjentów" - informowało CZD.

 

Resort zdrowia podawał, że terapia "była nielegalna i prowadzona z narażeniem dzieci na niebezpieczeństwo".

 

Sam dr Bachański w liście otwartym do ministra zdrowia Mariana Zembali pisał, że CZD dokonało na nim linczu i podważyło "w sposób nieludzki i niezgodny z prawdą" jego kompetencje i doświadczenie zawodowe. Zapewnił, że jego przełożeni wiedzieli o prowadzonym przez niego leczeniu i otrzymał on zgodę na leczenie nie więcej niż dziesięciu pacjentów. Jak dodał, jego przełożeni nie interesowali się szczegółowo przebiegiem leczenia, nikt też nie przekazywał mu żadnych uwag dotyczących m.in. dawkowania leków i prowadzonej dokumentacji medycznej.

 

W sierpniu CZD złożyło zawiadomienie dot. możliwości popełnienia przez Bachańskiego przestępstwa narażenia pacjentów na utratę życia, lub ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz możliwości przestępstwa przez prowadzenie tego badania klinicznego bez uzyskania świadomej zgody przedstawicieli prawnych uczestników badania. Śledztwo prowadzone jest z art. 160 Kk, który przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3 dla tego, kto "naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu". Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega on karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

 

Premier Ewa Kopacz, pytana w środę o rozwiązania systemowe dot. leków z medyczną marihuaną, powiedziała, że jeśli preparat będzie bezpieczny i skuteczny, pozytywnie oceniony przez fachowców, poprzedzony badaniami klinicznymi, to nie widzi przeszkód, by go wprowadzić go obrotu. Przypomniała, że już dziś na rynku są leki, w których składzie jest medyczna marihuana. Zaznaczyła, że trzeba respektować istniejące przepisy, które mają na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów.

 

W Polsce jest zarejestrowany lek Sativex zawierający medyczną marihuanę i - jak informuje resort zdrowia - nie ma formalnych przeszkód przed rozpoczęciem procedury rejestracyjnej kolejnych leków, a nawet ich późniejszej refundacji. Obecnie inne niż Sativex leki zawierające leczniczą marihuanę mogą być sprowadzane na zasadach tzw. importu docelowego, czyli sprowadzenia leku z zagranicy dla konkretnego pacjenta.

 

W kwietniu br. Trybunał Konstytucyjny zasygnalizował Sejmowi celowość działań ustawodawczych zmierzających do uregulowania kwestii medycznego wykorzystania marihuany. (PAP)