Petru: liczymy na dwucyfrowy wynik wyborczy i konstruktywną koalicję

Podczas piątkowej konferencji prasowej Petru ocenił, że ośmioprocentowy wynik partii w jednym z ostatnich sondaży to "dobry punkt startu". "Wczorajszy mecz pokazał, że trzeba walczyć do ostatniej sekundy" - mówił, nawiązując do meczu Polska-Szkocja; Polacy zremisowali 2:2 w ostatniej minucie. "Mam nadzieję, że najbliższe 2 tygodnie kampanii będziemy w stanie wykorzystać do tego, żeby ten sondaż jeszcze wzrósł. Nam zależy na wyniku dwucyfrowym" - dodał.

 

Jak podkreślił, dwucyfrowy wynik Nowoczesnej oznaczałby, że jeśli brałaby udział w przyszłej koalicji rządzącej, to "siłą rzeczy" znaczna część postulatów ugrupowania będzie musiała zostać uwzględniona. "Jeżeli szansy na realizację znacznej części naszych postulatów nie będzie, to będziemy wtedy opozycją" - zapewnił. Petru dodał, że w razie pozostania w opozycji, głównymi celami Nowoczesnej będzie zgłaszanie swoich propozycji w parlamencie oraz budowanie siły "na kolejną kadencję, żeby tam wygrać już nie na poziomie 15-17, tylko 35-40 procent".

 

Pytany o możliwe scenariusze koalicyjne po wyborach Petru ocenił, że obecna dynamika wydarzeń "wskazuje, że Platforma przegra i to mocno. "A wtedy pani Ewa Kopacz już nie będzie szefem Platformy, ktoś inny nim zostanie. W związku z tym po wyborach sytuacja może być zupełnie inna" - dodał. Petru zadeklarował ponadto, że jest przekonany, iż "jest w stanie się dogadać" z liderką Zjednoczonej Lewicy Barbarą Nowacką, ponieważ - jak mówił - "ona ma miłą osobowość, jest osobą szukającą kompromisów". Zastrzegł jednak, że chciałby wiedzieć, że "w tym ugrupowaniu, w tej lewicy, ani pan Leszek Miller, ani pan Janusz Palikot nie będą odgrywali znacznej roli, bo jeżeli będą, porozumienie będzie trudne".

 

Petru podkreślił, że jest przeciwny zawieraniu "koalicji przeciwko komuś". "Musimy się zgodzić na wspólny program. Mam świadomość tego, że w polityce trzeba iść na kompromisy, ale nie na zgniłe" - mówił.

 

Jako bardzo mało prawdopodobną przewodniczący Nowoczesnej określił koalicję swojego ugrupowania z Prawem i Sprawiedliwością. Zaznaczył jednak, że "bywały takie rzeczy w historii". "Skąd mamy pewność, że np. PiS się nie rozpadnie, jeśli okaże się, że po raz kolejny nie są w stanie stworzyć rządu? Jestem przekonany też, że pewnego dnia Jarosław Kaczyński abdykuje, szczególnie, że jest zwolennikiem wcześniejszego wieku emerytalnego" - powiedział.

 

Przewodniczący Nowoczesnej mówił również o priorytetach politycznych swojej partii, które akcentowałaby w ewentualnej koalicji. "Aby myśleć o tym, żeby prawo było proste, zrozumiałe dla ludzi, żeby obowiązywała zasada +co nie jest zabronione, to jest dozwolone+, aby w Polsce nie było przywilejów ani emerytalnych, ani związkowych (...), żeby obowiązywały proste i przejrzyste podatki" - wyliczał. Wśród najważniejszych postulatów Nowoczesnej Petru wymienił również m.in. reformę karty nauczyciela, prywatyzację górnictwa oraz podzielenie NFZ na konkurujące ze sobą fundusze. "To jest dla nas podstawa do tego, aby walczyć o głosy" - zaznaczył.

 

Pytany przez dziennikarzy o sprawę prezydenckiego weta do ustawy o uzgodnieniu płci Petru przypomniał, zgodnie z obecnymi przepisami zmiana płci wymaga od osoby transseksualnej pozwania swoich rodziców. "Dziwię się prezydentowi Dudzie, który jest takim zwolennikiem rodziny, że chce podtrzymać zasadę, że w sytuacji bardzo trudnej dla rodziny zmuszane jeszcze jest to dziecko do pozywania w sądzie swoich rodziców" - powiedział. "Przecież to nie jest ustawa, która propaguje zmianę płci (...). Ta ustawa tak naprawdę jest kwestią techniczną: jak spowodować, żeby proces, który i tak jest możliwy, przebiegał bardziej w sposób cywilizowany" - dodał.

 

Sejm kończącej się kadencji na swoim ostatnim posiedzeniu nie zajął się wetem prezydenta do ustawy o uzgodnieniu płci. W piątek rano komisje opowiedziały się za odrzuceniem weta, jednak nie wybrały sprawozdawcy. Z tego powodu wniosek prezydenta nie znalazł się w bloku głosowań.

 

(PAP)