Turcja: prezydent Erdogan potępia zamach w Ankarze

Turcja: prezydent Erdogan potępia zamach w Ankarze
PAP/EPA/STR

W wydanym przez biuro prezydenta oświadczeniu Erdogan zaapelował do obywateli o "solidarność i determinację jako najbardziej wymowną odpowiedź na terror". Prezydent Turcji podkreślił, że osoby odpowiedzialne za ataki chciały doprowadzić do podziałów wśród obywateli i grup społecznych.

 

Wcześniej zamach potępiło w komunikacie ministerstwo spraw wewnętrznych i oceniło, że celem jego sprawców był atak "na turecką demokrację i pokój".

 

Do wybuchów doszło w miejscu, gdzie miała się rozpocząć demonstracja przeciwników walk rządu z Kurdami.

Według prokurdyjskiej opozycyjnej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) celem zamachu byli jej członkowie. "Tuż przed rozpoczęciem marszu dwie bomby wybuchły wśród uczestników. Dlatego zrozumiałe jest, że głównym celem ataków było HDP" - czytamy w oświadczeniu lewicowej partii.

 

"Wielu rannych odniosło poważne obrażenie, więc obawiamy się, że liczba zabitych wzrośnie" - dodało ugrupowanie.

Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini i unijny komisarz ds. polityki sąsiedztwa i rozszerzenia Johannes Hahn we wspólnym komunikacie zaapelowali do obywateli Turcji o jedność w obliczu terroryzmu i "tych, którzy próbują destabilizować sytuację w kraju".

 

Władze w Ankarze poinformowały, że był to zamach, niedługo po tym jak tureckie media podały, że przed dworcem doszło do dwóch eksplozji. Przedstawiciele tureckiego rządu powiedzieli agencji Reutera, że badane są doniesienia, iż atak przeprowadzili zamachowcy samobójcy.

 

W związku z wybuchami w Ankarze premier Ahmet Davutoglu wezwał na nadzwyczajne spotkanie szefów służb bezpieczeństwa i wywiadu, a także przedstawicieli władz - podało biuro szefa rządu.

 

"Doszło do masakry w centrum Ankary. Dwie bomby eksplodowały zaraz po sobie" - mówił agencji Associated Press przedstawiciel związków zawodowych organizujących demonstracje Lami Ozgen.

 

Do zamachu doszło na trzy tygodnie przed zaplanowanymi na 1 listopada wyborami parlamentarnymi, w których rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), której współzałożycielem jest prezydent Erdogan, chce odzyskać większość, utraconą w wyborach z 7 czerwca br.

 

Ponad dwa miesiące temu doszło do wznowienia walk między siłami tureckimi a bojownikami z PKK. Bojownicy zwiększyli liczbę ataków na tureckie siły bezpieczeństwa, a te odpowiedziały atakami na kurdyjskie obozy, także w północnym Iraku.

 

Według bilansu opracowanego przez prorządową prasę w Turcji od końca lipca w wyniku rozgorzałego na nowo konfliktu zginęło blisko 150 żołnierzy i policjantów oraz ok. 1,1 tys. rebeliantów.

 

Eskalacja konfliktu między siłami rządowymi w Turcji a PKK doprowadziła do zerwania przed dwoma miesiącami rozmów pokojowych prowadzonych od końca 2012 r. Szacuje się, że od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych.

 

Rząd w Ankarze oskarża PKK o to, że wykorzystał 2,5-letni rozejm, by zgromadzić broń. Z kolei opozycja uważa, że rząd zakończył proces pokojowy, gdyż w czerwcowych wyborach partia prokurdyjska zdobyła wystarczającą liczbę głosów, by wejść do parlamentu i pozbawić AKP większości, którą dysponowała od 2002 roku.

 

(PAP)