Za zamachem w Ankarze najpewniej stoi Państwo Islamskie

Za zamachem w Ankarze najpewniej stoi Państwo Islamskie
W sobotę przed dworcem kolejowym w stolicy dwie bomby eksplodowały tuż przed początkiem pokojowej demonstracji działaczy lewicowych i aktywistów popierających sprawę kurdyjską. Zginęło ponad 120 osób. Był to jeden z największych zamachów w historii Turcji.
 
Jak powiedział PAP polski ekspert mieszkający w Turcji, "wydaje się, że za zamachami stoją przedstawiciele Państwa Islamskiego, a dokładnie powiązana z nim organizacja Dokumacilar (Tkacze)". Organizacja ta od dawna specjalizuje się w atakach na kurdyjską partię HDP. Była odpowiedzialna m.in. za lipcowy zamach w miejscowości Suruc czy czerwcowy atak w Diyarbakir.
 
"Członkami tej organizacji są obywatele Turcji, którzy zostali przeszkoleni przez Państwo Islamskie i przedostają się na terytorium Turcji. Co ciekawe, są werbowani głównie w prowincji Adiyaman, na południu, która zamieszkana jest przede wszystkim przez Kurdów" - tłumaczył Kujawa.
 
"Niewykluczone również, że IS przeprowadzając takie ataki chce doprowadzić do jeszcze większej polaryzacji i chaosu w Turcji" - dodał. Przypomniał, że Kurdowie oskarżają tureckie władze o wspierane IS.
 
Po czerwcowych wyborach, w których AKP straciła większość niezbędną do samodzielnego rządzenia kosztem mandatów dla prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), "zaczęła się regularna wojna między tureckim rządem a PKK" - podkreślił Kujawa. Wojsko bombardowało bazy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w północnym Iraku, mnożyły się też ataki kurdyjskich bojowników na tureckie siły bezpieczeństwa. Eskalacja konfliktu doprowadziła do zerwania turecko-kurdyjskich rozmów pokojowych, które były prowadzone od końca 2012 r.
 
"Może IS chce, żeby Turcja zajmowała się problemami wewnętrznymi, czyli walką z Kurdami, a nie z dżihadystami" - spekulował Kujawa.
 
Zdaniem eksperta zamach terrorystyczny to z pewnością pokłosie tego, co dzieje się od kilku lat na Bliskim Wschodzie. "Te wydarzenia mają coraz większy wpływ na sytuację w Turcji. Nie należy też zapominać o bardzo skomplikowanej strukturze etnicznej i religijnej Turcji. Podobnie jak w Syrii mieszkają tu Alewici, Kurdowie i inne mniejszości. Tę delikatną tkankę społeczną można łatwo rozbić" - zauważył.
 
Do zamachu doszło na trzy tygodnie przed zaplanowanymi na 1 listopada wyborami parlamentarnymi, w których rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) chce odzyskać większość, utraconą w wyborach z 7 czerwca br.
 
Kujawa przypomniał, że po sobotnim zamachu "prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył, iż nie ma żadnej różnicy między poprzednimi atakami na żołnierzy i policjantów a zamachem na zwykłych obywateli". "Ostrzegał również, że celem ataku było wywołanie podziałów między mieszkańcami: Kurdami i Turkami" - dodał.
 
Wszystkie partie zgodnie potępiły zamach, jednocześnie oskarżając się wzajemnie o jego przeprowadzenie. Niektórzy przedstawiciele rządzącej AKP uważają, że winę ponosi PKK. Ich zdaniem dokonując zamachu, kurdyjscy rebelianci chcą przedstawić HDP jako ofiary i zdobyć w ten sposób większe poparcie w wyborach - podkreśla ekspert.
 
Z kolei opozycja o sobotnią masakrę w Ankarze obwinia AKP. Jej zdaniem partia rządząca nie potrafi kontrolować sytuacji w kraju, co doprowadza do chaosu. "Winą obarcza się również turecką skrajnie prawicową organizację Szare Wilki" - dodał Kujawa.(PAP)