Ukraina po raz pierwszy obchodziła Dzień Obrońców

Ukraina po raz pierwszy obchodziła Dzień Obrońców
Fot. PAP/EPA/ROMAN PILIPEY
Podczas uroczystości prezydent Petro Poroszenko prezentował w środę najnowszy sprzęt wojskowy i apelował do żołnierzy, by mimo rozejmu w konflikcie z separatystami w Donbasie w każdej chwili byli przygotowani na wzrost napięcia na wschodzie kraju.
 
„Udało się nam powstrzymać gorącą fazę konfliktu, lecz sytuacja wciąż jest niebezpieczna. W żadnym razie nie mamy podstaw, by spocząć na laurach” – oświadczył. Poroszenko podziękował jednocześnie „partnerom zagranicznym” za wsparcie obronne i dodał, że Ukraina otrzymuje nieśmiercionośną broń z zagranicy.
 
„Nie potrzebujemy zagranicznych żołnierzy. Ukraińcy władają sztuką wojenną i mają siłę ducha, która wystarczy do obrony naszej ziemi przed okupantem. Ale jesteśmy wdzięczni za nieśmiercionośną broń obronną, którą w końcu zaczęliśmy otrzymywać” – powiedział.
 
Z okazji święta ulicami Kijowa przeszedł zorganizowany przez nacjonalistów z partii Swoboda i Prawy Sektor doroczny marsz ku chwale UPA. Jego uczestnicy domagali się m.in. uwolnienia więźniów politycznych, za których uważają członków swoich organizacji przebywających obecnie w aresztach śledczych.
 
Jest to m.in. 26-letni Andrij Medwedko, podejrzany o zabójstwo znanego z prorosyjskich poglądów dziennikarza Ołesia Buzyny. Dziennikarz został zastrzelony w kwietniu. Przed aresztowaniem Medwedko był znany jako aktywista walczący z nielegalnymi budowami w Kijowie. Po rewolucji na Majdanie Niepodległości walczył z separatystami w Donbasie. Jego stronnicy twierdzą, że padł ofiarą zemsty milicyjnej.
 
Specjalnie dla więzionych członków ruchów nacjonalistycznych trasa marszu prowadziła w pobliżu dwóch aresztów śledczych, w których przebywają. Przed pierwszym aresztem odmówiono modlitwę i wygłoszono przemówienia, przed drugim urządzono koncert.
 
Uczestnicy marszu nieśli portrety przywódcy ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery i dowódcy UPA Romana Szuchewycza. Byli ochraniani przez setki uzbrojonych funkcjonariuszy MSW, którzy dysponowali psami do poszukiwania ładunków wybuchowych. Mimo obaw, prócz wybuchu jednej petardy, nie doszło do żadnych incydentów. MSW podało, że kilkunastu osobom odebrano noże i inne niebezpieczne przedmioty, ale nikt nie został zatrzymany.
 
W październiku 2014 roku Poroszenko zlikwidował obchodzony wcześniej 23 lutego komunistyczny Dzień Obrońcy Ojczyzny i wydał dekret, w którym ogłosił, że święto wojska ukraińskiego będzie obchodzone 14 października, w dniu święta Opieki Matki Boskiej, które nazywane jest Pokrową.
 
W maju na Ukrainie weszła w życie ustawa, która uznaje prawny status uczestników walk o niepodległość kraju w XX wieku, w tym członków UPA. Ustawa otworzyła możliwość udzielania weteranom tych walk pomocy socjalnej oraz uznała odznaczenia i stopnie wojskowe walczących o niepodległość, które przyznano im w formacjach, w jakich służyli.
 
UPA walczyła podczas drugiej wojny światowej zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 roku prowadziła także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.
 
O polskim wątku działalności UPA na Ukrainie mówi się niechętnie; wybijana jest tu raczej walka tej formacji przeciwko władzy komunistycznej w kontekście ruchu narodowowyzwoleńczego.
 
Z opublikowanych w poniedziałek rezultatów badań opinii publicznej wynika, że na Ukrainie wzrasta liczba zwolenników uznania UPA za bojowników o niepodległość. Według grupy socjologicznej Rejtynh po raz pierwszy w historii badań tego tematu zwolenników uznania UPA jest więcej niż przeciwników.
 
Za uznaniem UPA za uczestników walk narodowowyzwoleńczych opowiedziało się w październiku 41 procent respondentów. 38 proc. badanych było przeciwko, a 21 proc. nie miało w tej sprawie zdania. Jeszcze rok wcześniej za uznaniem UPA za formację walczącą o niepodległość państwową opowiadało się 27 proc. respondentów; przeciwnego zdania było 52 proc. badanych.
(PAP)