USA: wiceprezydent Biden nie startuje w wyborach prezydenckich

USA: wiceprezydent Biden nie startuje w wyborach prezydenckich
PAP/EPA/JIM LO SCALZO

O swej decyzji 73-letni Biden poinformował w specjalnym oświadczeniu w ogrodach Białego Domu w obecności prezydenta Baracka Obamy oraz swej żony. W kilkunastominutowym przemówieniu przedstawił swoją wizję Stanów Zjednoczonych, nie ukrywając, że poważnie myślał o starcie w wyborach.

 

"Niestety uważam, że mam już za mało czasu, by prowadzić zwycięską kampanię" - powiedział. Przyznał też, że wciąż pogrążony jest w żałobie po śmierci syna, Beau Bidena, który zmarł w maju na raka. "Ale choć nie będę kandydatem, to nie zamierzam siedzieć cicho" - zapewnił. Powiedział, że wraz z rodziną będzie aktywnie starał się wpłynąć na przebieg kampanii, popierając kandydata, który zdobędzie nominację Partii Demokratycznej, ale nie poparł z nazwiska żadnego z kandydatów.

 

O nominację Demokratów w prawyborach, które zaczynają się za niespełna cztery miesiące, ubiega się obecnie czworo kandydatów, a faworytką jest była sekretarz stanu Hillary Clinton. Różne sondaże dają jej obecnie poparcie wśród wyborców Demokratów rzędu 50 proc. w skali kraju. Na drugim miejscu jest określający się mianem socjalisty senator z Vermont Bernie Sanders, który ustępuje Clinton o ok. 20 punktów procentowych. Według sondaży gdyby Biden zdecydował się na udział, to mógłby liczyć na ok. 13-15 proc. poparcia wśród wyborców Demokratów i byłby większym zagrożeniem dla Clinton niż Sanders.

 

"Wiceprezydent Biden to dobry przyjaciel i wspaniały człowiek. Dziś i zawsze inspiruje mnie swym optymizmem i zobowiązaniem, by zmieniać świat na lepsze" - skomentowała decyzję Bidena na Twitterze Clinton.

 

"To jasne, że Biden uważa, że byłby najlepszym kandydatem, znacznie lepszym od Clinton, i poważnie myślał o starcie" - ocenił decyzję Bidena komentator polityczny CNN Jake Tapper. Jego zdaniem Biden zrezygnował, gdyż "jest pragmatyczny" i zrozumiał, że ma już za mało czasu na zebranie odpowiednich środków na kampanię.

 

Spekulacje o starcie Bidena nasilały się od kilku miesięcy. Niektórzy prominentni Demokraci oraz donatorzy tej partii mieli namawiać go do startu w obawie o pogarszającą się pozycję Hillary Clinton. Jej notowania nadwerężył utrzymujący się od miesięcy skandal wokół prywatnej skrzynki mailowej, którą Clinton prowadziła jako szefowa dyplomacji USA, zamiast korzystać ze służbowego adresu mailowego.

 

W Partii Demokratycznej są obawy, że jeśli ten skandal się rozwinie i naprawdę zaszkodzi Clinton, to partia może pozostać z Sandersem, który - ze względu na zbyt lewicowe poglądy - będzie mieć małe szanse na pokonanie kandydata Republikanów w ostatecznym starciu. Dlatego zdaniem wielu komentatorów kandydatura Bidena miała pełnić funkcję "koła zapasowego", gdyby Clinton z jakichś powodów odpadła z wyścigu.

 

Ale po pierwszej debacie prezydenckiej Demokratów, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w San Diego, poparcie dla Clinton wyraźnie wzrosło, w niektórych sondażach nawet o 10 punktów procentowych. Zdaniem wielu komentatorów była sekretarz stanu zdecydowanie wygrała tę debatę, udowadniając, że wciąż jest faworytką wyścigu prezydenckiego.

 

W komentarzach dotyczących decyzji Bidena dominują opinie, że wiceprezydent podjął ją dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze we wtorek wygłosił przemówienie, które przez wielu uznane zostało jako przygotowanie gruntu do kampanii. Biden wyraźnie starał się bowiem przedstawić siebie jako najbliższego współpracownika Obamy, dystansując się jednocześnie od Clinton.

 

"Prezydent Obama i ja nie mieliśmy żadnych ideologicznych nieporozumień. Żadnych. Zero" - powiedział, dodając, że rozmawiają z Obamą po 4-7 godzin dziennie i bardzo sobie ufają. "Mieliśmy dwóch wspaniałych sekretarzy stanu" - powiedział Biden, nie wymieniając wprost nazwiska Clinton. „Ale kiedy to ja byłem wysyłany na rozmowy, to wszyscy wiedzieli, że mówię za prezydenta" - dodał.

 

Biden urodził się w Scranton w Pensylwanii w wielodzietnej robotniczej rodzinie pochodzenia irlandzkiego, która wkrótce przeprowadziła się do Delaware, małego stanu na wschodnim wybrzeżu USA. To właśnie z tego stanu Biden, jako niespełna 30-latek, został wybrany w 1972 r. na senatora, jednego z najmłodszych w historii kraju. W tym samym roku przeżył wielką osobistą tragedię - jego żona i córka zginęły w wypadku samochodowym.

 

Biden dwa razy, bez sukcesu, ubiegał się o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich: w 1988 roku, gdy przegrał z Michaelem Dukakisem, oraz w 2008 roku, rywalizując z Obamą. Po zwycięskich wyborach Obama nominował go na wiceprezydenta. Funkcję tę Biden pełni nieustannie od 7 lat.

 

(PAP)