Rozliczenia w Platformie - zebrał się zarząd partii

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że zarząd może ustalić termin wyborów wewnętrznych partii. Zgodnie ze statutem PO, przewodniczący ugrupowania wybierany jest w wyborach powszechnych.

 

Premier Ewa Kopacz, po ustąpieniu Donalda Tuska z kierowania Platformą, pozostaje p.o. przewodniczącego partii. Wiceszef PO Cezary Grabarczyk mówił we wtorek PAP, że realny termin wyborów wewnętrznych to przyszły rok. PO nie ma też obecnie sekretarza generalnego - poprzedni sekretarz, Andrzej Biernat zrezygnował latem z pełnienia tej funkcji.

 

"Uważamy, że wybory powinny się odbyć jak najszybciej, przynajmniej jeśli chodzi o mnie i moje środowisko platformiane, wielkopolskie, tak żebyśmy ten początek pracy jako partia opozycyjna rozpoczęli z mocnym mandatem nowego szefa i żeby w Platformie Obywatelskiej wreszcie był sekretarz generalny, bez takiego przypisu +p.o.+ przez funkcją" - powiedział we wtorek dziennikarzom szef klubu PO Rafał Grupiński.

 

Także b. minister finansów Jacek Rostowski (PO) uważa, że wybory szefa partii powinny odbyć się szybko. "Najważniejsze jest, żeby od początku nowego parlamentu, Platforma miała lidera, który ma pełny mandat demokratyczny, aby tym liderem być. To jest rzecz kluczowa" - ocenił.

 

Pytany, czy Kopacz powinna się ustąpić ze stanowiska w partii, Rostowski powiedział: "To jest oczywiście jej decyzja. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałaby w wyborach (na szefa PO) nie kandydować. Ważne żeby wybory miały miejsce, żeby skończyć z tą prowizorką, z którą mamy do dnia dzisiejszego i która z powodów obiektywnych miała miejsce, a która ewidentnie utrudnia liderowi bycie liderem z prawdziwego zdarzenia".

 

Wybory szefa PO powinny odbyć się w miarę szybko również zdaniem b. ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza (PO). "My nie mamy czasu, tworzy się nowy rząd, trzeba budować twardą opozycję" - podkreślił.

 

Natomiast prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) podkreśliła, że Kopacz - jako liderka Platformy - startując z Warszawy uzyskała tu lepszy wynik, niż prezes PiS Jarosław Kaczyński. Według niej, wybory na szefa PO powinny się odbyć "w normalnym czasie", w przyszłym roku. "AWS i UW nawet nie weszły do Sejmu, po tym, jak rządzili, my rządziliśmy dwie kadencje i mamy 24 procent poparcia, jedna czwarta elektoratu nam zaufała" - zaznaczyła Gronkiewicz-Waltz.

 

Pytana o słowa b. szefa MSZ Radosława Sikorskiego, według którego Kopacz powinna wiedzieć, co zrobić po porażce wyborczej PO, Gronkiewicz-Waltz powiedziała: "Niech on idzie do tego Lidla po te ośmiorniczki".

 

Szef kujawsko-pomorskiej PO Tomasz Lenz przewiduje, że w wyborach szefa PO będzie startować więcej, niż dwóch kandydatów. Jak dodał, do świąt Bożego Narodzenia powinien odbyć się przynajmniej pierwszy etap wyborów wewnętrznych w partii. "Mamy w swoich szeregach bardzo dużo znanych osób" - dodał.

 

Z kolei marszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO) pytany czy porażka PO w wyborach ma twarz Ewy Kopacz powiedział, że "Platforma to jest pewna zbiorowość polityczna, każdy z nas odpowiada za porażkę".

 

Politycy PO, z którymi rozmawiała PAP w ostatnich dniach, podkreślali konieczność przeprowadzenia analizy niedzielnego werdyktu wyborczego. PKW podała, że w skali kraju Platforma otrzymała 24,09 proc. głosów, co dało 138 mandatów w Sejmie. To drugi wynik, największe poparcie uzyskał PiS - 37,58 proc. głosów i 235 mandatów.

 

Część polityków PO nie ukrywała niezadowolenia z wyniku. Niektórzy - jak lider pomorskiej PO Sławomir Neumann - mówili, że wynik jest porażką, a błędem było oparcie całej kampanii na osobie premier Kopacz. Grabarczyk mówił z kolei, że Platforma musi przyjrzeć się temu, dlatego nie pozyskała młodych wyborców i musi, "po tym rachunku sumienia, podjąć decyzję o konsolidacji". (PAP)