NATO rozważa, czy wysłać do Europy Wschodniej więcej żołnierzy

Amerykański dziennik powołuje się na źródła dyplomatyczne i wojskowe. Według nich istnieją dwa scenariusze zwiększenia obecności NATO w Polsce i państwach bałtyckich. "Jeden z nich zakłada rozmieszczenie po batalionie sił NATO w Polsce i każdym z państw bałtyckich - od 800 do 1 tys. żołnierzy w każdym oddziale. Skromniejsza wersja przewiduje powołanie jednego batalionu Sojuszu w regionie" - pisze "WSJ".

 

Dziennik zwraca uwagę, że takie rozbieżności są wynikiem podziałów w samym NATO. Z jednej strony USA i inne państwa opowiadają się za zwiększeniem obecności militarnej w Europie Wschodniej. Z drugiej strony Niemcy przeciwstawiają się takim planom, tłumacząc "w prywatnych rozmowach", że "nie chcą traktować Moskwy jako stałego wroga lub izolować jej od Europy, mimo prowokacji i tarć w sprawie Ukrainy".

 

Przedstawiciele NATO, na których powołuje się "WSJ", tłumaczą, że Berlin nie wyraża zgody na znaczne zwiększenie obecności wojskowej Sojuszu na wschodniej flance, "jednak może poprzeć skromniejszy wzrost" liczby żołnierzy.

 

"Nawet jeżeli plan zostanie zaakceptowany, NATO będzie dysponować na wschodniej flance małymi siłami - ledwo wystarczającymi do powstrzymania inwazji. Jednak wielu przedstawicieli (Sojuszu) wierzy, że wystarczą, aby zademonstrować, iż Zachód pozostaje przywiązany do wzajemnych zobowiązań obronnych" - podkreśla "WSJ". Dodaje też, że nawet mały oddział może stanowić "wał ochronny" przed działaniami tzw. zielonych ludzików, którzy pojawili się w zeszłym roku na Ukrainie.

 

"WSJ" dostrzega, że plan rozbudowy obecności wojskowej na wschodzie Europy budzi obawy niektórych państw członkowskich. Ostrzegają one, że nawet symboliczna obecność wojskowa w pobliżu rosyjskiej granicy może sprowokować konflikt z władzami w Moskwie. "Aby tego uniknąć, zwracają one uwagę, NATO powinno skoncentrować się na innych metodach odstraszania, takich jak demonstrowanie zdolności do szybkiego przemieszczania dużych oddziałów poprzez prowadzenie ćwiczeń, jakie obecnie trwają w Hiszpanii i Portugalii" - napisano w "WSJ".

 

Informatorzy gazety zwracają uwagę, że plany rozmieszczenia większych oddziałów NATO w Europie Wschodniej są na razie na "etapie wstępnym". Do tej pory nic oficjalnie nie uzgodniono ani nie przedstawiono Radzie Północnoatlantyckiej, której zgoda jest konieczna na podjęcie tego typu kroków. "WSJ" ocenia, że żadne decyzje nie zapadną przed zaplanowanym na lipiec 2016 roku szczytem NATO w Warszawie.

 

W połowie października minister obrony Tomasz Siemoniak informował, że w Ciechanowie ma powstać dowództwo amerykańskiej brygady, której sprzęt ma być rozmieszczony w Europie Środkowo-Wschodniej. Szef MON podkreślał, że życzeniem zarówno strony amerykańskiej, jak i Polskiej jest to, by do lipca 2016 roku, czyli do szczytu NATO w Warszawie, jednostki USA stacjonowały w Polsce.

 

Rozmieszczenie amerykańskiego ciężkiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego było tematem rozmów podczas majowego spotkania Siemoniaka z sekretarzem obrony USA Ashem Carterem w Waszyngtonie. W Europie miałby zostać rozmieszczony sprzęt dla jednej amerykańskiej brygady.

 

Jak podawała amerykańska prasa, do Europy Wschodniej miałoby trafić ciężkie uzbrojenie, w tym czołgi i inne wozy pancerne, dla 5 tys. żołnierzy USA. Na terytorium każdego z państw bałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii - miałoby się znaleźć wyposażenie dla 150-osobowej kompanii, a w Polsce, Rumunii, Bułgarii i być może na Węgrzech sprzęt dla 750-osobowych batalionów.

 

(PAP)