Rozpoczęły się wybory parlamentarne w Turcji

Rozpoczęły się wybory parlamentarne w Turcji
PAP/EPA/HAKAN GOKTEPE

Szeroko kontestowana władza w kraju, targanym wewnętrznymi napięciami, w tym przemocą ze strony dżihadystów i wznowionym konfliktem kurdyjskim, nie mogła, a według niektórych analityków nie chciała po poprzednich wyborach stworzyć koalicji z żadną z partii opozycyjnych. Stąd zgodnie z prawem konieczne było rozpisanie przedterminowych wyborów.

 

Jeśli jednak potwierdzą się wyniki wielu ostatnich sondaży, według których AKP nie odzyska większości w parlamencie, to tym razem będzie zmuszona do utworzenia koalicji z jedną lub dwiema partiami. W przeciwnym razie w kraju będzie utrzymywał się klincz polityczny, co grozi kolejnymi przedterminowymi wyborami – prognozują eksperci.

 

Scena polityczna Turcji jest bardzo spolaryzowana, choć podzielona praktycznie między cztery partie, które się liczą. Chodzi o AKP, opozycyjną socjaldemokratyczną Partię Ludowo-Republikańską (CHP), prawicową Nacjonalistyczną Partię Działania (MHP) i lewicową prokurdyjską Ludową Partię Demokratyczną (HDP).

 

Sondaż przeprowadzony 22-24 października przez ośrodek Metropoll daje AKP 43,3 proc., CHP – 25,9 proc., MHP – 14,8 proc., a HDP – 13,4 proc.

 

Według ośrodków badania opinii publicznej w tych wyborach więcej Turków pójdzie do urn niż 7 czerwca, na czym - jak uważają analitycy - mogą zyskać praktycznie wszystkie partie. Szef Metropoll-u Ozer Sencar powiedział, że oczekiwana jest frekwencja na poziomie 84-86 proc. Podobnego zdania jest główny menedżer centrum Konda, Bekir Agirdir, który prognozuje nawet 91-procentową frekwencję, potwierdzając tezę, że wzrost liczby głosujących będzie miał równy wpływ na wyniki poszczególnych partii.

 

W czerwcowych wyborach AKP uzyskała 40,9 proc. (258 mandatów) i po raz pierwszy od 13 lat straciła większość absolutną (276) pozwalającą jej na samodzielne rządzenie w liczącym 550 miejsc jednoizbowym Wielkim Zgromadzeniu Narodowym Turcji. CHP zdobyła 132 mandaty (prawie 25 proc.), a MHP i HDP – po 80, uzyskując odpowiednio nieco ponad 16 i 13 proc. głosów.

 

Prezydent Recep Tayyip Erdogan liczy, że wyborcy postawią – o co sam apeluje – na "stabilizację i zaufanie", a jego ugrupowanie 1 listopada odzyska bezwzględną większość, a nawet więcej, co pozwoli mu na zmianę konstytucji i wprowadzenie systemu prezydenckiego. Do zmiany konstytucji potrzebna jest większość 2/3 w parlamencie (367 mandatów).

 

Do głosowania jest uprawnionych 54 miliony wyborców w liczącej 81 mln mieszkańców Turcji. Będą oni mogli głosować w 85 okręgach, w 175 tysiącach lokali wyborczych.

 

Od ogłoszenia przedterminowych wyborów kampania wyborcza odbywała się w atmosferze wzrostu przemocy. Doszło do wznowienia walk tureckiej armii z bojownikami z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), przez co kruchy proces pokojowy utknął w martwym punkcie. 10 października podczas pokojowej demonstracji prokurdyjskiej w Ankarze miał miejsce najtragiczniejszy zamach terrorystyczny w historii Turcji, w którym śmierć poniosło ponad sto osób, a kilkuset zostało rannych. Po zamachu, którego najpewniej dokonała komórka Państwa Islamskiego (IS), zaczęto szykanować dziennikarzy i zwykłych obywateli. Na terenie kraju doszło do licznych aresztowań pod zarzutem zniesławienia prezydenta, czy terroryzmu.

 

Napięcia wewnętrzne w Turcji zbiegają się ponadto z rosnącym brakiem stabilności w Syrii i Iraku, gdzie znaczną część terytorium opanowało IS, a także z olbrzymim współczesnym problemem – kryzysem migracyjnym w Europie - w którym polityka Ankary i jej współpraca z UE wydają się być nie do przecenienia.

 

Ekonomiści zwracają również uwagę na spowolnienie gospodarcze Turcji, chociaż o kryzysie, z zanotowanym w drugim kwartale br. wzrostem na poziomie 3,8 proc. PKB, raczej nie może być mowy. Aczkolwiek na pewno eskalacja przemocy ma wpływ na zagraniczne inwestycje i sektor turystyczny - podkreślają.

 

Blisko 400 tysięcy policjantów i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa będzie czuwało nad bezpieczeństwem wyborów, zwłaszcza na południowym wschodzie kraju.

 

Sztaby wyborcze głównych partii politycznych zapowiedziały, że na niedzielę zmobilizują setki tysięcy aktywistów w celu uniknięcia fałszerstw wyborczych.

 

Przebieg głosowania monitoruje 112 obserwatorów z działającego z ramienia OBWE Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (IDIHR), a także Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE i Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Poza tym głosowanie monitorować ma ponad 70 tysięcy aktywistów organizacji pozarządowych.

Lokale wyborcze na wschodzie kraju czynne są od godziny 7 do 16 czasu lokalnego (5-14 w Polsce), a na zachodzie - w godzinach 8-17 czasu lokalnego (6-15 w Polsce). Wstępnych wyników należy spodziewać się o godzinie 19 czasu lokalnego (17 w Polsce).

 

(PAP)