Francja: analiza czarnych skrzynek rosyjskiego Airbusa wskazuje na zamach

Francja: analiza czarnych skrzynek rosyjskiego Airbusa wskazuje na zamach
PAP/EPA

Analiza rejestratora parametrów lotu (FDR - Flight Data Recorder) i rejestratora rozmów w kokpicie wskazuje, że "wszystko przebiegało normalnie", zarówno jeśli chodzi o pracę urządzeń, jak i treść rozmów załogi, aż do 24. minuty lotu, kiedy oba silniki nagle przestały pracować - powiedziało to źródło anonimowo.

 

Taka sytuacja jest typowa dla "bardzo nagłej, wybuchowej dekompresji" - dodało to źródło.

 

Według niego "hipoteza o eksplozji, której przyczyną byłaby usterka techniczna, pożar itp., wydaje się wysoce nieprawdopodobna, ponieważ rejestratory z pewnością coś by sygnalizowały".

 

Wcześniej źródło cytowane przez francuską agencję podało, że analiza FDR wskazuje na "gwałtowny, nagły" charakter zdarzenia, co doprowadziło do szybkiego spadania maszyny. Według rejestratora "wszystko przebiegało normalnie, całkowicie normalnie w czasie lotu", aż "nagle się urwało". Sugeruje to wydarzenie mające charakter "nagły, gwałtowne" - przekazał ten informator.

 

To samo źródło podkreśliło, że zdjęcia szczątków samolotu, z których niektóre wyglądają na poddane wpływom idącym od wewnątrz na zewnątrz, "potwierdzają raczej wersję o ładunku wybuchowym".

 

Wersję o bombie na pokładzie rosyjskiego airbusa otwarcie przedstawiają Londyn i Waszyngton.

 

Także w piątek agencja Reutera, powołując się na zachodnie źródła wywiadowcze, poinformowała, że brytyjskie i amerykańskie służby przechwyciły komunikację elektroniczną ("chatter") sugerującą, że katastrofę rosyjskiego samolotu spowodowała bomba.

 

Jednak źródła te zastrzegają, że wciąż nie ma niezbitych dowodów na to, że katastrofę spowodowała bomba; nie została wykluczona ewentualność awarii.

W katastrofie Airbusa A321 rosyjskich linii czarterowych Kogalymavia, znanych też jako Metrojet, do której doszło 31 października po starcie z lotniska Szarm el-Szejk, zginęły wszystkie 224 osoby na pokładzie, w większości turyści wracający do Petersburga z wakacji w Egipcie.

(PAP)